Autor Wątek: Przeklęty  (Przeczytany 9653 razy)

Offline The_Reaver

  • Heartless Engineer
  • Redaktor
  • *********
  • Wiadomości: 2086
  • Dark Keyblade Master
    • Zobacz profil
Przeklęty
« Odpowiedź #60 dnia: Kwiecień 19, 2006, 09:35:31 pm »
Skomentuję to krutko kilkoma słowami: Finally some action. Kolejny dobry fik. Trzymaj tak dalej ya??
I'm in Space!

Offline Miyone

  • Adventurer
  • *
  • Wiadomości: 81
    • Zobacz profil
    • http://
Przeklęty
« Odpowiedź #61 dnia: Kwiecień 19, 2006, 11:16:28 pm »
Świetny kawałek, przeczytałam go z przyjemnością, fajnie opisałeś pomieszczenie, lubię Białego i w ogóle podoba mi się sposób w jaki piszesz. :)

Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
Przeklęty
« Odpowiedź #62 dnia: Kwiecień 20, 2006, 09:21:00 am »
Podobnie jak moi przedmówcy również przeczytałam z zainteresowaniem.  

Offline Ignatius Fireblade

  • Berserker
  • ***
  • Wiadomości: 214
  • Ten, który bywa
    • Zobacz profil
Przeklęty
« Odpowiedź #63 dnia: Kwiecień 21, 2006, 07:36:38 pm »
Yummm... coś tam buczałeś, że nie dotrzymujesz tempa? Teraz będziesz mógł odsapnać, wiesz? Zresztą wyjaśnie, gdy dołącze kolejny fragment Wielkiej Wojenki.

Fik perfect, m8! Cieszę sie, gdy widzę, że ktoś wykorzystuje swój talent w taki sposób :) Continue...
Gdy rozum śpi, budzą się upiory.
Goya

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Przeklęty
« Odpowiedź #64 dnia: Czerwiec 18, 2006, 12:24:54 am »
damn..... dwa miesiące przerwy między kolejnymi rozdziałami nie są specjalnie pocieszające. W sumie to ewidentnie moja wina, bo po prostu nie chciało mi się nic pisać przz jakiś czas.... No ale nic to, zamieszczem kolejny rozdział i mam nadzieję, że 12 251 znaków was usatysfakcjonuje :F

