Forum SquareZone
Kategoria ogólna => Granie a gadanie => Wątek zaczęty przez: Solidus w Września 20, 2008, 07:38:12 pm
-
OK. Dla tych, którzy nie wiedzą o czym mówię - Indie Games = Independent Games, czyli gry robione przez zazwyczaj jedną osobę lub niewielką grupkę ludzi, często darmowe. Tutaj można się ponapinać w jaką to grę kto grał. Zacznę więc :
Noitu Love - platformówka zrobiona w bardzo NES'owym stylu. Gramy chłopakiem o imieniu Noitu Love, naszym zadaniem jest pokonanie armii Darnacus'a Damnation. Jest to dość prosta platformówka z ciekawymi rozwiązaniami jak np. zamianą w małpę, żeby wyżej skakać czy zamiana w inteligenta, żeby operować komputery. Najciekawsze są tam jednak walki z boss'ami, które wymagają nieco więcej wysiłku niż "uderzaj go dopóki nie padnie". Ogólnie gra jest bardzo dobra.
Noitu Love 2 - sequel pierwszej części. W niej wcielamy się w rolę żeńskiego cyborga o imieniu Xoda Rap. Akcja dzieje się 100 lat po poprzednich wydarzeniach. Gameplay jest bardzo zmieniony. Chodzimy normalnie kursorami, ale naprowadzamy naszą postać i atakujemy nią przeciwników za pomocą myszki. Grafika przeszła mocny facelifting, ale na szczęście jest dalej w 2D. Jest trochę rzeczy do odblokowania, bossowie są świetnie przemyślani, ale gra jest krótka i raczej nie warta swej ceny (20$ bodajże było na początku, nie wiem ile teraz). Jednakże jest bardzo dynamiczna i przyjemna.
Cave Story - oh god...mam nadzieję, że nie ma tu żadnych fanbojów, którzy mnie zjedzą jak przy Shadow of the Colossus...Wszyscy traktują tą grę jak kolejne przyjście Jezusa. Dla mnie była strasznie rozczarowująca. Fabuła była słaba, postacie płytkie, żadne zwroty akcji nie pojawiły się, bossowe płytcy (cierpią na syndrom "strzelaj aż nie padnie"), a zakończenia pozostawiały straszny niedosyt. Gameplay jest za to bardzo dobry, choć śmierdzi Metroidvanią (cholera, nawet muzyka przy zbieraniu upgrade'u do życia brzmi jak z Metroida). Muzyka nawet ciekawa, ale nic genialnego. Fabuła ? Jesteś robotem i imieniu Quote i za bardzo sam nie wiesz co ze sobą zrobić. Trafiasz do wioski pełnej futrzastych istot (oh god...) i musisz powstrzymać jakiegoś doktorka, który chce im wepchnąć jakieś czerwone kwiaty, żeby zamieniły się w maszyny do zabijania (koleś był chyba sam na paru "czerwonych kwiatkach" jak pisał tą fabułę).
Iji - dość świeży platformer. Stylem graficznym bardzo przypomina Another World. Fabuła jest taka - młoda dziewczyna o imieniu Iji jest na wycieczce ze swoją rodziną w laboratorium, gdzie pracuje jej ojciec. Nagle UFO atakuje planetę obracając niemalże wszystko na niej w proch. Iji budzi się ze śpiączki, kiedy jej brat mówi jej, że została zamieniona w cyborga. Naszym zadaniem jest pozbyć się owych obcych z naszej planety. Gameplay bardzo przypomina kolejną Metroidvanię, ale lepszą niż CS. Zabijając przeciwników zbieramy ich "Nanofield", czyli poprostu doświadczenie. Kiedy zdobywamy wyższy poziom możemy ulepszyć jedną z umiejętności Iji - Strength (niszczenie drzwi i ufoków silnymi kopniakami), Attack (siła broni), Health (wiadomo) itd. Gra jest silnie fabularna i ma wiele rozwiązań. Przez całą grę możemy nawet nikogo nie zabijać, poza dwoma bossami. Muzyka jest świetna, nawet jest tam 8-mio bitowy remix Hero od Machinae Supremacy. Jest też sporo do odblokowywania. Bossowie są podobni jak w Noitu Love. Na każdego jest inny sposób. Póki co jest to jedna z moich ulubionych niezależnych gier.
Muslim Massacre - haha...Oh wow !
Synaesthete - połączcie Beatmanię ze strzelanką na kwasie. Otrzymacie Synaesthete. Chodzimy białym ludzikiem strzelając do różnych stworków w rytmie muzyki elektronicznej. Miejscami trochę zajeżdża techniawą, ale jest kilka przyjemnych fragmentów. Całkiem prosta gra, choć trzeba się przyzwyczaić.
-
Czasy się zmieniły, młodzi gracze dorośli, mają pracę, rodzinę i zwyczajnie nie będą siedzieć 40 godzin nad jakimś wydumanym systemem. W większości. Teraz liczy się szybka dawka maksymalnej akcji, jak w kinie, bez miejsca na przestoje.
Chcesz innowacyjne podejście to ogarnij rynek gier indie, imo obecnie to tam dzieją się najciekawsze rzeczy. Podobnie projekty z Kickstartera typu Wasteland 2, oni nie robią tego co muszą, tylko co chcą.
Tak, jest to obecnie normalna tendencja i rozumiem przy tym również to komercyjne podejście, ale to nie zmienia faktu, że można również sięgnąć po coś bardziej ambitniejszego, i nie tak odmóżdżającego jak FPS-y. To jest tak samo jak z pytaniem o zainteresowania, jedni ci odpowiedzą, że lubią film, muzykę i książki, natomiast inni rozwiną tą wypowiedź na film noir, muzyka rag-time'owa oraz książki Roberta Louisa Stevensona, a może dodadzą również też coś bardziej niszowego tak jak np. zainteresowanie gestami mudry.
Poza tym chodziło mi głównie o to bezrefleksyjne podejście, któremu towarzyszy również ignorancja. Jeszcze pół biedy jak ktoś te tytuły wybiera z własnej woli, ale tak raczej nie jest, skoro potem taka osoba nie umie nic więcej na ich temat powiedzieć poza jakieś oklepane ogólniki w stylu super-duper, czy w ogóle inne OMFG-owe komentarze.
Jeśli chodzi o "innowacyjne podejście" to czy na pewno to tak nazywać, skoro niektóre gierki sięgają do pomysłów z lat 90 XX w. (których nietuzinkowość nierzadko bije współczesne produkcje), a nawet wcześniejszych, zmieniając tylko oprawę audiowizualną oraz czasami systemową (ja takie podejście nazywam neo-oldskulem). Tylko, aby to wszystko zauważyć nie można być wygodnickim, który zadowala się byle czym, a tym bardziej tłumaczyć to dorośnięciem, bo to jakby powiedzieć, że kreatywność znika wraz z wiekiem. Tak nie jest, kreatywność nie znika sama z siebie, kreatywność zabija ignorancja i komercja.
Co do rynku indie to zgodzę się w zupełności. Aha, a temat Wasteland, jest mi dobrze znany, sam dostałem niecały miesiąc temu PW od DarkAura16 z "pytaniem-beton" - jak określił je DarkAura16 - o tę grę, jak i pośrednio o twórczość Briana Fargo. Odpowiem na Twoją wzmiankę cytując sam siebie: "gdyby nie było Wasteland, to i by nie powstał bardziej znany Fallout, a ten tytuł jest już uważany za legendę". Szkoda tylko, że wiele osób nie sięga i nie szpera w przeszłości, ale tutaj znów wypływa na wierzch ignorancja i dyletantyzm osób w nie grających. Tak czy siak, aby więcej było takich inicjatyw i osób, które "nie robią tego co muszą, tylko co chcą", z pewnością przyniesie to tylko same plusy. A na Wasteland 2 rzecz jasna czekam...
