Autor Wątek: "In search of glory"  (Przeczytany 19304 razy)

Offline Yuzuriha

  • Dead Shadow
  • SemiRedaktor
  • *********
  • Wiadomości: 1742
  • Let's go together ... in to the darkness
    • Zobacz profil
    • http://www.deadshadow666.deviantart.com/
"In search of glory"
« Odpowiedź #20 dnia: Grudzień 02, 2004, 07:14:06 pm »
Eeee Tant smaku narobił,a tu nic nie ma....kiedy dalsza część?

Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
"In search of glory"
« Odpowiedź #21 dnia: Grudzień 03, 2004, 09:42:22 am »
A może jeszcze pisze, żeby zrobić na nas czytelnikach lepsze wrażenie.

Offline Tantalus

  • Master Engineer
  • Redaktor+
  • ************
  • Wiadomości: 4470
  • Idol nastolatek
    • Skype
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #22 dnia: Grudzień 03, 2004, 11:42:53 pm »
Cytuj
Eeee Tant smaku narobił,a tu nic nie ma....kiedy dalsza część?
Cytuj
A może jeszcze pisze, żeby zrobić na nas czytelnikach lepsze wrażenie.

Stwierdziłem, że potrzymam was wszystkiech w niepewności. Poza tym strasznie nie chciało mi się pisać w tamtym tygodniu. Dzisiaj go tak od ręki strzeliłem, tak jak poprzedniego. Nieco dłuższy wyszedł znowu. Miłego czytania.


Rozdział Czwarty

Przyjaciele siedzieli w milczeniu na przeciwko siebie. Ren ciągle walczył z myślami i co chwilę zmieniał pozycję na fotelu, a Dunkan zrezygnowany oparł czoło na dłoniach i wpatrywał się w podłogę. Trzej kadeci też wyglądali na przejętych. Również milczeli, sporadycznie wymieniając krótkie uwagi lub patrząc na nową dwójkę. Raijin zasnął na swoim fotelu, a Fujin stała prawie w bezruchu z założonymi za plecami rękami, spoglądając na członków załogi swym chłodnym wzrokiem. Seifer siedział z założoną nogą na nodze z nudy pukając palcem w obicie siedzenia. W myślach przyjaciół malowały się najczarniejsze myśli. 'Nikt nam nie wierzy, że straciliśmy przytomność' pomyślał Ren, chcąc sobie wszystko jeszcze raz poukładać 'Do tego ten czubek chce nas wysłać do prawdziwej walki, w której możemy zginąć. A jak nas tam zobaczy instruktor Tilmett, to nas albo wyrzucą, albo zabiją na miejscu. Nie jest dobrze'. Ren uśmiechnął się nerwowo i spojrzał ponownie na bladego jak ściana Dunkana. Ręce mu ciągle drżały. Wygląda jakby ciągle nie mógł uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Ren z resztą też nie mógł.
- Dunkan - przerwał milczenie - Jak myślisz? Co to mogło być?
- Co? - zapytał chłopak unosząc głowę.
- Ten sen. Ta... - zastanowił się jakiego słowa użyć - wizja, którą wtedy mieliśmy
- Może to jakiś proroczy sen? - odpowiedział po zastanowieniu blondyn - Czytałem gdzieś o tym... może mamy jakieś zdolności parapsychiczne?
Ren się uśmiechnął i oparł o siedzenie. Pozostali trzej studenci zaczęli rozmawiać o swoich sprawach.
- Ale czemu nie widzieliśmy w takim razie naszej przyszłości? - odpowiedział Ren z uśmiechem - Tylko jakiegoś rozczulonego frajera?
- Może dlatego, że my już nie mamy przyszłości - powiedział Dunkan uśmiechając się szerzej.
Roześmiali się obaj, ale po zastanowieniu doszli do wniosku, że to wcale nie jest śmieszne. Przestali się śmiać prawie w tym samym momencie i znów zamilkli. Po chwili Fujin spojrzała na swój zegarek i powiedziała coś do Seifera. Ten jej odpowiedział, po czym wstał i stanął przed wiszącym u sklepienia ekranem z logo Balamb. Dziewczyna podeszła do śpiącego Raijina i, próbując go obudzić, zaczęła go szturchać w ramię. Ten nie zareagował w wyraźny sposób. Fujin wymierzyła mu po chwili solidnego kopniaka w nogę, który osiągnął w końcu zamierzony efekt. Mężczyzna jęknął i wskoczył niemal do pozycji siedzącej, łapiąc się za piszczel. Spojrzał na nią z wyrzutem, jakby miał coś odpowiedzieć, ale po chwili zrezygnował i ustawił się po lewej stronie kapitana zespołu. Fujin uruchomiła pulpit, na którym pojawiła się mapa miasta Deling.
- Za pół godziny będziemy na miejscu, więc najwyższy czas wyjaśnić wam cel misji - zaczął mówić Seifer.
Wszyscy spojrzeli w jego stronę. Plansza nad jego głową zmieniła się, przedstawiając teraz widok pałacu prezydenckiego i niewielką fotografię uśmiechniętego prezydenta Carawaya w rogu ekranu.
- Kilka dni temu skończyły się wybory prezydenckie w Galbadii.- kontynuował dowódca - Jako kontrkandydata będącego wtedy prezydentem George'a Carawaya, opozycja nowo powstałego rządu wyznaczyła Artura Scoot'a, zagorzałego patriotę i despotę... takiego jak niedawny dyktator Deling. Wybory wygrał Caraway dużą przewagą głosów, ale zagrażające miastu organizacje terrorystyczne zapowiedziały, że nie zaakceptują go jako prezydenta Galbadii, i że jeżeli nie odwoła się z tego stanowiska dobrowolnie, to grozi mu śmierć.
Ekran znów pokazał mapę miasta, w którym na niebiesko został zaznaczony spory budynek w centrum. Seifer jeszcze raz spojrzał po słuchających go studentach. Odwrócił się do monitora i pokazał palcem na niebieski kwadracik.
- Dzisiaj odbędzie się oficjalne przedłużenie kadencji Carawaya. Wygłosi on orędzie do narodu z balkonu tego budynku. Będzie on wtedy oczywiście najbardziej narażony na atak zamachowców.
W górze ekranu pojawiły się cztery czerwone kwadraciki, nazwane po kolei A, B, C i D. Seifer wyciągnął z kieszeni pogniecioną kartkę. Wyprostował ją i zaczął czytać, a czerwone punkty na ekranie ilustrowały jego słowa.
- Drużyny A1, A2, A3 i A4, pod dowództwem oficerów Rudolf, Xu, Errin i King, zajmą się patrolowanie północnej części miasta obejmującą Hotel Galbadia i dzielnice industrialne. Drużyny B1, B2, B3 i B4, pod dowództwem oficerów Claus, Trepe, Almasy, Kawasaki, zajmą się ochroną samego pałacu prezydenckiego i prezydenta Carawaya. Drużyny C1, C2 pod dowództwem oficerów oficerów Larhson i Jellis zajmą się infiltracją rozciągającej się pod miastem sieci kanałów. Drużyny C3 i C4 pod dowództwem oficerów Dincht i Orison udadzą się z wizytą do Ogrodu Galbadia, jako emisariusze. Akcje drużyn D1, D2, D3 i D4, pod dowództwem oficerów McNash, Zebedin, Sayki i Tilmett są znane wyłącznie dyrektorowi i organom nadzorującym przebieg akcji
Seifer odetchnął i pośpiesznie schował kartkę do kieszeni.
- My jesteśmy drużyną B3 i naszym zadaniem jest ochrona samego prezydenta - powiedział zakładając rękę na rękę - Jego życie będzie w naszych rękach. Za chwilę wylądujemy na plaży i zostaniemy przetransportowani do miasta za pomocą zabranych półciężarówek. Walki na terenie miasta mogą się nasilić, wiec bądźcie czujni. Mimo, że sytuacja w mieście może wyglądać różnie, kraj ten jest w środku wojny domowej. Jeżeli ktoś będzie do was strzelał, to waszym obowiązkiem jest go zabić, zrozumiano?
- Tak jest, sir! - odpowiedzieli wszyscy studenci oprócz Rena i Dunkana, którzy jedynie pośpiesznie zasalutowali i powiedzieli ostatnie sylaby odezwy.
- No tak - powiedział Seifer spoglądając na chłopaków - wasza dwójka będzie nam w tym pomagać. Któryś z moich przyjaciół się wami zaopiekuję.
Raijin spojrzał powoli na srebrnowłosą i noga zaczęła go boleć od samego jej nienawistnego spojrzenia.
- No nie, no dobra - powiedział w końcu odwracając wzrok ku dwójce chłopaków - Ja się nimi zajmę, co nie? Nie mam innego wyjścia, no nie?
Ren i Dunkan wymienili spojrzenia pełne zmieszania i strachu. 'Mamy szczęście w nieszczęściu' pomyślał Ren 'Jakby dowodziła nami ta baba, to by było makabrycznie'.
- Tak więc Raijin od teraz jest waszym dowódcą - powiedział poważnym tonem Seifer - Macie się słuchać jego rozkazów, bo inaczej zostawimy was w środku miasta i sami se będziecie wracać do Ogrodu. Zrozumiano?
- Tak jest, sir! - odrzekli koledzy słabymi głosami.
Seifer znów się uśmiechnął złowieszczo. Kiwnął na Raijina, a ten udał się na tył łodzi i zaczął się wspinać na drabinkę prowadzącą do wieżyczki. Otworzył właz i po chwili zniknął, zaś Seifer powiedział jeszcze:
- To wszystko. Przygotować się do lądowania.
Dowódca usiadł. Trójka przyszłych SeeDów wyglądała na podnieconych myślą sprawdzenia swoich umiejętności w boju. Ren i Dunkan byli przerażeni, ale nie tym, że pewnie będą musieli walczyć z terrorystami i narażać własne życie za prezydenta obcego im kraju. Przeraziło ich to, że przyjdzie im współpracować z Quistis Trepe, która w nich na pewno rozpozna studentów Selphie. Jeszcze raz spojrzeli po sobie i jeszcze raz sprawdzili broń i sprzęty. Ren przetarł i przeładował swój gunblade, zaś Dunkan montował swój topór do specjalnej torby na plecach. W tym momencie odezwał się jeden ze studentów:
- Sir?
- Co? - odpowiedział krótko Seifer
- Mówił pan, że drużyny C3 i C4 wysłane zostały do Ogrodu Galbadia - odpowiedział nieśmiało czarnowłosy kadet - Po co oni tam jadą?
- To nie jest ani twoja, ani moja sprawa - odpowiedział opierając głowę o oparcie fotela- nie jestem SeeD'em, więc nie wiem.
Pytający i jego dwaj koledzy wyglądali na zaskoczonych tą wiadomością. 'To przecież jasne, że nie jest SeeD'em' pomyślał Ren ' Przecież nie ma munduru chociażby'. Pod pokładem panowało milczenie, do póki właz z tyłu nie otworzył się z głuchym piskiem. Po chwili zszedł Raijin i zakomunikował:
- Chyba zaraz będziemy, co nie? Widać już plażę.
Seifer i trzej kadeci wstali. Ren i Dunkan poczynili to samo i wszyscy udali się no przód łodzi, która zaczęła zwalniać. Po chwili zatrzymała się i gwałtownie uniosła dziobem do góry, co oznaczać mogło tylko to, że własnie wylądowali na plaży. Wrota dziobowe się otworzyły i wszyscy wyszli na brzeg. Silny, słony wiatr wiał im w plecy, kiedy wsiadali do podstawionych już samochodów. Przyjaciele nie zdawali sobie nawet sprawy z tego, że 'spali' przez całą noc. Teraz zaczynało świtać. Kilka pozostałych łodzi dopływało do plaży, cała jej szerokość zasypana była niewielkimi grupkami ludzi. Chłopcy nie chcąc, by ich ktoś zobaczył, czym prędzej wsiedli do samochodu i zamknęli za sobą tylne drzwi furgonetki. Na szczęście w okolicy nie było instruktor Selphie. Przez kilkanaście minut podróży dalej panowała niepokojąca cisza. Raijin, w towarzystwie Fujin, prowadził samochód, ale i tak w kabinie było dość ciasno, z dwoma nieprzewidzianymi członkami załogi. Tym razem Dunkan, spróbował przerwać milczenie. Wydawało się, że myśl, którą wypowiedział nękała go przez dłuższy czas.
- Sir? - zapytał ciągle drżącym tonem - Czy to prawda, że dyrektor zorganizował tą ofensywę dla zemsty?
Wszyscy spojrzeli na niego. Chłopak zdał sobie sprawę, że to nie był najlepszy pomysł, żeby zapytać się o coś takiego. Seifer patrzył na niego przez chwilę, po czym odwrócił wzrok i znów zapadła dłuższa cisza.
- Tak - odpowiedział krótko Seifer po pewnym czasie.
Resztę drogi spędzili w kłopotliwym milczeniu. W końcu furgonetka zatrzymała się, a z zewnątrz dobiegały ich głosy innych dowódców i zwykłych ludzi. Seifer otworzył drzwi i wszyscy wyszli na zewnątrz. Zatrzymali się za bramą pałacu prezydenckiego - ładnego, zbudowanego w nowoczesnym stylu budynku, z szeroko rozbudowanymi skrzydłami i kilkoma piętrami wysokości. Dowódcy drużyn zaczęli prowadzić swoich podopiecznych do budynku. Cały kompleks otoczony był przez wysokie na kilka metrów mury i szereg drzew i żywopłotów. Za bramą widać było całkiem pokaźny, jak na tą porę dnia, tłum gapiów, patrzący przez kraty na wysiadających żołnierzy. Słychać było różne hasła krzyczane przeciw SeeD'om. Po chwili Ren i Dunkan zatrzymali się przy drzwiach frontowych pałacu, ciągle patrząc na ludzi w bramie.
- Po jakiej stronie nie byliby mieszkańcy miasta - powiedział kobiecy głos za ich plecami - to i tak są przeciw naszemu udziałowi w tej walce.
Instruktor Trepe poprawiła okulary i spojrzała jeszcze raz na dwójkę młodzieńców.  

Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
"In search of glory"
« Odpowiedź #23 dnia: Grudzień 04, 2004, 10:27:20 am »
No i doczekalismy się.
Nadal czyta się świetnie i trzyma wysoki poziom jak na mój gust.  

Offline Siergiej

  • Last Hero
  • **********
  • Wiadomości: 2544
  • Idol Tanta
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #24 dnia: Grudzień 04, 2004, 04:54:11 pm »
Tant co tu duzo mowic. Dla wszytskich jestes bezlitosny :lol: ale i tk rzadzisz

Offline Yuzuriha

  • Dead Shadow
  • SemiRedaktor
  • *********
  • Wiadomości: 1742
  • Let's go together ... in to the darkness
    • Zobacz profil
    • http://www.deadshadow666.deviantart.com/
"In search of glory"
« Odpowiedź #25 dnia: Grudzień 06, 2004, 08:08:58 pm »
Hehe no i sie doczekałam...trzymaj tak dalej Tant ^_^

Offline Kazumaru

  • Komercyjny chłopak
  • SuperMod
  • ***********
  • Wiadomości: 3357
  • Forbidden Lover
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #26 dnia: Grudzień 11, 2004, 05:09:21 pm »
No cuż Fanfik jest świetny... nuie czytałem zbyt wielu w życiu ale ten jest najlepszy... no może na 2 miejscu... na pierwszym była taki fanfik o gejach... był naprawde piękny o super gwiaździe muzycznej i o pewnym smutnym chłopcu... ale naprawde świetnie piszesz i już wiem dlaczego mówiłeś żeby ludzie nie grając w FFVIII nie czytali tego bo prócz imion i innych nazw nie zrozumieją także tego skąd się nagle wział sen i dlaczeo postacie były nimi... mniejsza o to naprawde świetny i czyta się to bardzo szybko i przede wszystkim przyjemnie :)

BTW. wydaje mi się że powinineś zmienić podpis w temacie... zamiast "czyli mój fanfik" lepiej by było jakbyś napisał "Fanfik Final Fantasy VIII" czy coś takiego... wtedy możliwe że więcej osób by go przeczytało (mówie tu o gościach którzy przychodzą, bo na pewno wtedy było by większe prawdopodobienstwo że zajrzą tutaj...)

aha oi jeszcze pytanie... Seifer się w grze zwracał do Zella chickenwuss czy jak bo nie pamiętam a widze że kogucik stał się popularny wśród was ;)  


If I ever hear you say another women's name in your sleep you'll wake up the next morning with your joystick missing... got it?