Rozdział 14

Elin nie mówił nic. Patrzył na swojego przeciwnika wzrokiem pełnym nienawiści i czekał aż czarne pazury rozharatają mu krtań.
Nagle skrytobójca uchylił się i odskoczył do tyłu. Elin nie wiedział co się dzieje, dopóki nie zobaczył, że dwa shurikeny wbiły się w mur gospody, wydając przy tym metaliczny odgłos. Gdyby Deamen nie odskoczył do tyłu, gwiazdki na pewno by go trafiły.
 - Czy wam już zupełnie rozum odjęło?! – wrzasnęła Natasha podchodząc nerwowym krokiem do leżącego na ziemi chłopaka.
 - I jak zwykle Natasha popsuła całą zabawę.... – odezwał się jeden z gapiów.
- Zamknij się Flint! – dziewczyna rzuciła mu mordercze spojrzenie – Mam jeszcze kilka takich gwiazdek przy sobie. I dlaczego do jasnej cholery tych dwóch chciało się nawzajem pozabijać?!
Tym razem odpowiedziała Gloriana, która stała obok Flinta i również uważała, że pojedynek byłby o wiele ciekawszy, gdyby nie pojawiła się Natashy.
 - Wiesz jak to Elin – dziewczyna wzruszyła ramionami – Znowu zaczął pieprzyć o honorze i że.... jak ty powiedziałeś Elin?
 -  ....że musi wymazać plamę na honorze i że jego plama jest zdumiona... albo może duma splamiona? Coś w tym guście – dokończył za nią Torn i uśmiechnął się, pokazując wachlarz prawie-białych zębów.
 - Nic nowego, nie? – stwierdził Flint, wzruszając ramionami. – Myśleliśmy, że znowu Elin skopie tyłek przeciwnikowi, ale się ciekawie zrobiło, to nie chcieliśmy im przerywać.
 - Jesteście chorzy – stwierdziła Natasha i poczuła, że ktoś kładzie jej rękę na ramieniu. Odwróciła głowę, a jej oczy spotkały się z poważnym spojrzeniem Elina
 - To moja walka – powiedział szorstko – Nie wtrącaj się.
Chłopak odszedł od dziewczyny z wyrazem grobowej powagi. Wiedział, że w tym pojedynku jest skazany na klęskę, ale wolał porażkę, czy nawet śmierć od takiego upokorzenia.
Elin uśmiechnął się sam do siebie. Zawsze chciał zginąć w walce. Co prawda niezupełnie o taką śmierć mu chodziło, ale nie można mieć wszystkiego....
 - Zakończmy to raz na zawsze, gnojku – krzyknął Elin, wskazując czubkiem miecza na przeciwnika
Chłopak chwycił oburącz za rękojeść i trzymając broń przy nodze, natarł na demona.
Skrytobójca przybrał postawę obronną. Z początku nie chciał zabijać Elina, ale teraz było mu to obojętne. W końcu jedno ludzkie życie mniej, czy więcej nie zrobi nikomu różnicy....
Metaliczny dźwięk odbił się od ścian kamienic, otaczających placyk. Ostrza obydwu walczących spotkały się.
Elin odskoczył i obracając się, wyprowadził cięcie z góry. Deamen zablokował atak i chciał wyprowadzić kontrę, ale nie zdążył..
Rozległ się nienaturalny, rozdzierający uszy wrzask. Skrytobójca poczuł, że w jego ciało uderza fala energii. W jednej chwili nogi oderwały się od podłoża i zabójca z impetem uderzył o ścianę karczmy pod Dziką Różą. Jego twarz wykrzywił grymas bólu, kiedy odbił się od kamiennego muru i upadł na kolana.
Przez chwilę pociemniało mu przed oczami, ale pomimo oszołomienia zdołał dostrzec, że Elin przeżył podobne spotkanie z solidną ścianą.
Deamen rozejrzał się, poszukując wzrokiem źródła fali, która pchnęła go na ścianę. Nie musiał szukać daleko. Oczy wszystkich gapiów były zwrócone w stronę Natashy, która dyszała ciężko z wściekłości. Jej oczy błyszczały, a w naelektryzowanym powietrzu wokół jej ciała co chwilę iskrzyły się wyładowania energii magicznej.
 - Tobie chyba naprawdę na mózg padło, Elin – Wrzasnęła do chłopaka, który zupełnie nie wiedział co się dzieje – Nie dam ci się zabić z powodu pieprzonego honoru i wybujałej dumy.
Nastała chwila kłopotliwej ciszy. Gapie odsunęli się od Natashy, chyba w obawie przed następnym atakiem furii. Elin czuł się głupio, a plamki powidoku przed oczyma nie dawały mu skupić myśli. Przyjaciele księżniczki stali z otwartymi ustami, nie za bardzo wiedząc co powiedzieć.
W końcu Natasha uspokoiła się, a jej oczy straciły złowrogi błysk. Spojrzała niepewnie na swoich kamratów, oczekując że któryś w końcu przerwie atmosferę napiętego milczenia.
 - Wreszcie rozumiem dlaczego nikt cię nigdy nie podrywa – Flint podrapał się po nosie i uśmiechnął zawadiacko
 - Mogłabyś mnie tego nauczyć, co Natasha? – zapytała Gloriana – Może wtedy ten dupek Flint by się ode mnie odczepił?
 - Tak łatwo się mnie nie pozbędziesz, moja droga – stwierdził Flint i z uśmiechem na ustach uszczypnął ją  w pośladek. Kiedy go spoliczkowała, uśmiechnął się jeszcze szerzej
Natasha pokręciła głowę i uśmiechnęła się w duchu. Nieważne co by się nie działo, jej przyjaciele się nie zmienią. Za to ich uwielbiała
Elin pozbierał się z ziemi i trochę zażenowany dołączył do towarzystwa. Natasha rzuciła jeszcze tylko krótkie spojrzenie na mur karczmy i stwierdziła, że Deamen zniknął, nie pozostawiając po sobie żadnych śladów. Ale teraz to było nieważne.

Natasha nie zdawała sobie sprawy, ze z jednego z dachów obserwują ją błyszczące szare oczy, należące do postaci ukrytej w mroku nocy. Rhea oglądała całe zajście od dłuższego czasu, analizując potencjalne zagrożenia i utrudnienia dla jej misji. Ludzie, którzy otaczali księżniczkę nie stanowili żadnej przeszkody. Jeśli będzie taka potrzeba, zostaną wyeliminowani. Królewska córka posiadała w prawdzie talent magiczny, na który Rhea będzie musiała wziąć poprawkę przy wykonywaniu zadania, ale to tylko ułatwi sprawę.
Jedyną przeszkoda zdawał się być półdemon, który towarzyszył księżniczce. Jego styl walki wydawał się jej znajomy, ale Rhea nie wiedziała o nim nic poza jego imieniem. Wiedziała natomiast, że szybka anihilacja Deamena, to priorytet najwyższej wagi.
Dziewczyna popatrzyła jeszcze raz w stronę Dzikiej Róży i zeskoczyła z dachu, bezszelestnie lądując wewnątrz ciasnej alejki. Włożyła ręce do kieszeni szaty i znikła w ciemności, niosąc za sobą słodki zapach śmierci...
 