-
Chcesz innowacyjne podejście to ogarnij rynek gier indie, imo obecnie to tam dzieją się najciekawsze rzeczy.
Szkoda, że 90% gier niezależnych jakie wychodzą to lipne platformówki z "retro" grafiką i 2DEEP4U "fabułą". FEZ jest tego dobrym przykładem.
-
Chcesz innowacyjne podejście to ogarnij rynek gier indie, imo obecnie to tam dzieją się najciekawsze rzeczy.
Szkoda, że 90% gier niezależnych jakie wychodzą to lipne platformówki z "retro" grafiką i 2DEEP4U "fabułą". FEZ jest tego dobrym przykładem.
Szkoda, że takich gier nie szukają młodsi-starsi gracze, dla których skomplikowana i nad wyraz głęboka jest fabuła w FPS-ach. Poza tym ciężko tu mówić o czymś więcej jak na "startową" pozycję z niedużym budżetem. Idealnym rozwiązaniem byłoby "podłączenie" się takiej firmy do giganta rynku, ale z pozostawieniem dość dużej swobody działania, tak jak np. było z thatgamecompany (zaczynali od Flow a skończyli na Journey... ciekawe co przyniesie przyszłość). Gdy takie indie-firmy będą się czuły dość pewnie na rynku, to przyjdzie czas na "większe" produkcje... no chyba, że i one ulegną całkowicie zgubnej komercji.
-
Chcesz innowacyjne podejście to ogarnij rynek gier indie, imo obecnie to tam dzieją się najciekawsze rzeczy.
Szkoda, że 90% gier niezależnych jakie wychodzą to lipne platformówki z "retro" grafiką i 2DEEP4U "fabułą". FEZ jest tego dobrym przykładem.
O, Sol oddał idealnie moje odczucia względem gier Indie, gdzie mało co jest warte uwagi, a wszystko to retro gry, które są kompletnie do bani. Jaranie się FEZ-em jest FAG i to bardzo.
-
Chcesz innowacyjne podejście to ogarnij rynek gier indie, imo obecnie to tam dzieją się najciekawsze rzeczy.
Szkoda, że 90% gier niezależnych jakie wychodzą to lipne platformówki z "retro" grafiką i 2DEEP4U "fabułą". FEZ jest tego dobrym przykładem.
Szkoda, że takich gier nie szukają młodsi-starsi gracze, dla których skomplikowana i nad wyraz głęboka jest fabuła w FPS-ach.
Szczerze to wolał bym fabułę z pierwszego lepszego Modern Warfare niż pseudofilozoficzne brednie, jakimi starają się karmić nas gry jak Limbo czy Braid, albo puste i banalne gry jak właśnie FEZ, które chcą nam dostarczyć "niepowtarzalne doświadczenia" i gdzie najtrudniejszą rzeczą do zrobienia jest naduszenie przycisku na klawiaturze, aby obrócić kamerę.
Jedyna niezależna "retro" platformówka jaką toleruję to La-Mulana, ponieważ tam ten styl ma sens, a fabuła trzyma się świata, w którym toczy się gra.
No chyba, że grafikę w Iji też zaliczymy pod "retro".
-
Szczerze to wolał bym fabułę z pierwszego lepszego Modern Warfare niż pseudofilozoficzne brednie, jakimi starają się karmić nas gry jak Limbo czy Braid, albo puste i banalne gry jak właśnie FEZ, które chcą nam dostarczyć "niepowtarzalne doświadczenia" i gdzie najtrudniejszą rzeczą do zrobienia jest naduszenie przycisku na klawiaturze, aby obrócić kamerę.
Jedyna niezależna "retro" platformówka jaką toleruję to La-Mulana, ponieważ tam ten styl ma sens, a fabuła trzyma się świata, w którym toczy się gra.
No chyba, że grafikę w Iji też zaliczymy pod "retro"
Sol, i o to mi chodzi, że Ty masz jakieś odczucia na temat tych produkcji i potrafisz pokrótce je argumentować, a większość graczy FPS-owych potrafi na nich psy wieszać, nawet nie sprawdzając tych tytułów, już nie mówiąc o jakimś sensownym skomentowaniu.
Problem tkwi w tym, że wielu graczy zadowala się tym co ma, nie czując potrzeby na coś więcej... Jak tak dalej pójdzie to i takie FPS-y za kilka lat staną się takimi samograjami opartymi o jeden przycisk (zresztą porównajmy FPS-y z epoki Quake II, a współczesne).
Poza tym bez względu na to czy jest to pseudofilozoficzne fabuła, czy też wręcz przeciwnie, nie zmienia to faktu, że gry indie mają pewne niekonwencjonalne podejście, które chciałbym widzieć w wielu blockbusterowych produkcjach. Gry indie ponadto z założenia mają być proste (czemu nie ma się co dziwić patrząc na ich budżety) i innowacyjne, nie tak jak reklamowane "rozbudowane" i zajmujące FPS-y (z innowacjami typu: strzelanie zza węgła i gearsowskim PAR).
La-Mulana... Przyznam, że kompletnie nie kojarzyłem tego tytułu. Patrząc na to jak on wygląda, to muszę powiedzieć, że to gierka w sam raz dla mnie. Pytasz się czy Iji to gierka retro, ja takie tytuły nazywam właśnie neo-oldskulowymi (mechanika podobna do NES-owskiego Aliena, grafika to jeszcze starsza epoka, natomiast pewne elementy oprawy to już współczesne rozwiązania), i w sumie takie tytuły lubię najbardziej (marzy mi się w takim wydaniu Ninja Gaiden).
Chcesz innowacyjne podejście to ogarnij rynek gier indie, imo obecnie to tam dzieją się najciekawsze rzeczy.
Szkoda, że 90% gier niezależnych jakie wychodzą to lipne platformówki z "retro" grafiką i 2DEEP4U "fabułą". FEZ jest tego dobrym przykładem.
O, Sol oddał idealnie moje odczucia względem gier Indie, gdzie mało co jest warte uwagi, a wszystko to retro gry, które są kompletnie do bani. Jaranie się FEZ-em jest FAG i to bardzo.
Ja jeszcze nie widziałem, żeby ktoś się "jarał" FEZ-em, bo to gierka dość osobliwa i jedynie na co zwracają uwagę - notabene słuszną - to właśnie oryginalność. Takie wielbiące komentarze spotykam za to przy gierkach FPS (zwroty takie jak np.: zajebiste, wypasione, mega-fajne, zaczepiste itp. itd.). Sama opinia Sola, chociaż trochę "przerysowana" to ma pewne uzasadnienie, ale pomimo, iż gry indie mają ambiwalentny charakter, to faktem jest, że wokół nich obecnie coś się dzieje, i to one w tej chwili pozwalają nie popaść twórcom (branży) w marazm, gdyż zawsze zaoferują coś nowatorskiego, co można skopiować i zaimplementować w "dużych" produkcjach. Same gry retro, które bawią się konwencją i przybierają formę "neo-oldskulową" to według mnie opcja, która pozwala zadowolić graczy starej daty (nie tylko hardcorowców) jak i współczesnych casuali, także pochopnie nie mówiłbym, że są one "kompletnie do bani" (o ile oczywiście nie byłby to naprawdę chłam).