Offline Tantalus

  • Master Engineer
  • Redaktor+
  • ************
  • Wiadomości: 4470
  • Idol nastolatek
    • Skype
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #27 dnia: Grudzień 16, 2004, 07:36:21 pm »
Dawno nie pisałem, no nie? Chyba wszyscy już zapomnieli o tym topicu, co nie? No to wam wstawie piąty rozdział, bo go w końcu napisałem, co nie? I dzięki za wszelkie pochwały... szanuję waszą opinię, w szczególności kiedy jest ona pozytywna, no nie?

Rozdział Piąty

Przyjaciół wmurowało. 'Quistis Trepe...' pomyślał Ren 'No to po nas...'. Obaj poczuli, jak serce opada im do żołądków, a twarze bledną do odcienia kartki papieru.
- Czy wy nie jesteście czasem studentami Selphie Tilmett? - zapytała kobieta, zakładając rękę na rękę - Chyba z szóstego roku?
- My... - zaczął Ren, po kilku nieudanych próbach wydobycia z siebie artykułowanego dźwięku.
Zapadła chwila względnej ciszy, w których instruktor dokładniej przyjrzała się chłopakom, którzy, nie mając specjalnie wyboru, stali w milczeniu, czekając na najgorsze.
- Ty pewnie jesteś Kemuri. - zwróciła się w końcu do Rena - A twój kolega?
Dunkan wyglądał jakby nie wiedział co odpowiedzieć. Ren szybko przeanalizował wszystkie możliwości i jeszcze szybciej odrzekł, prawie że bez użycia mózgu:
- To jest Dunkan, mój przyjaciel. Instruktor Tilmett pozwoliła mi zabrać na misję jedną osobę, jako... jako część zadania - uśmiechnął się głupio - Rozumie pani... ochranianie i te sprawy
Dunkan spojrzał na przyjaciela z mieszanką podziwu i przerażenie. Sam Ren nie mógł do końca uwierzyć w słowa, które przed chwilą wypowiedział. Nie brzmiały szczególnie wiarygodnie. Kobieta uśmiechnęła się i jeszcze raz spojrzała po chłopakach.
- Myślałam, że jesteście w drużynie, którą dowodzi Selphie - zapytała po chwili - Dlaczego jesteście tutaj?
- Pyta się pani o moich nowych żołnierzy? - odezwał się głos z boku. Seifer podszedł do Quistis, stając między przyjaciółmi, uśmiechając się ironicznie.
- Ta dwójka zgłosiła się do mnie, jako ochotnicy - odpowiedział spoglądając na Rena i Dunkana - Rozumieją, że ochranianie prezydenta jest najważniejsze. Pałają niezwykła wręcz żądzą sprawdzenia się w boju i postanowili służyć pod moją komendą, gdzie lepiej dowiodą swej wartości.
Wszystkie trzy zdania wypowiedział z ironicznym uśmiechem na twarzy. W prawej ręce trzymał swój gunblade, malowniczo przełożony przez ramię. 'Model Hipperion' spojrzał na broń Ren 'wyprodukowano tylko 12 egzemplarzy tego gunblade'a... skąd on ma taką broń, jak nie jest SeeD'em?' pomyślał. Quistis spojrzała na blondyna, odwzajemniając uśmiech i opuściła nieco okulary.
- Chcesz, żeby uczyli się odpowiedzialności od ciebie Seifer?
- Zmieniłem się, pani instruktor - odpowiedział spokojnie.
Instruktor jeszcze raz spojrzała na chłopców. Po twarzy Dunkana przebiegł nieśmiały rumieniec, który na jego kredowobiałej twarzy wyglądał, jak lampa halogenowa w mroku.
- Zobaczymy - powiedziała jeszcze do Seifera, po czym odwróciła się i poszła w kierunku innych studentów.
Seifer ruszył do drzwi frontowych pałacu, przed którą zgromadził się niewielki tłumek kadetów i oficerów. Obaj przyjaciele stanęli kilka metrów od nich, unikając ciekawskich wzroków członków innych drużyn. Tłumik mieszkańców Deling zgromadził się już przed bramą i nie przestawał krzyczeć obelgi i gwizdać na nich. Kilku miejscowych policjantów zaczęło rozganiać ludzi, jednak bez wyraźnych efektów.
- Ren - odezwał się w końcu Dunkan - instruktor Trepe myśli, że jesteś Kemuri. Głupio wyjdzie, jak się dowie, że kłamiesz.
- Nie mamy za bardzo innego wyjścia, no nie? - odpowiedział Ren imitując głos Raijina i uśmiechając się.
- No ale mogliśmy wszystko zwalić na tego Seifera - odpowiedział Dunkan, również się uśmiechając
- To byśmy pewnie nie dożyli do końca egzaminu - odetchnął głęboko porannym powietrzem - Nie martw się... będzie dobrze. Nie zostaliśmy wysłani w pole, prawdopodobnie nic nie będziemy robić. Spójrz ilu ludzi będzie ochraniało tego całego Carawaya.
Obaj odwrócili się do kilkunastu kadetów i ich dowódców. Wszyscy wyglądali na bardzo przejętych tym zadaniem. Trudno było sobie wyobrazić lepszą ochronę.
- Jak myślisz - zapytał się Ren pewniejszym głosem - Czego mogą od nas chcieć, kiedy do ochrony Carawaya zaciągnięto 12 kadetów, 3 oficerów SeeD i jeszcze tą trójkę oszołomów.
- W sumie, to masz rację - odpowiedział Dunkan, drapiąc się po głowie i patrząc na grupkę ludzi - Chyba jednak mamy szansę wyjść z tego wszystkiego bez szwanku.
Obaj przyjaciele odetchnęli głęboko. Pierwszą od pewnego czasu chwila, w której chłopcy zyskali nieco spokoju i pewności siebie została niestety brutalnie przerwana. Poczuli uścisk silnych i masywnych rąk na swoich ramionach i po chwili za ich plecami odezwał się ich właściciel.
- To jak chłopaki - zabrzmiał głos Raijina - Czas się zabrać za zadanie, co nie?
Po chwili szli już korytarzem do głównego holu. Zgromadzili się tam wszyscy, ustawiając się w ciasnym kółku, po środku którego stanęła Quistis i, otoczony przez dwóch żołnierzy galbadiańskich mężczyzna koło czterdziestki, ubrany w mundur oficerski przyozdobiony kilkoma medalami. Stał wyprostowany, jak na baczność, z rękami założonymi za plecy, czujnym okiem patrząc na twarze kolejnych kadetów i oficerów.
- Proszę o ciszę - powiedziała Quistis do reszty, po czym zaczęła mówić poważnie i rzeczowo - Przedstawiam wam prezydenta Galbadii, George'a Carawaya. Naszą misją, będzie ochrona jego życia za wszelką cenę. Jeżeli ktoś wtargnie do miejsca, gdzie on będzie przebywał, waszym zadaniem jest go zabić. Jeżeli ktoś będzie do niego strzelał, wy macie zasłonić go od kuli własnym ciałem. Zrozumiano!
- Tak jest, ma'am! - odpowiedzieli kadeci
Caraway nie odezwał się ani słowem. Patrząc chłodno na przybyszy. Quistis wydała rozkazy drużynom, rozdzielając ich po różnych częściach pałacu. Drużyny rozeszły się po piętrach i skrzydłach pałacu. Sam prezydent udał się do swojego pokoju, w akompaniamencie drużyn B1 i B2. Pod wieczór ma wygłosić orędzie do narodu, w trakcie którego ochraniać go mają wszystkie cztery drużyny. W końcu na korytarzu zostali tylko dwaj przyjaciele, Quistis i Raijin.
- Cóż - powiedziała do nich kobieta - Nie mam żadnych odgórnych rozkazów, co do waszej trójki. Ale myślę, że każda pomoc się przyda. Może skoczycie na miasto? Zapoznajcie się z sytuacją na ulicach, a potem zdajcie mi raport. Macie być tutaj o 17:00. O osiemnastej prezydent będzie przemawiał, więc przyda nam się każda pomoc.
Odwróciła się do nich plecami i zaczęła wspinać się po marmurowych schodach w kierunku jej drużyny.
- Odmaszerować - rzuciła do nich
- Tak jest! - odrzekli niepewnie chłopcy. Raijin ograniczył się do niedbałego zasalutowania.
- No to idziemy na miasto, co nie? - zagaił do nich mulat - może skoczymy na jakieś zakupy. Muszą mieć tu fajne ciuchy i w ogóle, no nie?
Koledzy wymienili pełne zmieszanie spojrzenia i ruszyli za dowódcą.