Szum spienionej wody dudnił między skałami wyrastającymi z ziemi niczym kły. Przypływ jak co noc wdzierał się głęboko w ląd, niosąc ze sobą szczątki statków, które zatonęły w tej zdradliwej okolicy. Księżycowa łuna odbijała się od falującej tafli wody, jakby ostrzegając zbłąkanych podróżnych przed zapuszczeniem się zbyt blisko brzegu tej wyspy. Wyspy, która była oddalona od cywilizacji na tyle, że rzadko kto wiedział o jej istnieniu. Wyspy, na której wznosiła się twierdza Rosenedge – dom Gildii Skrytobójców...
Jasnowłosa elfka stała na zachodniej ścianie fortecy i oparta o kamienny mur, wpatrywała się w nieboskłon. Ciemne chmury, zasłaniające gwiazdy, wprawiały ją w ponury nastrój.
 - Piękna noc, prawda Anathea? – dziewczyna odwróciła się i zobaczyła za sobą  mrocznego elfa o długich, srebrzystych włosach i ciemnej karnacji.
 - Masz chyba trochę inne poczucie piękna niż ja, Sairoh – elfka uśmiechnęła się obojętnie, nie odrywając wzroku od zasłony chmur, spowijającej niebo.
- Pewnie masz rację – stwierdził elf - ale o tym możemy porozmawiać kiedy indziej. Teraz musisz iść. Mistrz cię wzywa
Anathea spojrzała na niego pytająco. Elf w odpowiedzi tylko uśmiechnął się tajemniczo i gestem pokazał jej, że powinna jak najszybciej spotkać się z Mistrzem Gildii.
Dziewczyna próbowała wyczytać coś z uśmiechu za którym ukrył się Sairoh, ale nigdy nie była dobra w odczytywaniu emocji innych. Pogrążona w myślach podążyła na spotkanie ze swoim przełożonym.
Zeszła po przytwierdzonych do muru drewnianych schodach. Ostatnie pięć stopni pokonała skokiem, lądując na zachodnim skraju dziedzińca, wyłożonego kamiennymi płytami. Przeszła kilka kroków i chwilę wodziła palcami po ścianie fortecy. Kiedy znalazła już właściwy kamień, popchnęła go. Coś kliknęło wewnątrz muru i rozległo się ciche chrobotanie uruchamianego mechanizmu, który otworzył drzwi do ukrytego korytarza, całkowicie spowitego ciemnością.. Anathea bez wahania postąpiła kilka kroków naprzód i zagłębiła się w czeluść przejścia.
Oczywiście twierdza Rosenedge miała bramę, ale korzystanie z niej groziło w najlepszym razie śmiercią. Większość głównych korytarzy była naszpikowana różnego rodzaju pułapkami, sprawiając że infiltracja zamku dla kogoś z zewnątrz była praktycznie niemożliwa.
Skrytobójcy poruszali się siecią ukrytych przejść, którymi bez większych trudności można było dotrzeć do każdego zakamarka Rosenedge.
Elfka pewnie podążała skąpanym w mroku korytarzem. Skręciła kilka razy i ręką zdjęła z twarzy pajęczynę, o którą przez przypadek zahaczyła. Ciemne i wilgotne korytarze o których istnieniu wiedziała tylko garstka ludzi z reguły nie należały do najczystszych miejsc na ziemi.  
Po przejściu kolejnego sporej długości odcinka, Anathea zatrzymała się.
To tu, pomyślała i pchnęła jeden z kamieni, wprawiając w ruch kolejny mechanizm. Ukryte drzwi rozsunęły się i już po chwili elfka postawiła stopy na czerwonym dywanie, zdobiącym komnatę Mistrza Gildii.
Wampir siedzący za biurkiem oderwał wzrok od trzymanego przez siebie kawałku pergaminu i spojrzał na Anatheę. Jego usta wykrzywiły się w formalnym uśmiechu, ukazując biel kłów.
 - Proszę siadać, panno Ashkevroon – wampir wskazał na krzesło naprzeciw siebie. – Rozumiem, że przesyłka została dostarczona?
Elfka usiadła i skinęła głową
 - Książę Edgar jest bardzo zadowolony z przebiegu sprawy i stwierdził, że zastanowi się zastanowi się nad premią dla Gildii.
Mistrz wrócił do przeglądania pisma trzymanego w dłoni. Kilka razy przebiegł wzrokiem po powierzchni pergaminu i niedbałym gestem ręki nakazał elfce kontynuować
 - Nikt z otoczenia księcia, ani tym bardziej sam Edgar nie mają pojęcia jakie są prawdziwe intencje Gildii. Wszystko przebiega zgodnie z planem
 - Dobrze.... – stwierdził wampir i nie odrywając wzroku od pisma, które trzymał, drugą ręką przysunął elfce zwinięty pergamin, opieczętowany emblematem róży i sztyletu – Następna misja zacznie się kiedy tylko Deamen wróci do twierdzy
Anathea wzdrygnęła się na sam dźwięk tego imienia. Nie wspominała dobrze działania u boku Deamena i miała cichą nadzieję, że nie będzie musiała przebywać więcej w jego towarzystwie. I nie chodziło tu tylko o wrodzoną niechęć elfów do demonów, ale o coś znacznie bardziej osobistego.
Dziewczyna niechętnie wzięła do ręki zwój i rozwinęła go. Na jej twarz mimowolnie spłynął wyraz zdziwienia.
 - Z całym szacunkiem, panie – elfka popatrzyła na wampira znad trzymanej przez siebie kartki – ale Deamen nie jest chyba kimś kto powinien pracować dla Zakonu Świętego Ostrza. Oni nie pałają zbytnią sympatią do demonów.
 - Prawdę powiedziawszy... – Mistrz skierował wzrok na Anatheę i przywdział tajemniczy uśmiech – Deamen jest chyba jedyną osobą z Gildii zdolną wykonać to zadanie.