-
Ja jeszcze nie widziałem, żeby ktoś się "jarał" FEZ-em, bo to gierka dość osobliwa i jedynie na co zwracają uwagę - notabene słuszną - to właśnie oryginalność.
90% znajomych z branży i Xbotów, dla których ten tytuł jest świetnym exclusivem. A gdy pisano, że Journey jest super grą to wyśmiewano posiadaczy PS3, że jak to gra z PSN może być fajna. FEZ traktowane jest jakby to był MEsjasz gier i tytuł, który odmieni cała branżę. A tak na prawdę jest to gra, która tworzona była przez ponad 5 lat przez jakiegoś dupka, który zasłynął obrażeniem zapraszających go ludzi na spotkanie devów. Nazwał japończyków kompletnymi nieudacznikami i jeszcze się chwalił, że im wygarnął.
Całe to Indie może być skomentowane tym, że nawet EA wydało swój Indie Bundle Pack. Tak, EA - gigantyczna korporacja. Bo pod łatką Indie sprzeda się wszystko, bo przecież to jest niezależne. Heh.
-
Całe to Indie może być skomentowane tym, że nawet EA wydało swój Indie Bundle Pack. Tak, EA - gigantyczna korporacja. Bo pod łatką Indie sprzeda się wszystko, bo przecież to jest niezależne. Heh.
bo definicja indie z gry od niezależnego producenta powoli zmienia się w mini grę do której można se przysiąść jak się ma kilkanaście minut wolnego czasu (jak gry na komórkę)
-
Nazwał japończyków kompletnymi nieudacznikami i jeszcze się chwalił, że im wygarnął.
Ironiczne jest to, że stwierdził iż Cave Story było inspiracją dla niego.
Pytasz się czy Iji to gierka retro, ja takie tytuły nazywam właśnie neo-oldskulowymi (mechanika podobna do NES-owskiego Aliena, grafika to jeszcze starsza epoka, natomiast pewne elementy oprawy to już współczesne rozwiązania), i w sumie takie tytuły lubię najbardziej (marzy mi się w takim wydaniu Ninja Gaiden).
Znaczy się, Iji zostało zrobione w podobny styl jak Another World, czyli modele 3D zostały przerobione na dwuwymiarowe sprite'y. Pytałem się, bo niektórzy mogą identyfikować brak szczegółów w grafice 2D ze stylem retro. Choć muzyki w tym tytule "retro" bym nie nazwał.
Gry indie ponadto z założenia mają być proste (czemu nie ma się co dziwić patrząc na ich budżety) i innowacyjne, nie tak jak reklamowane "rozbudowane" i zajmujące FPS-y.
Wymieniona przeze mnie La-Mulana zajęła mi z 2 miesiące zanim ją przeszedłem, 14 i pół godziny na zegarze gry nie licząc kontynuacji i ragequit'ów. I to wszystko ze szczegółowym opisem. Bez opisu nie wiem czy bym to w ogóle przeszedł.
I jeszcze raz co do FEZ'a - The Best Gamers, czyli grupa robiąca parodyjne recenzje (często w dość syfny sposób) postanowiła zrobić tej grze poważną recenzję. I jest ona zaskakująco dobra (recenzja oczywiście, nie gra).
http://thebestgamers.net/watchvideo.php?vid_id=fez
-
Ja jeszcze nie widziałem, żeby ktoś się "jarał" FEZ-em, bo to gierka dość osobliwa i jedynie na co zwracają uwagę - notabene słuszną - to właśnie oryginalność.
90% znajomych z branży i Xbotów, dla których ten tytuł jest świetnym exclusivem. A gdy pisano, że Journey jest super grą to wyśmiewano posiadaczy PS3, że jak to gra z PSN może być fajna. FEZ traktowane jest jakby to był MEsjasz gier i tytuł, który odmieni cała branżę. A tak na prawdę jest to gra, która tworzona była przez ponad 5 lat przez jakiegoś dupka, który zasłynął obrażeniem zapraszających go ludzi na spotkanie devów. Nazwał japończyków kompletnymi nieudacznikami i jeszcze się chwalił, że im wygarnął.
Całe to Indie może być skomentowane tym, że nawet EA wydało swój Indie Bundle Pack. Tak, EA - gigantyczna korporacja. Bo pod łatką Indie sprzeda się wszystko, bo przecież to jest niezależne. Heh.
No ciężko mi się ustosunkować do twojego komentarza, bo tutaj opieramy się już o konwencjonalizm oraz wchodzimy na grunt zgoła militarny, hehe... Jedno jest pewne, zarówno FEZ, jak i Journey, nie są prorokami, i jako pojedyncze wyjątki, same branży nie zmienią. Co do samego twórcy, to cóż, zabrakło mu pokory i ogłady, gdyż FEZ mimo, iż dość oryginalnie podchodził do rozgrywki, to sam jej koncept, nie był już tak unikatowy. Mnie na pierwszą myśl gra ta przypominała Echochrome oraz Kula World, sama Wiki porównuje ją jeszcze do Super Paper Mario i Crusha, także widać wyraźnie, że tytuł ten jest niejako „kolażem” różnych rozwiązań. Sama kwestia indie i EA, to trzeba jasno powiedzieć, że każdy swój własny rozum ma, i widzi co się święci (no chyba, że ktoś należy do tego – eufemistycznie mówiąc - naiwnego grona, któremu nie przeszkadza DLC na płycie). Poza tym ciężko tutaj przyznać rację, opierając się o jeden przypadek, który miałby definiować całą sferę indie gier.
EDIT:
Pytasz się czy Iji to gierka retro, ja takie tytuły nazywam właśnie neo-oldskulowymi (mechanika podobna do NES-owskiego Aliena, grafika to jeszcze starsza epoka, natomiast pewne elementy oprawy to już współczesne rozwiązania), i w sumie takie tytuły lubię najbardziej (marzy mi się w takim wydaniu Ninja Gaiden).
Znaczy się, Iji zostało zrobione w podobny styl jak Another World, czyli modele 3D zostały przerobione na dwuwymiarowe sprite'y. Pytałem się, bo niektórzy mogą identyfikować brak szczegółów w grafice 2D ze stylem retro. Choć muzyki w tym tytule "retro" bym nie nazwał.
Gry indie ponadto z założenia mają być proste (czemu nie ma się co dziwić patrząc na ich budżety) i innowacyjne, nie tak jak reklamowane "rozbudowane" i zajmujące FPS-y.
Wymieniona przeze mnie La-Mulana zajęła mi z 2 miesiące zanim ją przeszedłem, 14 i pół godziny na zegarze gry nie licząc kontynuacji i ragequit'ów. I to wszystko ze szczegółowym opisem. Bez opisu nie wiem czy bym to w ogóle przeszedł.
Solidus, co sypniesz tytułem, albo i komentarzem to coraz bardziej Cię lubię, jeszcze jakbyś napomknął coś o Flashbacku, to byłbym zupełnie "zaspokojony". Mówisz La-Mulana jest grą "zajmującą", no cóż, jak widzimy, indie to nie tylko prostota, ale tak jak powiedziałem już wyżej jeden wyjątek nie musi czynić reguły (chociaż chciałbym, aby nowatorskie rozwiązanie gier indie zagościły w dużych produkcjach, które są i dłuższe i bardziej rozbudowane).