- Dużo się tu zmieniło, co nie? - powiedział Raijin, kiedy przechodzili jedną z szerokich ulic, w kierunku industrialnej dzielnicy miasta.
Miasto Deling - perła północy. Jedno z najpiękniejszych dotąd miast świata, nie wyglądało już tak jak kiedyś. Na ulicach panował zgiełk. Jeździły samochody, handlarze sprzedawali swoje dobra, ludzie śmiali się i rozmawiali. Ale to wszystko jakoś dziwnie kontrastowało, z rzeczywistością. Jakby wszystkie zachowania ludzi, ich gesty i słowa, były udawane i wypowiadane na przekór prawdzie. O tym, że w mieście jest coś nie tak, mogła świadczyć chociażby droga, po której szła trójka. Asfalt, niegdyś czarny, przybrał kolor wytartej, ciemnej szarości. Co kawałek widać było dziury i wygięcia, jakby po wybuchu bomby, czy granatu. Co niektóre latarnie były połamane, w większości domów jakie mijali nie miały już okien. Wszystko wyglądało jak cisza przed burzą.
Mieszkańcy miasta zerkali gniewnie na przyjaciół i mulata. W ich oczach widać było mieszankę nienawiści i strachu. W końcu terroryści, którzy tego dokonali, ubierali się w niebieskie kombinezony, typowe dla dawnej armii galbadiańskiej. Już zbyt dużo wycierpieli z rąk wojska. Minęli "Hotel Galbadia", największy hotel na świecie i jednocześnie znane miejsce spotkań artystów i piosenkarzy. To tutaj zasłynęli chociażby Bruce Viceroy, czy Julia Heartilly. Dziś, nie było to już to samo miejsce. Drzwi budynku zabito deskami. W wielkim, wyłączonym neonie brakowało kilku liter, których resztki leżały na popękanej ulicy. Widać, że niedawno przeprowadzono tu zamach. Starając się ignorować zdewastowane budynki, przechodzących tu i ówdzie bezdomnych, czy nienawistne spojrzenia przechodniów, trójka przyjezdnych trafiła w końcu na długą ulicę. Po obu jej stronach stały budynki sklepowe, ze zniszczonymi i wiszącymi posępnie znakami reklam i nazw kolejnych przybytków. To miejsce również nosiło znamiona niedawnych walk i zamachów. Na chodniku leżała przewrócona bokiem ciężarówka, teraz będąca miejscem zabawy kilku dzieci. Nie licząc napotykanych co krok śladów zniszczeń, ulica wygląda jak jej odpowiedniki w innych miastach globu. Ludzie przemierzali ją ubrani normalnie, nie zważając pozornie na dziury w chodnikach i odpadający ze ścian budynków tynk. Niektóre sklepy zostały zamknięte i zabite deskami, tak samo jak hotel. Inne natomiast prosperowały jak gdyby nigdy nic.
- Dzień dobry - powiedział Raijin wchodząc do sklepu, i uruchamiając wiszący u szczytu framugi dzwonek. Ren i Dunkan weszli za nim i rozejrzeli się po niewielkim pomieszczeniu. Był to jeden z wielu sklepów, oferujących artykuły spożywcze wszelkiego rodzaju.
- Słucham, w czym mogę pomóc - zza lady odrzekł młody mężczyzna, spokojnym głosem.
- Hmm - zastanowił się przez chwilę mulat, rozglądając się po pomieszczeniu, lustrując rozłożone na półkach towary - Może jabłka, co nie? Hej, chłopaki. Chcecie jabłek? Dawno nie jadłem, a te z Balamb są obrzydliwe, co nie?
Chłopcy uśmiechnęli się, zastanawiając się jednocześnie, czy gdzieś w wypowiedzi mężczyzny było ukryte pytanie, na które powinni odpowiedzieć.
- Dobra - odrzekł odwracając się z powrotem do sprzedawcy - Daj pan kilo.
- Proszę - powiedział mężczyzna, podając Raijinowi siatkę z odważonymi owocami - 5500 gil.
Raijin wyglądał, jakby się zakrztusił. Cała trójka spojrzała na sprzedawcę dziwnym wzrokiem.
- Ile? 5500 gil? - mulat zadał sprzedawcy pytania retoryczne - Troszkę wygórowana cena, co nie? W Balamb chodzą, po 1000 najwyżej, a u nas nie rosną jabłka, no nie?
- Mamy wojnę, sir - odpowiedział spokojnie mężczyzna - Nie stać mnie, żeby sprzedawać taniej.
- W takim razie podziękujemy, co nie? - odwrócił się do chłopców i skierował swe kroki do wyjścia - Aż tacy głodni nie jesteśmy, co nie?
Cała trójka wyszła na ulicę, nie czekając reakcji sprzedawcy. 'Nie pamiętam, żebyśmy my chcieli kupić te jabłka' pomyślał Ren patrząc na idącego przed nimi Raijina 'no ale 5500 to faktycznie koszmarnie drogo. Wojna to jednak straszna rzecz'.

TO BE CONTINUE
« Ostatnia zmiana: Grudzień 16, 2004, 11:06:36 pm wysłana przez Tantalus »

Offline Xellard

  • Knight
  • ****
  • Wiadomości: 360
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #28 dnia: Grudzień 16, 2004, 08:07:28 pm »
baaaaaaaaaaaaardzo wypaśnie wspaniałe no nie?:P



Offline Zell Dincht

  • Blade Dancer
  • ********
  • Wiadomości: 1460
  • Dzielny Mały Toster
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #29 dnia: Grudzień 16, 2004, 08:08:57 pm »
ten fic rzadzi no i czekamy na nastepna czesc, co nie?
"Zapewne, ponieważ jesteśmy tak stworzeni, że porównywamy wszystko ze sobą i siebie ze wszystkim, więc szczęście i nieszczęście zależy od przedmiotów, z którymi się porównywamy, i przeto nie ma nic niebezpieczniejszego nad samotność. Wyobraźnia nasza, z natury swej skłonna do wzlotów, żywiona fantastycznymi obrazami poezji, stwarza sobie tłum istot stojących na różnych szczeblach, wśród których my stoimy na najniższym i wszystko prócz nas wydaje się wspaniałe, każdy inny jest doskonalszy. A dzieje się to w sposób zgoła naturalny. Czujemy często, że nam czegoś brak - i zda się nam, iż własnie to, czego nam brak, posiada ktoś inny, któremu też przydajemy i to wszystko, co my mamy, i nadto jeszcze pewne idealne zadowolenie. I oto szczęśliwiec jest zupełnie gotów - nasz własny twór!"