Alice obudziła się zdezorientowana. Szybko usiadła na łóżku i rozejrzała się nerwowo po pokoju. Dopiero po chwili uświadomiła sobie gdzie się znajduje.
Dziwne, ale mimo braku okien i jakiegokolwiek innego oświetlenia, w pokoju było jasno jak za dnia. Alice pomyślała, ze to na pewno robota jakiegoś skomplikowanego uroku. Sama była całkiem wprawnym magiem, ale to miejsce całe aż pulsowało energią magiczną.
Kobieta przerwała jednak rozmyślanie, kiedy uświadomiła sobie, że stół stojący na środku komnaty jest zastawiony różnymi wytrawnymi potrawami. Wstała z łóżka i dopiero teraz przypomniała sobie o uczuciu głodu. W końcu nie miała w ustach nic od dłuższego czasu.
 To na pewno jakaś sztuczka, pomyślała doszukując się czegoś podejrzanego w przygotowanym posiłku, jedzenie na pewno jest zatrute
Jej uwagę przykuł mały kawałek pergaminu, oparty o świeczkę, która tliła się białawym płomieniem.
Gdybym chciał cię zabić, już byś nie żyła
Treść liściku trochę zbiła ją z tropu, ale dla pewności postanowiła nie ryzykować.
Spojrzała w górę, skupiając wzrok na obrazach zawieszonych na ścianach komnaty. Podczas pobytu w pokoju Białego ani razu nie zwróciła uwagi na to co przedstawiają. Dopiero teraz zdała sobie sprawę z dokładności i misterności ich wykonania.  
Na zdecydowanej większości płócien dominowała postać młodej kobiety. Każdy szczegół jej ciała, twarzy, włosów był tak dokładnie oddany, że zdawało się, że nieznajoma zaraz uwolni się z drewnianych ram. Alice miała nieodparte wrażenie, że autor obrazu darzył tą kobietę czymś więcej niż sympatią.
Czarodziejka prześledziła wzrokiem następne płótna, zatrzymując się na dopiero na siódmym z kolei. Wewnątrz drewnianych ram odgrywała się całkiem przyjemna scena. Nieznajoma, która była tematem poprzednich dzieł, znajdowała się w nieco obskurnym pokoiku, trzymana w objęciach mężczyzny niewiele starszego od niej samej. Mimo że para nie mieszkała specjalnie dostatnie, oboje wyglądali na szczęśliwych samym faktem wzajemnej bliskości.
Po chwili przyglądania się mężczyźnie na obrazie, Alice otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Co prawda jego włosy były kasztanowe, a twarz zdawała się młodsza niż obecnie, ale człowiekiem na obrazie bez wątpienia był Biały.
W głowie czarodziejki pytania bez odpowiedzi mnożyły się z każdą sekundą. Kim była ta kobieta? Jakie uczucie tliło się między nimi? Co sprawiło, że Biały został sługusem zła?  
Alice szybko przebiegła wzrokiem po następnych dziełach. Nie były one już takie pogodne jak poprzednie i dało się wyczuć zmianę stylu malarza. Dokładne i łagodne wcześniej linie zostały zastąpione przez ostre i nerwowe pociągnięcia pędzla. Płótna również przedstawiały młodego mężczyznę, tym razem ślęczącego nad dziwnymi księgami i odprawiającego jakieś nieznane czarodziejce rytuały. Człowiek na obrazie wyglądał jakby umarł za życia. Jego zapadnięte policzki i zaczerwienione oczy świadczyły o dużym niedoborze snu, a na sam widok rytuałów, którymi mężczyzna się zajmował, czarodziejce cierpła skóra.
Ostatnie dzieło sprawiło, ze mimowolnie cofnęła się kilka kroków do tyłu. W Alice wpatrywało się złowrogo wielkie, czerwone oko, zamknięte w ramach z czarnego drewna. Czarodziejka szybko odwróciła wzrok i poczuła, że fragmenty układanki w jej umyśle powoli zaczynają układać się w logiczną całość
A więc Biały był kiedyś normalnym człowiekiem. Coś jednak skłoniło go do tego, żeby poświęcić kochaną przez siebie osobę w imię okiełznania demonicznej mocy. Z każdą chwilą Alice pałała do Białego coraz większą nienawiścią. Jak to możliwe, żeby ktokolwiek mógł być tak podły?
Czarodziejka coraz bardziej chciała się stąd wydostać. Jakby na życzenie, kiedy odwróciła głowę zobaczyła biało-czarne drzwi o solidnych zawiasach. Alice niepewnie podeszła do nich i po chwili wahania nadusiła klamkę. Drzwi uchyliły się, nie wydając przy tym najmniejszego skrzypnięcia. Kobieta wzięła kilka głębokich oddechów i wysunęła się na korytarz, czując jak w jej umyśle powoli rodzi się iskierka nadziei.