-
Coście się tak uczepili tego FEZa? Może teraz ja podam przykłady indyków które są imho godne uwagi
Avadon: The Black Fortress: Świetne rpg w starym stylu, o ile nie odrzuci Was oprawa (a nie jest wcale taka tragiczna) to jest gra na długo, na pewno nie na godzinkę i łatwo się wkręcić.
Bastion - lepsze niż połowa dzisiejszych rpgów, obłędna oprawa, narrator komentujący nasze poczynania, rewelacyjny soundtrack, dobry gameplay.
Botanicula - Ciężko mi to nazwać "too deep 4 you" bo imo nie próbuje nawet udawać, że jest głębokie. To taka bajka po prostu. Gameplay to głównie klikanie gdzie popadnie, mi osobiście sprawia wielką frajdę.
Cthulu Saves the World - staroszkolna parodia jrpgów, wygląda brzydko, ale jest pyszne.
Dungeons of Dredmor - Roguelike który może nie jest tak głęboki jak typowi przedstawiciele tego gatunku, ale za to posiada grafikę. I tonę humoru.
Sol Survivor - Bardzo zacna strategia w klimatach futurystycznych
Super Meat Boy - Platformówka, owszem, ale na pewno nie "td4y", fabuła jest tu dla jaj a chodzi o to, żeby ogarnąć wyzwanie, bo gra jest cholernie trudna. I bardzo miodna.
Trine 1 i 2 - Świetny bajkowy klimat, zadziwiająco dobra jak na indyka grafika, bardzo zacne gry.
itd etc
Co do EA to fakt, zwęszyli kasę, ale jakby ktoś nie zauważył od jakiegoś czasu co najmniej 7 różnych ekip trzepie kasę na bundlach indie, może zamiast patrzeć czy oni coś wydają, czy kto inny to skupicie się na grach? Nie wiem jak reszta, ale Shank jest akurat bardzo dobry.
-
Avadon: The Black Fortress: Świetne rpg w starym stylu, o ile nie odrzuci Was oprawa (a nie jest wcale taka tragiczna) to jest gra na długo, na pewno nie na godzinkę i łatwo się wkręcić.
Oj, toć to powrót do przeszłości o co najmniej dekadę... Mogliby oprawą graficzną celować w tytuły z okresu wydania Planescape: Torment oraz Baldur's Gate (chyba, że tak niewyraźnie to wygląda na YouTube'owym filmiku). Mimo wszystko, nie powiem, sprawdził bym jak wypada on w praniu (na pewno szybciej niż Dungeons of Dredmor, który jakoś mi nie podpadł, na pierwszy rzut oka)...
Botanicula - Ciężko mi to nazwać "too deep 4 you" bo imo nie próbuje nawet udawać, że jest głębokie. To taka bajka po prostu. Gameplay to głównie klikanie gdzie popadnie, mi osobiście sprawia wielką frajdę.
Po polsku to powinni to nazwać jakimiś "Kasztaniakami", muszę przyznać, że rozbawiła mnie tu konwencja, postacie na pewno są nietuzinkowe (szkoda tylko, że bardziej nie nakreślono ich w dialogach, mogłoby to jeszcze lepiej wypaść). Jedyny minus to właśnie owe "klikanie", gdyby bardziej tu urozmaicono rozgrywkę, to gra zyskałaby na wartości, a tym samym sprzedaży. Kibicuję pomysłom w takich produkcjach.
Cthulhu Saves the World - staroszkolna parodia jrpgów, wygląda brzydko, ale jest pyszne
Szybki rekonesans po necie pozwolił potwierdzić Twoje słowa. Nie grałem w nią, ale skoro mówisz, że to "parodia jRPG-ów", to musiałbym to sprawdzić. Z YouTube'a rzuciło mi się tylko, specyficzne rzuty "obrazków" na ekran, takie jak w grach z serii Phantasy Star... Ponadto rozśmieszył mnie wpis z Wiki o nowej wersji gry zwanej "Cthulhu Saves the World: Super Hyper Enhanced Championship Edition Alpha Diamond DX Plus Alpha FES HD - Premium Enhanced Game of the Year Collector's Edition (without Avatars!)".
-
Coście się tak uczepili tego FEZa? Może teraz ja podam przykłady indyków które są imho godne uwagi
Bo to kompletnie przejahpowany, słaby tytuł nad którym ludzie się spuszczają, bo ma retrografikę i jest "ojacie, ale trudny".
Co do patrzenia co kto wydaje. Tak, ja będę to robił, bo zaraz Activision wyda CoD Indie Bundle pack. I co, gry nawet dobre, ale z Indie to ma tyle wspólnego, co ja z misterem uniwersum.
-
Co do patrzenia co kto wydaje. Tak, ja będę to robił, bo zaraz Activision wyda CoD Indie Bundle pack. I co, gry nawet dobre, ale z Indie to ma tyle wspólnego, co ja z misterem uniwersum.
Hehe... Ludzie przyzwyczaili się do "DLC-nie-DLC", to i tak samo zrobią z grami "indie-nie-indie". Dobrze robisz, że zwracasz na to uwagę, bo ta "leniwcowa brać" jest podatna na wszelaki "kit-git", może dostanie ona przez to jakiegoś olśnienia i wypowie się jakoś sensowniej w tym temacie.
Coście się tak uczepili tego FEZa? Może teraz ja podam przykłady indyków które są imho godne uwagi
Bo to kompletnie przejahpowany, słaby tytuł nad którym ludzie się spuszczają, bo ma retrografikę i jest "ojacie, ale trudny".
Choćby i się "spuszczali", to jeśli to robią dobrze argumentując, jest to jeszcze do zaakceptowania, tak jak i negatywne opinie na jej temat (choćby wideo-recenzja FEZ'a od The Best Gamers przytaczna przez Sola). Zestawiając FEZ i Journey, o których wspominałeś wyżej, to ja wybrałbym tą drugą i to jej właśnie dałbym palmę pierwszeństwa, jeśli chodzi o tytuły "wyszukane".
-
Mnie indie się kojarzy z takim growym hipsterstwem ludzi, którzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że gry wideło to coś więcej niż rozrywka i element (istotny!) popkultury. I po prostu muszą pokazać światu, że gry wideło to SZTUKA. Koniecznie przez wielkie "SZ". Mam nawet w Instytucie wykładowcę od współczesnej kultury audiowizualnej, który się spuszcza nad takimi potworkami jak Endless Forest albo Graveyard. Litości, nazwać to drugie grą to już spore nadużycie.
-
Mnie indie się kojarzy z takim growym hipsterstwem ludzi, którzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że gry wideło to coś więcej niż rozrywka i element (istotny!) popkultury. I po prostu muszą pokazać światu, że gry wideło to SZTUKA. Koniecznie przez wielkie "SZ". Mam nawet w Instytucie wykładowcę od współczesnej kultury audiowizualnej, który się spuszcza nad takimi potworkami jak Endless Forest albo Graveyard. Litości, nazwać to drugie grą to już spore nadużycie.
Po części masz rację, ale ja powiedziałbym, w powiązaniu z opinią MarvelliXa [cyt. "definicja indie z gry od niezależnego producenta powoli zmienia się w mini grę do której można se przysiąść jak się ma kilkanaście minut wolnego czasu (jak gry na komórkę)"], że gry indie nabierają również komercyjno-kampowego charakteru. W sumie to nie trzeba sięgać tylko do i-gier, aby pokazać, że ta branża wykracza poza pierwotny zakres, jaki miały spełniać te produkty (tj. zarobić na siebie i przy okazji zabawić).
