Autor Wątek: MrX's corner  (Przeczytany 2470 razy)

Offline Mr.X

  • Soldier
  • Wiadomości: 23
    • Zobacz profil
    • http://
MrX's corner
« dnia: Listopada 25, 2004, 07:47:00 pm »
Mój kącik literacki rozpocznę wiekopomną epopeją :) na podstawie tematu „Trzy słowa”.  Czytać na własną odpowiedzialność. Parental advisory requaired. Nie polecane dla ludzi o słabych nerwach i guście (jakimkolwiek)




     Epizołd I-Rzecz o pożytkach z risajklingu i zgubnych skutach alkocholizmu

     Dawno, dawno temu w pewnym lesie była sobie pewna wioska. Pominę jej nazwę, gdyż jej nie miała... (mniejsza z tym) Wioskę tę zmieszkiwał chłopiec o imieniu Wacek (60 lat ,żonaty , ciężki alkocholizm). Pewnego pięknego dnia zauważył, że ludzie wyrzucają w lesie butelki i inny temu podobny chłam. W jego pokrętnym, pijackim móżdżku zaczął kiełkować genialny plan. Postanowił zbierać tenże chłam, by oddać go do risajklingu. Za uzyskaną w ten sposób mamonę mógłby do woli (tzn. do czasu, kiedy skończą się środki pieniężne) rozkoszować się swoim ulubionym 99,9-procentowym spiryusem "Spirol".
     Wacek chciał jak najszybciej wdrożyć swój plan w życie. W tym celu zaiwanił ze spożywczaka wózek na zakupy i wieczorem udał się na "polowanie".
       Okazało się, że trud się opłacił. Za fundusze uzyskane ze sprzedaży śmieci, Wacek mógł kupić sobie 4 litry "Spirola", a i na zagrychę starczyło.
     Wraz z żoną, Hybrenegildą, udało obalić się to w stosunkowo niedługim czasie. Gdy tak leżeli pod płotem, wywiązał się między nimi interesujący dialog:
- Argggg-stęknęła Hybrenegilda, usiłując podnieść się z ziemi
-Puffffffff...-westchnąl głośno Wacek
-Ałłłłł!!!-zajęczała jego żona, upadając z powrotem w objęcia grawitacji
-Tooooo ni ma se-ensu- zagaił wreszcie Wacek
-No-o-o-przytaknęła mu małżonka-Taa-a ziemia jessst ssbyt rosskołys-sana.
-Nie ło to mnie sie rozchodzi...
-To o-oo co?
- N...o. Życie. Ono seeenssu ni mo...
-Aaacha. Raacja.Tylko się ssabić!! I wsio!!!
-To wssale do-obry pomysł jeeeee-est... W domu mam sc-scyzo-oryk. Sie nada...
- No-oo- zawtórowała Hybrenegilda- popełnimy seku...peku...seppu-kukku. Tak mówiom na to w Japonii- błysnęła erudycją i obyciem.
     Wspólnym wysiłkiem dźwignęli się z ziemi i udali się do swojej meliny, by dopełnić podewziętych zamiarów...

Epizołd II-O tym,jak Wacek z Hybrenegildą zabić się usiłowali (i w końcu im się udało)

     Hybrenegildzie i Wackowi udało się wreszcie dotrzeć do ich malowniczej meliny.  Wacek zamaszystym kopniakiem otworzył furtkę prowadzącą do ich siedliska, a następnie udał się do szopy za domem po narzędzia, za pomocą których wraz z żoną miał zamiar dokonać swego żywota.
   Tymczasem Hybrenegilda, jak zawsze praktyczna, zajęła się okrywaniem klepiska foliowymi workami, tudzież gazetami (żeby się krwią nie uwalało).
   Po jakichś piętnastu minutach Wacek odnalazł wreszcie upragniony przedmiot. Była to oryginalna białoruska podróbka ruskiej podróbki szwajcarskiego scyzoryka, którą kupił sobie 40 lat temu, na bazarku w Kijowie, podczas jednego ze swych egzotycznych wojaży. "Nareszcie mi się na coś przyda"-pomyślał, rozkładając nieco zardzewiał i stępione ostrze, a następnie poszedł do swej chałupy. W środku zastał dość niecodzienny widok. Wszystkie sprzęty i podłoga okryte były folią, gazetami, a nawet srajtaśmą, jak podczas jakiegoś remontu (choć Wacek nie mógł o tym wiedzieć, ponieważ słowo "remont" było dla niego całkowicie obce). Na środku izby stała jego żona w papierowej czapeczce i fartuchu.
-Co ty robisz, babo głupia?!-wrasnął Wacek.
-Nooo...Nie chciałam,żeby coś się pobrudziło. To sepupu-kuku, to musi być strasznie brudna sprawa...
     Na tą miażdżącą argumentację Wacek nie wynalazł żadnej trafnej riposty. Zamiast tego wydał z siebie nieartykułowane westchnienie.  
-Już chyba czas. Żegnaj okrutny świecie. - powiedział Wacek, ważąc w dłoni zdobyczne ostrze, po czym z rozmachem dźgnął się w podbrzusze. Scyzoryk zagłębił się w ciele, a następnie wyskoczył niczym korek od musującego wina marki "Wino".
-Cholera, psikrwia!!!!!!-zakrzyknął Wacek, po czym zaordynował żonie, by skoczyła do sąsiadów pożyczyć porządny nóż.
      Po pięciu minutach byli ,już gotowi, by targnąć się na swe żywoty. Wacek pierwszy zdecydował się na ten krok. Chciał od razu dźgnąć się w serce, lecz nie trafił. Po jakichś piętnastu próbach wreszcie padł martwy na ziemię. Hybrenegilda okazała się skuteczniejsza i, pomimo początkowych problemów z wyciągnięciem noża z pleców(jakoś tak się nieszczęśliwie zamachnął) podziabanych zwłok małżonka, leżała martwa już po pięciu ciosach.
      Ciszę w melinie Wacka i Hybrenegildy zagłuszał już tylko odgłos krwi radosnym potoczkiem lejącej się z ich ciał...