Offline Yuzuriha

  • Dead Shadow
  • SemiRedaktor
  • *********
  • Wiadomości: 1742
  • Let's go together ... in to the darkness
    • Zobacz profil
    • http://www.deadshadow666.deviantart.com/
"In search of glory"
« Odpowiedź #30 dnia: Grudzień 16, 2004, 09:02:27 pm »
^^ już myślałam,że się niedoczekam,oby tak dalej Tant

Offline Siergiej

  • Last Hero
  • **********
  • Wiadomości: 2544
  • Idol Tanta
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #31 dnia: Grudzień 16, 2004, 10:42:01 pm »
super, co nie?

Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
"In search of glory"
« Odpowiedź #32 dnia: Grudzień 17, 2004, 12:07:01 pm »
Dalej fajnie się czyta. Nic dodać nic ująć. Czekam na kolejne ożywienie akcji.  

Offline Tantalus

  • Master Engineer
  • Redaktor+
  • ************
  • Wiadomości: 4470
  • Idol nastolatek
    • Skype
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #33 dnia: Styczeń 03, 2005, 12:36:23 am »
Dawno mnie tu nie było... chyba warto by napisać jeszcze jakiś rozdział. Postaram się tera częście to miejsce odwiedzać, bo w końcu mam jakąś ideę na dalszy rozwój fabuły. W nagrodę za cierpliwe czekanie, macie dłuższy niz zwykle, bo cztery strony, a nie trzy.

Rozdział Szósty

 -... więc tak to wygląda, no nie? - skończył Raijin. Chłopcy stali za nim, patrząc i słuchając, jak zdaje relacje z ich wycieczki po mieście, Instruktor Trepe. Kobieta w trakcie monologu przechodziła się po pokoju, klucząc powoli między stolikiem i obszernym łóżkiem, co chwilę odwracając swój wzrok do okna. Kiedy Raijin skończył mówić spoglądała na ulicę przed rezydencją, na której zebrał się jeszcze większy niż dotąd tłum. Ludzie, którzy manifestowali przeciw przyjazdowi SeeD'ów wymieszali się teraz z oczekującymi na wystąpienie prezydenta Caraway'a. Jak zawsze miało się ono odbyć z obszernego balkonu na pierwszym piętrze, przygotowanego właśnie do publicznych wystąpień. Słońce chyliło się już ku zachodowi i za godzinę miało nastąpić przemówienie.
- Dziękuje Raijin - powiedziała Quistis, ciągle zamyślona i nieobecna, nie patrząc nawet w stronę mulata. - Możecie odejść.
- Zbieramy się chłopaki - powiedział Raijin, kierując swe kroki do wyjścia. Ren i Dunkan zasalutowali przed Quistis, po czym ruszyli za dowódcą.
Szli przez korytarz na drugim piętrze. Rezydencja, kontrastując zupełnie z rzeczywistością na zewnątrz, pełna była luksusowych sprzętów i utrzymywano ją w doskonałym porządku. Pozłacane klamki pokoi, które mijali, kryształowe żyrandole nad ich głowami i zdobione poręcze z wysokogatunkowego drewna - wszystko to sprawiało wrażenie, jakby wyrwano ten budynek z innego świata, zupełnie nie pasującego do widzianych za oknem obrazów. Skręcili w korytarz, prowadzący do schodów na niższe piętra, kiedy Raijin w końcu odezwał się do przyjaciół.
- Za godzinę będzie przemówienie Caraway'a, co nie? - powiedział o nich - Słyszeliście co wcześniej mówiła instruktor Trepe. Macie bronić prezydenta własnym życiem, bo jak mu się coś stanie, to będzie wszystko na nas, co nie?
- Ale... - zaczął mówić Dunkan, lekko speszony - nas tu nie powinno być. My nie mamy bronić prezydenta, to jest zadanie dla SeeD'ów i kadetów.
Raijin przystanął nagle i obrócił się do przyjaciół. Założył rękę na rękę i pochylił się do przodu, przybliżając swoją twarz, do twarzy przyjaciół.
- Ale to ja jestem dowódcą, no nie? - odpowiedział uśmiechając się - Ja mam zamiar chronić prezydenta u boku Seifera i Fujin. Jeśli nie chcecie, żebyśmy was wydali, to będziecie się mnie słuchać, co nie?
Przyjaciele spojrzeli po sobie, nie wiedząc za bardzo co powiedzieć. Raijin uniósł głowę w kierunku Seifera, który właśnie wyszedł w towarzystwie Fujin z sąsiedniego korytarza. Blondyn miał przełożony przez ramię swój czarny gunblade, zaś przy pasie kobiety znajdował się groźnie wyglądający metalowy dysk. Spojrzał na trójkę i nie zwalniając kroku ruszył do nich, z lekkim uśmiechem na twarzy
- O co chodzi Raijin - zapytał blondyn - Mali się stawiają?
- Mówią, że nie chcą bronić prezydenta razem z nami - odrzekł mulat. Cała trójka patrzyła się teraz na Rena i Dunkana. Odniosło to tym większy efekt, że chłopcy byli od nich dużo niżsi.
- Ale my wcale... - zaczął Ren, nie wiedząc dokładnie jakich argumentów użyć.
- Myślę, że nasi mali przyjaciele nie są aż tak głupi, żeby nie stosować się do poleceń bezpośredniego zwierzchnika - powiedział wolnym i równym głosem Seifer, nie szczędząc na ironii i spoglądaniu na nich spod oka.
- Co nie? - zakończył wypowiedź przyjaciela Raijin.
Ren przyzwyczaił się już do bezwyrazowych spojrzeń mulata. Wytrzymywał nawet jakoś pełen ironii i wyższości wzrok Seifera. Jednak kiedy spojrzał w zimne oczy Fujin, ciarki przeszły mu po plecach, a w ustach zrobiło się sucho. ''W życiu nie widziałem kogoś tak... nieludzkiego' powiedział w duszy Ren, starając się patrzeć w każde inne miejsce tylko nie w te dwa punkty na twarzy srebrnowłosej 'Czy ona nigdy nie mruga?!'.
- Ale my nic nie mówiliśmy - powiedział Dunkan, kiedy jego przyjaciel pobladł nagle po spojrzeniu w stronę przyjaciółki Seifera
- No ja myślę - powiedział blondyn, akcentując każdy wyraz z osobna uśmiechając się ironicznie.
Przyjaciele zdali sobie sprawę, że już się nie wykaraskają z ochrony prezydenta. Wymienili spojrzenia.... w każdym razie Dunkan uczynił swoją działkę w tym zagraniu, ponieważ Ren wlepił oczy w czerwony dywan pod swoimi nogami, wyglądając jakby ostatnią rzeczą, na którą ma teraz ochotę jest spoglądanie komuś w oczy.
- Seifer! - rozległo się nagle wołanie Quistis, która wyłoniła się z korytarza i powoli podeszła po grupki - Najwyższy czas, żebyś zebrał swoją drużynę i przygotował się do obrony prezydenta. Wy macie się zająć samym balkonem.
- Nie martw się - powiedział pełnym swobody głosem - Mając tam mnie, moich przyjaciół i sławnego Kumeri'ego nie ma mowy, żeby coś się prezydentowi stało w naszej obecności.
- To twoja wielka szansa, żeby odzyskać dobre imię w Ogrodzie - rzekła instruktor również się uśmiechając i poprawiając okulary - Mam nadzieję, że zaproszenie cię do współpracy było dobrym pomysłem.
- Nie mogliście dokonać lepszego wyboru - odrzekł blondyn - Może kiedyś nie byłem dobrym dowódcą, ale umiem uczyć się na własnych błędach pani instruktor.
Quistis nie odpowiedziała, tylko minęła stojących i, schodami, udała się na niższe piętro. Grupa odprowadziła ją wzrokiem. 'Quistis zdaje się dobrze znać tego całego Sefera' pomyślał Ren 'Instruktor Tilmett też... kim on jest do cholery?'.
- Quistis jest tak samo piękna jak przed laty, co nie? - powiedział Raijin do Seifera, ciągle patrząc na schody, na których znikła kobieta.
Rozległ się jeżący włosy na głowie odgłos, charakterystyczny dla kontaktu nogi z szybko nadlatującym, ciężkim obuwiem. Raijin jęknął cicho zaciskając zęby, po czym ukląkł, masując miejsce uderzenia.
- O co ci znowu chodzi Fujin? - zapytał się z wyrzutem w głosie.
Srebrnowłosa nie odpowiedziała, odwracając głowę. Seifer uśmiechnął się do nich. Powoli powrócił wzrokiem do chłopców.
- Dobra - zaczął blondyn, a uśmiech na jego twarzy lekko się rozwiał - Chyba powinniście już pobrać waszą broń z magazynu... wszystkie inne drużyny już swoją mają. Jak tylko ją weźmiecie macie się stawić w balkonie i dołączyć do innych obrońców.
Seifer odwrócił się i wolnym krokiem ruszył korytarzem prowadzącym na balkon. Fujin ruszyła za nim, z rękoma założonymi za plecami. Raijin wstał i, lekko kulejąc, zszedł po schodach wraz z Renem i Dunkanem, idąc do niewielkiego pokoju na parterze, w którym złożono cały sprzęt wszystkich czterech drużyn. 