Co do wymienionych tytułów, to powiem, że rozumiem podejście Twojego wykładowcy, gdyż są one niekonwencjonalne i jak najbardziej zasługują na jakiś komentarz. Sama gra nie jest tutaj oceniania, ale idea i kanon jaki ona łamie.
EDIT: Może któryś z moderatorów mógłby powycinać posty dotyczące i-gier i założyć oddzielny wątek, bo ciekawa na ich temat wyłoniła się dyskusja. Kto wie, jak za rok, ktoś by się w tym temacie wypowiedział, co będzie trudno zrobić skoro te wpisy zagubią się w tym off-topicowym wątku.
-
Czy jeśli coś łamie konwencję dla samego łamania konwencji, to od razu robi się warte komentarza?
-
Mnie indie się kojarzy z takim growym hipsterstwem ludzi, którzy za wszelką cenę chcą udowodnić, że gry wideło to coś więcej niż rozrywka i element (istotny!) popkultury. I po prostu muszą pokazać światu, że gry wideło to SZTUKA. Koniecznie przez wielkie "SZ". Mam nawet w Instytucie wykładowcę od współczesnej kultury audiowizualnej, który się spuszcza nad takimi potworkami jak Endless Forest albo Graveyard. Litości, nazwać to drugie grą to już spore nadużycie.
Wyobraź sobie że jesteś developerem który robi grę. Nie masz wielkiego studia, nie masz masy forsy... wiesz jakie masz opcje?
a) zrobić "zwykłą" grę, tylko wyglądającą gorzej niż tytuły AAA i spaść w odchłań piekielną, polecieć w pizdu na samo dno
b) zrobić coś co zaskoczy pomysłem, nieszablonowymi rozwiązaniami, ciekawą oprawą
To jest tak na dobrą sprawę jedyny sposób w jaki tytuły niezależne mogą konkurować z resztą tego, co wychodzi. Kreatywność sama w sobie nigdy nie jest zła a że kilku developerów zrobi gry kreatywne ale lipne? Trudno, lipne gry zdarzają się w każdej kategorii no nie?
Owszem, są gry które określiłbym mniej więcej tak jak Ty, np. The Path, którego twórcom chyba coś uderzyło do głowy bo zachowują się co najmniej jakby stworzyli cyfrową Mona Lise i na krytyke odpowiadają w stylu "jesteś głupi, idź graj w Call of Duty", ale gry indie to w większości po prostu developerzy którzy chcą się wybić, popisać kreatywnością i robić dobre gry, no.
-
Nie mam nic przeciwko kreatywności. Ba, cenię ją i podziwiam. Ale nie potrafię przełknąć pseudoartyzmu. A wokół rynku indie zrobiła się taka właśnie pseudoartystyczna atmosfera i zaczęło się wychwalanie tego o czym pisałem post wyżej - łamanie koncepcji dla samego łamania koncepcji. To ja już po stokroć wolę skrypty w Modern Warfare, niż spacer po cmentarzu w Graveyard.
-
Wiesz to chyba ma związek z tym że nastały dla indyków bardzo dobre czasy.
Teraz mogą bez wydawców zamieścić grę na Steamie, mogą ją dołożyć do jakiegoś hiper duper indie bundle, nie wspominając o kickstarterze i finansowaniu projektów, które jeszcze nie powstały.
Dlatego teraz każdy chce się dochapać do koryta, pewnie wielu liczy na szybką kasę i takie są tego efekty.
Jeszcze z takich ciekawszych
Lone Survivor, bardzo fajny klimacik, dla mnie to taki Silent Hill w 2d, tutaj macie demo:
http://www.kongregate.com/games/superflat/lone-survivor-demo
Legend of Grimrock - taki klasyczny dungeon crawler, ale z bardziej dzisiejszą oprawą, masa miodu
http://www.grimrock.net/
-
dla mnie indie gry nie istnieją bo dopiero od niedawna znam to pojecie ;d u mnie są tylko gry i mini gry
-
Kiedyś nazywało się je Freeware. I kiedyś były darmowe...
To ja już po stokroć wolę skrypty w Modern Warfare, niż spacer po cmentarzu w Graveyard.
Bo żeś lama i nie masz skilla żeby grać w Graveyard
http://www.youtube.com/watch?v=NYByhUgenvE
-
Sick SkillZ!1
Sitheral - Grimrock akurat mi się podoba :D
-
Czy jeśli coś łamie konwencję dla samego łamania konwencji, to od razu robi się warte komentarza
No, nie powiedziałbym, że Graveyard „łamię konwencję dla samego łamania konwencji”, ponieważ ma on jednoznacznie ukierunkowany przekaz i nie celuje tylko w ekstrawagancki, tudzież prowokacyjny odbiór. Poza tym, gdyby tak było, to zawsze takie podejście w jakiś sposób odnosiłoby się do tego typu gier, i zawsze można byłoby to skomentować, zarówno pozytywnie jak i z dezaprobatą, co zresztą i Ty czynisz.
Nie mam nic przeciwko kreatywności. Ba, cenię ją i podziwiam. Ale nie potrafię przełknąć pseudoartyzmu. A wokół rynku indie zrobiła się taka właśnie pseudoartystyczna atmosfera i zaczęło się wychwalanie tego o czym pisałem post wyżej - łamanie koncepcji dla samego łamania koncepcji. To ja już po stokroć wolę skrypty w Modern Warfare, niż spacer po cmentarzu w Graveyard.
No i ponownie wyraziłeś swoją opinię, której ja nie do końca popieram, ale mimo wszystko biorę ją pod wzgląd, gdyż odnosi się ona do problemu i-gier. Mówisz, że ta „pseudoartystyczna atmosfera” negatywnie odbija się w sferze i-gier, także wiedz, ze jest to już pierwsza oznaka przenikania do tego typu gier, zgubnej tendencji, jaką jest komercja, która ma być opakowana nietuzinkową ideą, jaką niesie indie-etykietka. Gracze tym samym powinni się do tego wszystkiego odnieść, tylko, że wielu z nich nie zauważa nawet alternatywy, jaką niosą i-gry, gdyż wystarczają im odtwórcze i wtórne produkcje, które przyciągają jedynie efektywnością i prostotą, która z czasem negatywnie się na nich odbije (samą grafiką takich tytułów nie uratują).
-
Kiedyś nazywało się je Freeware. I kiedyś były darmowe...
A coś dziś jest darmowe... rozwaliło mnie kiedy zobaczyłem że każą sobie jeszcze płacić za to:
http://store.steampowered.com/app/2270/?snr=1_6_4__421
Ale z drugiej strony, dzięki humble bundle każdy sobie może kupić kilka gier za dolara czy dwa a jak się uprze to nawet i za tego centa (ale honestly, myslę że wtedy lepiej już zassać z torrentów), więc chyba nie ma źle...
-
Wiesz to chyba ma związek z tym że nastały dla indyków bardzo dobre czasy.
Teraz mogą bez wydawców zamieścić grę na Steamie, mogą ją dołożyć do jakiegoś hiper duper indie bundle, nie wspominając o kickstarterze i finansowaniu projektów, które jeszcze nie powstały.
Dlatego teraz każdy chce się dochapać do koryta, pewnie wielu liczy na szybką kasę i takie są tego efekty.
