Trochę spóźnione ale leje mnie to.
MS Gundam 00.
Pierwszy sezon - bardzo dobry. Postacie wyraźnie zaakcentowane, walki świetne, soundtrack genialny. Jedyną część, którą tak szybko obejrzałem był Gundam X (którego chciałem po prostu skończyć jak najszybciej), choć wątek Saji Crossroad'a i Louise był niesamowicie zbędny. Pierwsza wejściówka jest jedną z moich ulubionych koło "Arashi no Naka de Kagayaite" z 08th MS Team i "Tobe! Gundam!" z oryginału.
Drugi sezon - tu już zaczęło kuleć nieco. Lyle był lipnym Lockon'em, wątek z Anew był do bólu przewidywalny, Allelujah/Hallelujah zostali sprowadzeni do marginesu (a szkoda, bo Hallelujah był zajebistą postacią), Saji i Louise po raz kolejny na siłę wciśnięci, a jeśli homolust Tierii nie był wystarczająco mocny w pierwszej części to tu postanowili mu (dla pewności) dać damskie ciuszki. Nie brakowało jednak mocnych momentów jak zniszczenie windy kosmicznej czy ostateczna walka.
Oczywiście (jak mówiłem) nie brakowało tu smaczków z oryginalnego Gundam'a. Świadczy o tym chociażby sam fakt, że narratorem jest Toru Furuya, czyli Amuro Ray z oryginału. Jego głos także ma Ribbons Almark pilotujący 0 Gundam'a, będącego nawiązaniem do Gundama RX-78-2 (czyli że tego pierwszego).
Pełnometrażówka - er...tego...no...Fajne walki były...I soundtrack był bardzo zajebisty. ELS byli niesamowicie syfnymi antagonistami, wszystko wepchnięte na siłę, niektóre postacie kompletnie niepotrzebnie ginęły.
Ogółem - warto dać mu szansę, ale jak już wspominałem - pominięcie oryginałów spowoduje, że ominiemy niektóre smaczki. Odcinków nie ma zbyt wiele, 26 na sezon, ogląda się je szybko i przyjemnie. Poza 2-godzinną pełnometrażówką, która zajęła mi z 4 godziny.