c.d.n
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline Ignatius Fireblade

  • Berserker
  • ***
  • Wiadomości: 214
  • Ten, który bywa
    • Zobacz profil
Przeklęty
« Odpowiedź #65 dnia: Czerwiec 18, 2006, 07:42:00 pm »
Cudnie! Przyznaje, że opłacało sie czekać na coś o takim poziomie :D Gdybyś tylko zechciał pisać częściej, to wszystko byłoby miodzio :) A tak, to muszę czekać, wlepiajac smutny wzrok w brak aktualizacji :P
Gdy rozum śpi, budzą się upiory.
Goya

Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
Przeklęty
« Odpowiedź #66 dnia: Czerwiec 19, 2006, 09:52:06 am »
Świetnie się czyta nic dodać nic ująć. :)

Offline DARK rONIn

  • Adventurer
  • *
  • Wiadomości: 62
    • Zobacz profil
    • http://
Przeklęty
« Odpowiedź #67 dnia: Wrzesień 28, 2006, 11:51:36 am »
Właśnie skończyłem czytać a czyta się bardzo szybko. Fabuła wciąga, głównie za sprawą specyficznego (momentami rzeczywiście mrocznego) klimatu i głównego bohatera (tak, postać Deamena udała Ci się ponadprzecięnie). Po zamachu na księcia zacząłeś wprowadzać zbyt wiele wątków jednocześnie, ale wsztstko się jakoś łączy ze sobą więc jest ok.
Patrząc na datę ostatniego rozdziału zastanawiam się czy masz zamiar kontynuować jeszcze to opowiadanie. Jeśli tak to we mnie masz na pewno czytelnika  :spoko:  
I want to see you use your capabilities
Build me an ocean then destroy it with your eyes

Offline Vincent

  • Adventurer
  • *
  • Wiadomości: 66
    • Zobacz profil
Odp: Przeklęty
« Odpowiedź #68 dnia: Luty 20, 2007, 02:34:44 pm »
Kolejne udane dzieło W_W, acz kolwiek kolejne niedokńczone. oby tego fika nie spotkał ten sam los co GT.

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Odp: Przeklęty
« Odpowiedź #69 dnia: Luty 20, 2007, 02:53:05 pm »
żeby nie było żadnych niedomówień. to opowiadanie mam zamiar skończyć i zabieram się za pisanie jak tylko skończę aktualną krótką formę literacką, czyli najpewniej za miesiąc... ba, możę nawet jeszcze w tym miesiącu.
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline Vincent

  • Adventurer
  • *
  • Wiadomości: 66
    • Zobacz profil
Odp: Przeklęty
« Odpowiedź #70 dnia: Luty 22, 2007, 08:41:23 pm »
I dobrze bo szkoda by było TAKIEGO dzieła