Dla mnie takie "steamowe" (cyfrowa dystrybucja) rozwiązanie jest okazją, do tego, aby wiele ciekawych produkcji mogło ujrzeć światło dzienne. Minusy, jakie jemu towarzyszą, zdecydowanie ulegają plusom jakie ta opcja niesie, gdyż "myślący" gracz będzie umiał spośród nich dobrać tytuły, po których przejściu nie będzie żałował, tylko, że to wymaga jakiegoś minimalnego zaangażowanie i trochę rozgarnięcia, którego niestety wielu graczom obecnie brakuje.
EDIT:
dla mnie indie gry nie istnieją bo dopiero od niedawna znam to pojecie ;d u mnie są tylko gry i mini gry
Dla mnie nierzadko są one tożsame z grami retro-graficznymi, lub tak jak ja to mówię, z tytułami "neo-oldskulowymi". Dodatkowo jestem skłonny do nich wliczyć również point-and-clickowy gatunek, któremu od zawsze towarzyszyła nieszablonowość. Nie widzę jednak w tym gronie popierdółkowatych angry-birdsopodobnych gierek, których banalność, nie pozwala na znaczniejszy rozwój innowacyjnych projektów.
-
Kiedyś nazywało się je Freeware. I kiedyś były darmowe...
No i na tym można zakończyć rozmowę tak szczerze.
Sergiej idealnie rozumuje. Nikt nie zabrania tworzyć gier niezależnych (boże, co za fatalna nazwa). Tylko dorabianie do tego idei, drugiego dna jest zabawne. Ja doceniam artyzm na przykładzie Journey, doceniam to co dostajemy. W recenzji swojej dałem temu wyraz, ale zaznaczam, że to nie dla każdego. Różnica jest taka, że w tym przypadku nikt nie nazywa tego Indie. Braid nie jest Indie. Teraz Indie to wszystko co jest małe z retrografiką.
Sztuka dla sztuki, to nie dla mnie. Więc ja wyjątkowo (chyba) zgadzam się z Sergem w każdej rozciągłości jego opinii.
-
Indie znaczy niezależne. Koniec, kropka. Takie jest tłumaczenie tego słowa.
To nie jest nowy termin. I nie wiem jakie można sobie dobudowywać do tego ideologie.
Ludzie robiący gry zawsze chcieli z nich trzepać kasę, nie wiem jak można nie chcieć, po prostu teraz mają na to duże szanse, wcześniej mało kto w ogóle o takich grach wiedział (a też były sprzedawane).
Wytłumacz mi dlaczego BRAID nie jest niezależną grą.
-
Kiedyś nazywało się je Freeware. I kiedyś były darmowe...
No i na tym można zakończyć rozmowę tak szczerze.
Tylko, że te dawne freeware, w niczym mi nie przypominały obecnych indie gier. Zresztą dawne freeware to chyba obecnie w dużej mierze iOS-owe popierdółki.
Sergiej idealnie rozumuje. Nikt nie zabrania tworzyć gier niezależnych (boże, co za fatalna nazwa). Tylko dorabianie do tego idei, drugiego dna jest zabawne. Ja doceniam artyzm na przykładzie Journey, doceniam to co dostajemy. W recenzji swojej dałem temu wyraz, ale zaznaczam, że to nie dla każdego. Różnica jest taka, że w tym przypadku nikt nie nazywa tego Indie. Braid nie jest Indie. Teraz Indie to wszystko co jest małe z retrografiką.
Sztuka dla sztuki, to nie dla mnie. Więc ja wyjątkowo (chyba) zgadzam się z Sergem w każdej rozciągłości jego opinii.
No ja nie widzę, aby takie gry w większości miały "dorabiane idee", one po prostu chcą poprzez innowacyjność pokazać, że istnieje alternatywa dla blockbusterowych produkcji, które pochłaniają kupę kasy, a które tak naprawdę nie mają za wiele nowinek. Poza tym indie to nie "wszystko co jest małe z retrografiką", gdyż tutaj brakuje jeszcze tego nowatorskiego aspektu, Ty raczej mówisz o "wypaczonych", komercyjnych tytułach z etykietką "i-gier", i takie właśnie produkcje trzeba jak najbardziej krytykować.
-
Wytłumacz mi dlaczego BRAID nie jest niezależną grą.
Gra niezależna z definicji powinna być niezależna. Braid jest na Steamie, Xbox 360, PS3. To gra z cyfrowej dystrybucji, nie gra Indie.
Mazurit -inaczej wyglądały, bo była po prostu gorsza technologia. A alternatywą są gry w cyfrowej dystrybucji, niektóre stawiają na fun, jedne starają się coś tam eksperymentować. Indie to nie alternatywa do blockbusterów. Ja to tak widzę. Zresztą, te ataki na blockbustery też są zabawne. Mi się dany tytuł nie podoba - nie kupuję. Ale wolę blockbustery bo są dopracowane, nie to co 90% Indie.
-
Chciałbym się więc dowiedzieć, jaki jest ten przekaz Graveyard? Dla mnie to pusta wydmuszka, opakowana pseudoartystyczną egzaltacją, ale może czegoś nie dostrzegam.
Więc ja wyjątkowo (chyba) zgadzam się z Sergem w każdej rozciągłości jego opinii.
9 maja zaznaczony w kalendarzu czerwonym markerem ;)
-
Chciałbym się więc dowiedzieć, jaki jest ten przekaz Graveyard? Dla mnie to pusta wydmuszka, opakowana pseudoartystyczną egzaltacją, ale może czegoś nie dostrzegam.
Dunno...pewnie coś o ulotności życia, pamiętaniu o zmarłych i innym tego typu szajsie. W pełnej wersji ponoć można dostać zawału i umrzeć.
Już lepszy jest The Cat and the Coup.
Śmieszne jest to, że zrobienie gry w stylu "2DEEP4U" wcale nie jest trudne. To chyba najprostszy typ gier jaki można stworzyć. Wystarczy patyczkowaty ludek na białym tle i jakieś hasełka typu "I will be there" i ludzie zaczną się spuszczać nad nią. Albo jakiś lepiej wyanimowany sprite, jakieś tło i pianinko w tle bez żadnego tekstu. Ludzie zaczną wymyślać przesłania sami.
-
Wytłumacz mi dlaczego BRAID nie jest niezależną grą.
Gra niezależna z definicji powinna być niezależna. Braid jest na Steamie, Xbox 360, PS3. To gra z cyfrowej dystrybucji, nie gra Indie.
Mazurit -inaczej wyglądały, bo była po prostu gorsza technologia. A alternatywą są gry w cyfrowej dystrybucji, niektóre stawiają na fun, jedne starają się coś tam eksperymentować. Indie to nie alternatywa do blockbusterów. Ja to tak widzę. Zresztą, te ataki na blockbustery też są zabawne. Mi się dany tytuł nie podoba - nie kupuję. Ale wolę blockbustery bo są dopracowane, nie to co 90% Indie.
A czy czasem nie jest tak, że to właśnie "tania" cyfrowa dystrybucja pozwoliła i-grom zaistnieć? Gdyby jej nie było to tego typu produkcje, po prostu, by nie miały już takiej siły przebicia.