Tłum zagęścił się do maksimum. Na całej szerokiej ulicy, aż po udekorowany w barwy narodowe Łuk, gęsto stali ludzi. Z ogólnego szumu i zgiełku nie dało się wychwycić ani jednego słowa, jednak widać było, że zebrali się tu zarówno opozycjoniści, jak i ci, którzy zaufali prezydentowi Carawayowi. Na tej szerokości geograficznej, noc zapadała bardzo szybko. Zanim prezydent pojawił się na balkonie, na zewnątrz panowały już ciemności, a gęste chmury odcinały wszystkich od światła gwiazd i księżyca.
- Ile jeszcze mamy na niego czekać? - powiedział Seifer do nikogo konkretnego, po piętnastu minutach siedzenia na zimnym balkonie. Wstał z krzesełka po lewej stronie balkonu i zaczął się przechadzać po nim wzdłuż.
Cała ósemka siedziała na otwartej przestrzeni, przy wiejącym ciągle lodowatym wietrze. Z ulicy dochodziły ich odgłosy tłumu, sprawiające, że musieli do siebie niemal krzyczeć, żeby cokolwiek zrozumieć. Ren i Dunkan, siedzący na ostatnich krzesłach po prawej stronie balkonu, rozcierali swoje ręce i ramiona. Ciągle byli ubrani w krótkie spodenki i lekkie koszule, odpowiednie do tropikalnego klimatu Balamb, jednak nijak nie pasujące do zimnego Deling City.
- Jak ja nienawidzę takiej pogody - powiedział Ren do przyjaciela, pociągając głośno nosem i rozcierając ręce, skostniałe od trzymania rączki gunblade'a - Gdybym wiedział, że mnie coś takiego czeka, to bym wziął chociaż jakiś sweter.
Raijin, siedzący obok, drżał jeszcze bardziej niż oni, ściskając kurczowo w obu dłoniach, swój kij. Siedzący na przeciwko nich trzej kadeci, pomimo posiadania nieco cieplejszej odzieży, również rozcierali sobie kolana i chuchali na ręce białawymi obłokami pary. Jedyną osobą, która najwyraźniej nie doskwierało zimno, była Fujin, stojąca jak posąg po prawej stronie miejsca, zajmowanego do niedawna przez Seifera.
- Może wejdziemy na chwilę do środka, sir? - powiedział szczękając zębami Dunkan - Póki nie ma prezydenta.
Widać było, że Raijin zastanawiał się chwilę nad odpowiedzią, co byłoby dobrą wróżbą, gdyby nie fakt, że dwuskrzydłowe drzwi na taras otwarły się i do środka weszli Quistis, trójka jej kadetów oraz prezydent Caraway, z twarzą jak z kamienia. Seifer przystanął w pół balkonu, patrząc na grupkę. Wszyscy wstali.
- Chyba on też nie chce mieć tu SeeD'ów - szepnął Dunkan do wstającego Rena, mając na myśli prezydenta Carawaya. Spojrzał wtedy na twarz Fujin. - Facet nie ma na twarzy żadnych emocji.
Spojrzał wtedy na twarz Fujin i chwilkę się zastanowił nad swoimi słowami.
- No dobra, prawie żadnych - zreflektował się szybko odwracając wzrok - Ale i tak czuję w powietrzu aurę niechęci.
- Sam nas zaprosił, więc to jego problem - odrzekł Ren, któremu niska temperatura odebrała chęć do nawiązania dłuższego dialogu.
Caraway przeszedł wolnym krokiem i stanął na podeście na końcu balkonu. Idący tuż za nim SeeD'owie rozstawili się, osłaniając go ze wszystkich stron. Seifer i Quistis stanęli po jego lewej i prawej stronie, wpatrując się w tłum na zewnątrz. Ludzie bardzo szybko ucichli, utrzymując jedynie naturalny dla tej ilości ludzi cichszy szum. Prezydent wyjął z kieszeni kartkę papieru i rozłożył ją na blacie przed sobą. Odgiął mikrofon przystawiając go do ust i puknął w niego palcem, sprawdzając czy działa. Tłum wyciszył się jeszcze bardziej, wyczekując pierwszych słów prezydenta.
- Narodzie Galbadii - zaczął rzeczowym i poważnym tonem Caraway - Stoję tu dziś przed wami, jako ten, któremu tysiące zaufały i powierzyły swoją przyszłość w mych rękach. Nasz kraj wchodzi w nową erę. W erę, w której każdy jego obywatel, będzie się czuł bezpiecznie i pewnie. W erę, w której nasi sąsiedzi i kraje odległe, przestaną widzieć w nas zagrożenie, a zaczną dostrzegać przyjaciół. Koszmar, który przeżyliśmy przez wojnę domową i panowanie czarownicy, nareszcie zbliża się ku końcowi i w bliskiej przyszłości, widać dla naszego narodu wielkie zmiany na lepsze...
Wszyscy słuchali prezydenta w skupieniu, kiedy nagle drzwi na balkon cicho się otworzyły, i wszedł przez nie czarnoskóry kadet, będący podopiecznym instruktora Clausa. Przecisnął się przez zwarty krąg SeeDów i dotarł do Quistis, której wyszeptał parę słów. Prezydent nie przerywał swojej przemowy, nie zauważając nawet wejścia nowej osoby. Quistis odpowiedziała mu, po czym zwróciła się do stojącego obok Raijina. Ten pochylił się do niej i po wymienieniu kilku słów skinął na Rena i Dunkana. Mulat przecisnął się do chłopców.
- Quistis mówi, żebyśmy sprawdzili coś na dole - powiedział cicho do nich - Podobno przeszedł jakiś SeeD i chce się dostać do prezydenta. Trzeba wybadać o co mu chodzi. Jak będzie coś ważnego, to go mamy przyprowadzić.
- Czemu my? - odpowiedział zdziwiony nieco Ren - Przecież na dole są jeszcze dwie drużyny.
- Dwie drużyny na całą rezydencję, to nie tak dużo, co nie? - odrzekł im - Zresztą i tak nie mamy nic lepszego do roboty. Tu jest nas za dużo, co nie?
Prowadzeni przez murzyna, Raijin, Ren i Dunkan wyszli z balkonu, odczuwając rozchodzące się po całym ciele ciepło. Roztarli dłonie przywracając im czucie i zeszli po schodach na dół, do wielkiego holu. Przy drzwiach frontowych stało dwóch innych kadetów starających się wydobyć informacje z przybysza. Ten spojrzał się na nich chłodno, po czym zaczął wodzić oczyma po holu. Jego wzrok zogniskował się na nadchodzącej trójce. Ren i Dunkan stanęli w zdziwieniu. To był Kemuri.
« Ostatnia zmiana: Styczeń 03, 2005, 07:03:02 pm wysłana przez Tantalus »