Nadal nie jestem przekonany, do tego, że dawne freeware to obecne oblicze i-gier, jeśli nie gry iOS-owe, to wtedy mamy jeszcze "przeglądarkowe cudactwo". Cyfrowa dystrybucja jest alternatywą dla blockbusterów, jeśli przyjmiemy charakter rozgrywki (w większości wypadków kompletne jej spłycenie), natomiast jeśli weźmiemy pod uwagę innowację, to wtedy tylko stawiam i-gry. Mówisz wolisz "duże produkcje" od gier indie, a ja właśnie - tak jak już wspomniałem - widziałbym, aby pewne "świeże pomysły" skopiować i zaimplementować w "dużych" produkcjach, a wtedy być może dostaniemy rozbudowane i jeszcze bardziej wciągające Journey.
-
Pozwoliła, tutaj nie ma co zaprzeczać. Teraz jest jeszcze Kickstarter, PS Suite na Vitę i telefony z certyfikatem Sony. Możliwości multum.
Rynek się poszerzył znacząco. Kontynuatorem freeware jest właśnie indie, do tego dochodzą platformy mobilne, tablety i te inne tałajstwa.
-
Chciałbym się więc dowiedzieć, jaki jest ten przekaz Graveyard? Dla mnie to pusta wydmuszka, opakowana pseudoartystyczną egzaltacją, ale może czegoś nie dostrzegam.
Dunno...pewnie coś o ulotności życia, pamiętaniu o zmarłych i innym tego typu szajsie. W pełnej wersji ponoć można dostać zawału i umrzeć.
Już lepszy jest The Cat and the Coup.
Śmieszne jest to, że zrobienie gry w stylu "2DEEP4U" wcale nie jest trudne. To chyba najprostszy typ gier jaki można stworzyć. Wystarczy patyczkowaty ludek na białym tle i jakieś hasełka typu "I will be there" i ludzie zaczną się spuszczać nad nią. Albo jakiś lepiej wyanimowany sprite, jakieś tło i pianinko w tle bez żadnego tekstu. Ludzie zaczną wymyślać przesłania sami.
No, ale nie o sam przekaz tylko chodzi, przecież pierwszeństwo tutaj raczej ma, kreatywność i podejście do tematu. Sama fabuła, to jak ma być poprowadzona, skoro te produkcje na wiele nie pozwalają (to tak jakby spytać o fabułę w Angry Birds). Pomimo iż sama gra opiera się w większości o prosty schemat "2DEEP4U", to nie zmienia to faktu, że oprawa audiowizualna może zaciekawić, a sam schematyka zaskoczyć. Sam Graveyard właśnie ukazuje inne oblicze gier i to jest właśnie jedno z jego przesłań. Mówisz Siergiej "wydmuszka, opakowana pseudoartystyczną egzaltacją", a czy taka czasem nie jest - teraz pojadę po bandzie, hehe... - końcowa scena z MGS3.
-
MGS jest śmieszny z zupełnie innego powodu, który na szczęście nie przeszkadza mu być świetną serią. Otóż stara się być "filmowy" - w sensie Hollywoodzki, czerpiący z kinowej narracji. W ten sposób skazuje się na ułomność w porównaniu właśnie z filmami, które na swoim gruncie zawsze będą od gier prezentowały się lepiej. To trochę paradoksalne, ale właśnie MGS czy Mass Effect, serie które uwielbiam, to przykład kierunku, w którym ta branża absolutnie nie powinna zmierzać. Bo owszem, jest to w odbiorze bardzo przyjemne, ale poleganie na filmowej narracji powstrzymuje rozwój gier wideo jako takich. To jednak zupełnie inny temat :)
Graveyard natomiast właściwie w ogóle nie jest grą. Nie jest też sztuką. Nie jest też godny uwagi.
-
Graveyard natomiast właściwie w ogóle nie jest grą. Nie jest też sztuką. Nie jest też godny uwagi.
Graveyard jest taką grą jak menu filmowe na płytce DVD. Jeśli coś nie oferuje mi pewnego poziomu wyzwania i interaktywności to nie jest ono grą.
-
Graveyard natomiast właściwie w ogóle nie jest grą. Nie jest też sztuką. Nie jest też godny uwagi.
Graveyard jest taką grą jak menu filmowe na płytce DVD. Jeśli coś nie oferuje mi pewnego poziomu wyzwania i interaktywności to nie jest ono grą.
Ciężko mi się wypowiadać, bo w demo grałem tylko kilka godzinek i nie mam go jeszcze zaliczone, ale jak nabędę pełną wersję* i przejdę całość to na pewno powiem coś więcej.
BTW, co do wpisu o MGS to zgodzę się w zupełności.
*Co się nigdy nie zdarzy... chyba?
-
Wytłumacz mi dlaczego BRAID nie jest niezależną grą.
Gra niezależna z definicji powinna być niezależna. Braid jest na Steamie, Xbox 360, PS3. To gra z cyfrowej dystrybucji, nie gra Indie.
Aha, czyli po prostu masz swoją definicję niezależnych gier.
Bo ogólnie definicja jest taka, że są to gry STWORZONE bez wsparcia finansowego wydawcy.
-
A myślisz, że porty na konsole zostały zrobione bez wsparcie Microsoftu i Sony? Dla mnie sprawa jest prosta, gra niezależna to tak na prawdę tytuł, gdzie tworzy go sobie jakieś studio, które w ogóle nie jest wspierane przez jakąś korporację. Jeśli ta gra wychodzi potem na konsole na przykład - pomoc musi być - więc i gra tracić powinna łatkę Indie.
-
Czyli robię sobie grę "Skłerzon revenge" na PC. Sam. Jest indie.
Robię port tej samej gry na PS3/X0 przy wsparciu firmy - nie jest indie.
No niech Ci będzie. Chociaż nie wiem jak to wsparcie wygląda. Ale podejrzewam że co najwyżej dostają dokumentację i ew. mail do jakiegoś eksperta, który od 40 lat naprawia pralki. Na Steamie też dostają jakieś wsparcie, w końcu muszą ogarnąć achivementy czy steam cloud (no, nie wszyscy ogarniają).
-
Wytłumacz mi dlaczego BRAID nie jest niezależną grą.
Gra niezależna z definicji powinna być niezależna. Braid jest na Steamie, Xbox 360, PS3. To gra z cyfrowej dystrybucji, nie gra Indie.
Aha, czyli po prostu masz swoją definicję niezależnych gier.
Bo ogólnie definicja jest taka, że są to gry STWORZONE bez wsparcia finansowego wydawcy.
A myślisz, że porty na konsole zostały zrobione bez wsparcie Microsoftu i Sony? Dla mnie sprawa jest prosta, gra niezależna to tak na prawdę tytuł, gdzie tworzy go sobie jakieś studio, które w ogóle nie jest wspierane przez jakąś korporację. Jeśli ta gra wychodzi potem na konsole na przykład - pomoc musi być - więc i gra tracić powinna łatkę Indie.
Mnie się zdaje, że to jest jak przy i-muzyce. Początkowo idą do niezależnego studia nagraniowego, produkują jakiś singiel własnym kosztem, dorabiają się na nim względnej renomy i potem udają się już do większego studia, by pod ich skrzydłami bardziej się wypromować, a przy tym nie stracić całkowitej niezależności. Możemy sobie postawić tutaj pytanie czy ich muzyka nadal jest niezależna i posiada ten sam charakter, zarówno na początku jak i w póżniejszym okresie twórczości.
Jeśli weźmiemy pod wzgląd samo finansowanie, to faktycznie mogłyby one nie zasługiwać na miano niezależnych, ale musimy tutaj jeszcze pamiętać o "pomysłach" za które te produkcje są cenione, i które niejako definiują i-gry (inaczej byłyby one zwykłymi growymi popierdółkami). Czy tracą one pod skrzydłami giganta, ale ze względną swobodą, swój innowacyjny charakter? Niech odpowiedzią na to będzie Journey.
-
No ale to pomysły pomysłami, jednak nie nazywajmy tego Indie. To są zwykłe gry, które chca być inne i tego im nikt nie neguje. Mnie tylko obrusza nazywanie każdej 'alternatywnej' gry Indie, bo tak jest w modzie.
-
No ale to pomysły pomysłami, jednak nie nazywajmy tego Indie. To są zwykłe gry, które chca być inne i tego im nikt nie neguje. Mnie tylko obrusza nazywanie każdej 'alternatywnej' gry Indie, bo tak jest w modzie.
Rozumiem stoisz za opcją zupełnej niezależności, O.K. A o tendencji etykietkowania gier frazą "indie", wypowiedziałem się już wcześniej (wyżej), i mi też to nie pasuje.
-
No ale to pomysły pomysłami, jednak nie nazywajmy tego Indie. To są zwykłe gry, które chca być inne i tego im nikt nie neguje. Mnie tylko obrusza nazywanie każdej 'alternatywnej' gry Indie, bo tak jest w modzie.
Ostatnio trochę mnie rozbroił przykład Rayman Origins
Słyszałem już kilka razy że jest "taki indie", że wygląda jak indie... no tak, bo jako trochę większa gra powinien mieć do bólu standardową oprawę ;]
-
Najnowsze HB naprawdę daje radę, konkretne tytuły, polecam obadać
http://www.humblebundle.com/
-
Najnowsze HB naprawdę daje radę, konkretne tytuły, polecam obadać
http://www.humblebundle.com/
Hm...w Psychonauts od dłuższego czasu chciałem zagrać. Bastion też w sumie mnie ciekawi. Amnesię mam, a LIMBO to pretencjonalny shit. Superbrothers...nie mam pojęcia co to jest.
Meh, niech mają 8 dolców.
1. @HumbleBrony Bundle $3,000.00
Nie, to nie jest od jednej osoby. Kucykowe pedały używają Humble Indie Bundle tylko po to, żeby zwrócić na siebie uwagę. Żałosne...
-
Dla samego Bastiona i Psychonauts imo warto, bardzo warto.
Niewykluczone że jeszcze coś dołożą za tydzień bonusowo jak to mają w zwyczaju robić.
-
Bastion fajny, polecam. Plus, że dostaje się OST. Poczekam do wypłaty i rzucę im coś może.
-
Psychonauts wydaje się zajebisty. Choć widać, że to port z konsoli. Menu nie są dostosowane do szerokich rozdzielczości, a pre-renderowane filmiki mają trochę dupiatą kompresję.
Bastion jest ok. Grafika ładna dla oczu, podoba mi się głos narratora, ale główny bohater mógłby szybciej biegać. Celowanie młotem jest też trochę nie-teges. Czasem muszę stać w idealnym miejscu, żeby móc w coś trafić.
-
Psychonauts jest fajne i gorąco polecam. Bastionem może się zainteresuję.
-
Rzuciłem okiem na to Superbrothers
Nie wiem jeszcze czy jest specjalnie dobre jako gra, ale na pewno jest rewelacyjne jako audio wizualny cukierek, więc w sumie to spoko dodatek do reszty
Co wywołało we mnie konsternacje, w grze można korzystać z twittera, retwitować teksty z gry... what were they thinking?
-
Ok, Limbo nie jest takie złe. BUT!
Zagadki są miejscami bardzo denerwujące. Prawie nigdy nie wiesz co masz robić, dopóki nie zginiesz parę razy. Rozmyty obraz i brak koloru nie pomaga tutaj za bardzo. Owszem, niektóre rozwiązania są dość oryginalne, ale głupotą jest, że rzadko kiedy dostajemy szansę na naprawienie błędu. Szczególnie głupie jest to przy ucieczkach, ponieważ czasem skok musi być wykonany z precyzją co do pikseli, a akcja musi być wykonana co do sekundy.
I co za idiota wymyślił, aby skakanie i wspinanie się przypisać pod ten sam przycisk?
-
No i dość krótkie jest z tego co widzę.
Przyjemnie się w to gra, ale patrząc na metascore myślę, że recenzenci brali w czasie premiery za dużo prochów.
-
Ja tak od siebie to polecam The Binding of Isaac. Jest to przepełniony czarnym humorem dungeon crawler połączony z roguelike'iem twórców Super Meat Boy'a. Gramy chłopcem o imieniu Isaac i uciekamy przed naszą matką, która chce nas zabić, ponieważ tak jej nakazał Bóg. W trakcie naszej podróży napotkamy wiele groteskowych potworów poczynając od much i pająków, kończąc na latających nowotworach i turlających się wnętrznościach. Co czyni ją oryginalną to system ulepszeń. W grze znajdują się 132 przedmioty (licząc dodatek Wrath of the Lamb), więc każda "runda" na pewno będzie inna. Zaczynamy z niczym. Naszą bronią są jedynie nasze łzy. Na każdym z pięter znajduje się pokój z losowym ulepszeniem naszej postaci. Możemy albo dostać ulepszenie naszych łez, dodatkowych pomocników jak latające martwe płody czy muchy, dodatkowe punkty życie, broń zapasowa itp. Część z nich opowiada także o dosyć ciężkim życiu jakie miał Isaac (np. puszka z jedzeniem dla psa nazywa się "obiad", niektórymi przedmiotami są fragmenty jego zwierząt etc.). Przedmioty mają też efekt kosmetyczny dla chłopaka. Na przykład kastet powodujący losowe plucie zębami zmienia twarz Isaac'a na dotkliwie pobitą, Pentagram dodaje mu rogi, podnosząc druciany wieszak zostaje on przebity przez naszą głowę.
Oczywiście w grze jest tylko jedno życie. Stracisz całą energię i musisz zaczynać od początku. Na szczęście gra nie jest tak długa. Jedno przejście zajmuje ok. 15-20 minut.
Binding of Isaac ma sporo nawiązań do religii chrześcijańskiej. Po pokonaniu bossa może nam pojawić się losowo pokój z diabłem, który za "drobną" cenę jednego lub dwóch naszych serc (aka punkty życia) daje nam ulepszenie, które jest dostępne zazwyczaj tylko u niego. Wiele przedmiotów też jest odniesieniem do Biblii jak korona z cierni, stygmat, pentagram czy woda święcona.
Problem z grą jest tylko taki, że była ona ewidentnie robiona we Flash'u, więc nawet procesory i7 mają problemy jeśli w pokoju jest dużo przeciwników.
-
Zgadzam się, jak na grę z taką oprawą wszystko powinno grać i buczeć a zdarza się że mi przytnie np. przy przechodzeniu z pokoju na pokój. Tak ogólnie to nigdy nie pociągały mnie specjalnie Zeldy i tego typu gry, ale jakoś w BoI się wkręciłem, fajny klimacik, w sumie szkoda że Nintendo odmówiło wydania tej gry na 3DSie.
Btw, Dungeons of Dredmor które gorąco polecam doczekało się dziś workshopu na Steamie i darmowego dodatku o nazwie... "You have to name the expansion pack". Lubię tych gości, bardzo lubię :F
W jednym z modów można nawet pograć... Yuną
(http://img827.imageshack.us/img827/3574/92811366.jpg)