Offline Yuzuriha

  • Dead Shadow
  • SemiRedaktor
  • *********
  • Wiadomości: 1742
  • Let's go together ... in to the darkness
    • Zobacz profil
    • http://www.deadshadow666.deviantart.com/
"In search of glory"
« Odpowiedź #34 dnia: Styczeń 03, 2005, 10:33:25 am »
No Tant nareszcie coś dopisałeś już doczekać się nie mogłam.Jak zawsze szybko się czyta^^.Czekamy na ciąg dalszy i mam nadzieję,że tym razem nastąpi on trochę szybciej

Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
"In search of glory"
« Odpowiedź #35 dnia: Styczeń 03, 2005, 12:31:54 pm »
Zdanie podobne do Yuzurihy. Nadal czytam z przyjemnością. Tak trzymaj.  

Offline Tantalus

  • Master Engineer
  • Redaktor+
  • ************
  • Wiadomości: 4470
  • Idol nastolatek
    • Skype
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #36 dnia: Styczeń 07, 2005, 07:31:50 pm »
I w końcu update. Jak obiecałem tym razem nieco szybciej. Ktoś ostatnio narzekał na brak akcji. No to mam nadzieję, że teraz trochę to nadrobię. Miłego czytania.

Rozdział Siódmy

Kemuri spojrzał na Rena i Dunkana wzrokiem wyzutym z emocji. Trójka, prowadzona przez Raijin'a podeszła bliżej do dwóch egzaminowanych i przybysza.
- Dobra chłopaki - rzucił mulat do dwójki kadetów, którzy zaczęli się powoli odsuwać do gościa - Teraz my go przejmiemy, co nie?.. O rzesz ty!
Raijin spojrzał na gościa i zamarł. Wszyscy pozostali zrobili to samo, wbijając wzrok w tą samą osobę. On sam nic nie odpowiedział, a jedynie dokładnie rozglądał się po całym holu, wzrokiem, którego temperaturę można by porównywać tylko ze spojrzeniem Fujin. Blada twarz i sine wargi chłopca nie byłyby niczym nadzwyczajnym, gdyby nie kontrastujące z nimi, nieregularne plamki krwi na policzkach i czole. Niebieski mundur Kemuri'ego był miejscami nadpalony i podarty, a na prawym ramieniu prześwitywała długa rana cięta, na samym środku bicepsa. W prawej dłoni trzymał gunblade, jakiego zwykł używać - długi i szeroki, z dziwnie zbudowanym ostrzem, nadającym mu bardziej wygląd haku, niż miecza. Całe ostrze pokryto było krwią, która teraz z wolna kapała na marmurową podłogę holu. Nagle najbliższe drzwi z prawego korytarza otworzyły się i wyszedł w nich wysoki mężczyzna koło trzydziestki, ubrany w zielony mundur SeeD'a, w dłoni trzymając dziwny rodzaj pistoletu, o krótkiej lufie. Dwaj kadeci, którzy otworzyli drzwi gościowi, zasalutowali nerwowo, nie wiedząc co powiedzieć. Mężczyzna podszedł bliżej do Kemuri'ego, który ciągle stał w bezruchu patrząc po ścianach.
- Cel wizyty i imię dowódcy polowego - powiedział poważnym i niskim głosem mężczyzna, który nie mógł być nikim innym jak instruktorem Claus'em.
- Chcę się widzieć z prezydentem George'em Carawayem - odpowiedział chłopak, powoli odwracając głowę w jego stronę - Nie będę rozmawiał z nikim innym.
- Z jakiego jesteś oddziału? - krzyknął na niego Claus głosem, którym wysoki rangą oficer zwraca się do szeregowego - Dlaczego tak wyglądasz? Odpowiadaj!
Przez kilka sekund panowała cisza. W jej trakcie twarz Claus'a jeszcze bardziej spoważniała, twarze jego kadetów spowił strach, zaś drużyna Raijina patrzyła się na całą sytuację z odległości 10 metrów z mieszanką ciekawości i niepewności. Kemuri wolnym krokiem zaczął iść w kierunku schodów. Mulat mocniej chwycił swój kij i ustawił się w pozycji bojowej, Dunkan odczepił z pleców topór, którego głownie z hukiem postawił na podłodze, zaś Ren złapał gunblade w obie dłonie również szykując się do walki. 'Co tu się dzieje do diabła' powiedział Ren, czując przypływ adrenaliny i strach 'Kemuri to jeden z naszych... dlaczego więc patrzy się w ten sposób i po prostu nie odpowie'. Gość nie zrobił trzech kroków, kiedy Claus wystrzelił w sufit pocisk ze swej broni, kierując ją od razu w jego głowę.
- Ani kroku dalej! Nick, La Pas, rozbroić go - krzyknął wpierw na przybysza, potem na swoich dwóch ludzi.
Dwa mężczyźni powolnym krokiem podeszli do Kemuri'ego. Bliższy niego Nick, sięgnął do kieszeni po jakiś przedmiot, jednak już nigdy, nie było mu dane go wykorzystać. Kemuri odwrócił się przez lewe ramię i wykonał leniwy niemal zamach prawą ręką, przecinając klatkę piersiową i gardło kadeta. Nick opadł na stojącą za nim ścianę, patrząc się na wiszący jeszcze przez chwilę w powietrzu gunblade i osunął się na ziemię. W powietrzu przez ułamek sekundy dało się usłyszeć dziwny szum i niezdefiniowany odgłos, które towarzyszyły rzuceniu gunbladem na odległość kilku metrów. Broń wbiła się w środek czoła instruktora Claus'a, który zamarł z pistoletem wyciągniętym przed siebie, gotowym do strzału. Błyskawiczne ruchy chłopaka nie dały szansy trzeciemu kadetowi, który dostał pięścią w brzuch. Kemuri minął go lewą stroną, prawą ręką złapał go za szyję i szybkim ruchem skręcił kark, oznaczonego głośnym trzaskiem wyłamywanych z kręgosłupa kości i upadkiem sztywnego ciała na marmurową posadzkę. Wszystko stało się w przeciągu trzech sekund.
- Biegnijcie po resztę!!! - krzyknął Raijin do chłopców, po czym ruszył biegiem na wroga.
Kemuri uchylił się przed lecącym na głowę ciosem, lewą ręką wyjmując gunblade z głowy instruktora Clausa. Raijin odskoczył do tyłu cudem ratując się przed rozpłataniem brzucha, okręcił broń nad głową i z potężnym impetem zaatakował od boku. Bronie obu walczących starły się, a Raijin, wykorzystując przewagę masy, zaczął napierać na młodzieńca, spychając go na ścianę.
- Nawet on... - wyszeptał pobladły Ren - Nawet Kemuri tak nie walczy! To jakiś demon!!
- Na górę - szturchnął kolegę Dunkan, wbiegając na pierwszy stopień.
Kemuri złapał Gunblade lewą rękę, opierając ścierające się bronie na łokciu. Otwartą dłonią prawej ręki wycelował w chłopców i nim Raijin zdążył go powstrzymać, wokół jego palców zgromadziły się czerwone iskry.
- Firaga! - krzyknął, a z jego dłoni wystrzelił oślepiający strumień magicznych płomieni.
Eksplozja wyrzuciła Dunkana w powietrze na kilka metrów, drugiego chłopaka zaś odrzut posłał na boczną ścianę. Ren podniósł się z ziemi i zobaczył, że Dunkan leży obok całkowicie zniszczonych schodów. Podbiegł do niego starając się sprawdzić jego stan. Raijin, wykorzystując chwilową dezorientację Kemuriego, kopnął go w kolano, sprowadzając niżej. Odskoczył do tyłu i zaatakował z obrotu z prawej strony. Chłopak błyskawicznie opadł do parteru i wyskoczył do przodu, ostrzem kierując w pierś mulata. Ten odbił gunblade drugim końcem i uderzył we wroga barkiem. Kemuri został odrzucony do tyłu i kiedy próbował odzyskać równowagę, Raijin wyskoczył do przodu, obracając kijem nad głową.
- Raijin Special!!! - ryknął mulat i spuścił broń na głowę Kemuri'ego. Przeciwnik w ostatniej chwili zasłonił się przed uderzeniem za pomocą własnej broni, ledwo opierając się wielkiej sile Raijina. Mężczyzna wykorzystał to i wyprowadził błyskawiczne kopnięcie lewą nogą, które bezbłędnie trafiło w podbródek Kemuri'ego. Chłopak poleciał znów poleciał na do tyłu, zatrzymując się dopiero uderzając plecami w ścianę. Raijin obrócił się w kierunku zawalonych schodów i zobaczył przed nimi klęczącego nad Dunkanem Rena. Szybko podbiegł do dwójki patrząc na opierającego się o ścianę Kemuri'ego. Kopnięcie definitywnie odniosło zamierzony efekt, ale chłopak już zaczynał się podnosić z ziemi.
- Zabieraj go stąd Ren, ja go zatrzymam - powiedział Raijin do skamieniałego ze strachu Rena.
Chłopak już miał podnosić nieprzytomnego przyjaciela, kiedy kątem oka zobaczył światło. Kula czerwonego ognia ugodziła prosto w plecy stojącego nad nim Raijina, który przeleciał przez plecy i uderzył mocno w gruzowisko ze schodów. Kemuri stał już w pełnej gotowości, w lewej ręce trzymając gunblade, prawą ciągle mając wyprostowaną w kierunku mulata. Raijin leżał rozłożony na gruzach, nie wykazując znaków życia, a z jego pleców unosiła się niewielka smuga dymu. Ren podniósł swój gunblade, leżący obok i z całej siły zacisnął na nim palce, wstając powoli, nie spuszczając przeciwnika z oczu.
- Nie chcę z tobą walczyć Ren - powiedział spokojnie Kemuri, opuszczając rękę i patrząc na kolegę z klasy bez wyrazu.
- Dlaczego to robisz?! - krzyknął do niego dając upust swojemu przerażeniu i frustracji - Przecież jesteś jednym z nas!!
- Nie chcę być SeeD'em - odpowiedział równie spokojnym tonem - SeeD są słabi. Nie można niczego osiągnąć całe życie spełniając rozkazy.
- Nigdy cię nie lubiłem - odrzekł drżącym głosem Ren - Zawsze ci zazdrościłem umiejętności i wiedzy. Ale za to co zrobiłeś tym niewinnym ludziom, za to zrobiłeś Dunkanowi i za to co zrobiłeś mojemu dowódcy, przysięgam, że cię zabiję.
Słowa same zaczęły napływać do głowy Rena. Miliony myśli, które przed chwilą zaprzątały mu głowę i nie pozwalały się skupić na czymkolwiek znikły bezpowrotnie, zastąpione przez determinację i gniew. 'Nie ważne, że nie ma szans w walce z nim' powiedział sobie w myślach Ren 'Nie będę uciekał, kiedy Raijin walczył w naszej obronie'. Poczuł dziwne ciepło napływające do całego ciała. Adrenalina już na dobre zadomowiła się w jego żyłach, serce zaczęło bić szybciej, drżące przed chwilą mięśnie zamarły, gotowe do większego niż dotąd wysiłku.
- Kim chcesz być w życiu? - zapytał się nagle Kemuri, ciągle nie zmieniając postawy ani wyrazu twarzy - Co chcesz osiągnąć?
- Zamknij się! - wrzasnął Ren, splatając obie ręce przed sobą - Fira!
Nieforemny płomień wyleciał z rąk chłopca, szybko lecąc w stronę przeciwnika. Z szumem doleciał do Kemuri'ego i natychmiast rozwiał się po uderzeniu gunblade'a. Ren wyjął znowu swoją broń, starając się skupić na sylwetce wroga, przysłoniętej częściowo przez fioletowe plamki powidoku. 'Nie dam rady go pokonać zaklęciami tej klasy' pomyślał Ren 'Jest za dobry'.
- Każdy człowiek ma jakiś cel w życiu - znów zaczął mówić Kemuri, opuszczając broń, jakby nic się nie stało - Myślałem, że będąc SeeD'em będę silny. Myliłem się. Wybrałem własną drogę. Drogę w której odnajdę chwałę...
- Przestań pieprzyć od rzeczy śmieciu! - wrzasnął Ren, podchodząc bliżej leżących Dunkana i Raijina - Jesteś zwykłym zdrajcą i niczym więcej.
- Chcesz umierać za kraj, którego nie znasz - uśmiechnął się ironicznie Kemuri wolnym krokiem zbliżając się do chłopaka - Za ludzi, którzy cię nienawidzą. Za sprawę, o której nie masz zielonego pojęcia.
Ren nie odpowiedział. Ścisnął palce na rękojeści z całej sił, w każdej chwili gotowy wyrwać do przodu i zaatakować.
- Ty naprawdę nic nie wiesz - powiedział Kemuri, a uśmiech bardziej ironiczny od Seiferowego nie ustępował z jego twarzy - O tym dlaczego Squall was tu wysłał? Dlaczego kazał chronić Carawaya? Dlaczego kazał udać się do Ogrodu Galbadia?
- FLOAT - zabrzmiał w powietrzu głos o bardzo dziwnej barwie. Po chwili jeżący włosy świst doszedł do uszu Rena. Zdążył zobaczyć, że Kemuri odgiął się w prawo, unikając nadlatującego w jego stronę dysku, który wbił się w drzwi frontowe za jego plecami, wydając harmoniczny dźwięk.
Ren spojrzał do góry i zobaczył spadającą z pierwszego piętra Fujin, w rękach trzymającą drugi dysk. Po chwili stanęła koło niego, wyprostowana i poważna jak zawsze, a tuż koło niej wylądował Seifer.
- Zostawić ich samych na pięć minut - powiedział Seifer z uśmiechem na twarzy. Ten, który widniał na twarzy Kemuriego zniknął od razu.
- Ładny burdel tu zrobiłeś chłopcze - krzyknął do niego blondyn - Wybaczyłbym ci to... ale za skrzywdzenie moich ludzi, odpłacę ci z nawiązką...

TO BE CONTINUED
« Ostatnia zmiana: Styczeń 07, 2005, 07:32:05 pm wysłana przez Tantalus »

Offline Siergiej

  • Last Hero
  • **********
  • Wiadomości: 2544
  • Idol Tanta
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #37 dnia: Styczeń 07, 2005, 09:30:08 pm »
Tant mendo musiales sknczyc w takim momencie? I wielka szkoda ze zabil Raijina fajny koles z niego byl........co nie?

Offline Xellard

  • Knight
  • ****
  • Wiadomości: 360
    • Zobacz profil
"In search of glory"
« Odpowiedź #38 dnia: Styczeń 07, 2005, 10:04:53 pm »
eee tam Seifer czy tam Fujin rzuci na niego Pohenix Down i bedzie wszystko git... :F



Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
"In search of glory"
« Odpowiedź #39 dnia: Styczeń 08, 2005, 12:11:52 pm »
Miłośniczka szybkiej akcji jest usatysfakcjonowana :) Rajin naprawdę odszedł. Szkoda chłopa :(