Epizołd III-o przebywaniu w Wielkim Supermarkecie w Niebie, Andrzeju L.  I walce na miecze świetlne
       
     Wacek i Hybrenegilda powoli odzyskiwali świadomość. Znaleźli się u bram Nieba (chociaż nie wyglądały dokładnie tak, jak je sobie wyobrażali). Zamiast złotych wrót znaleźli tam tylko szlaban i budkę strażniczą. No i jeszcze wielki, koślawy napis:
"Hipermarket TESCO wita"
 W budce siedział człowiek z dłuuugaśną brodą, w mundurze ochroniarza. Nad jego głową znajdowała się aureolka. Wacek postanowił zasięgną języka. Gdy tylko zbliżył się do budki, na twarzy brodacza wykwitł szeroki uśmiech. Wygramolił się ze swego miejsca i podszedł do Wacka i jego małżonki.
-Witamy w niebiańskim, wspaniałym hipermarkecie TESCO.- rzekł strażnik błyskając szerokim uśmiechem- Zażyjecie tu prawdziwych rozkoszy, a przy okazji dokonacie zakupów swego życia.
-Zara, przecie my kopnęliśmy w kalendarz, zgadza sie? -zauważył Wacek.
-Ups! Wypsnęło mi się. Jestem Święty Piotr i mam zaszczyt strzec tego przybytku- dodał, wskazując na plakietkę przypiętą do piersi.- Czy wykupiliście już przepustkę?
-Heh????-Wacek nigdy nie słyszał takiego dziwnego i skomplikowanego słowa- Przedpustkie???
-Nooo...Takie coś co pozwoli wam wejść
-Ahaaaaaaaaaa. To nie.
-To wręcz świetnie, gdyż są państwo stumiliardowymi klientami i otrzymują państwo prawo do bezpłatnego wejścia!!!!!!!!![fanfary]
-Zar...
-Co???
-Powiedziałem zara...
-Coooo?
-Do cholery!!!! Sciszcie te trąby. Ni mogie sie wysłowić[fanfary cichną]
-No, tak lepiej. Więc możem wejść za darmola??? Tak??????? Myślita, że takie głupie jesteśmy??? Bezpłatnie, bezpłatnie, a potem kase zdzierajo!!! Ni ma tak!!!-zakrzyknął Wacek i, zdzieliwszy brodacza w "papę", wraz z Hybrenegildą przeskoczył szlaban i udał się w stronę Supermarketu.
     Z bliska budynek wydał im się większy i bardziej niedoczyszczony. Spostrzegłszy ten fakt, Hybrenegilda rzekła krytycznie:
-Gdyby to moja chałupa była, to bym jo czyściła. A tu syf normalnie!!!
Obydwoje weszli przez przeszklone drzwi z fotokomórką ("Jakaś magia, czy co?") do wnętrza budynku. Od środka wydał im się (na tyle, na ile to możliwe) jeszcze większy. Rzędy kas ciągnęły się w nieskończoność, przy każdej z nich stała olbrzymia kolejka. Od strażnika dowiedzieli się, że osobnicy tworzący te kolejki, to dusze pokutujące za grzechy popełnione za życia ("To chiba zbyt łokrutna kara"). Dowiedzieli się też, że jako posiadacze Przepustki mogą skorzystać z kas z napisem "Bezgotówkowe formy płatności", przy których czas oczekiwania był znacznie skrócony.
     Hybrnegilda czym prędzej porwała więc koszyk i, ciągnąc za sobą Wacka, zagłębiła się pomiędzy rzędy półek. Sklep okazał się przeolbrzymi, ale,  na całe szczęście, wszędzie porozmieszczane były tabliczki informujące, gdzie można znaleźć poszczególne towary.
    Nagle zza półki sklepowej wyjechała maszyna do czyszczenia podłóg i zderzyła się z Wackiem. Kierował nią nie kto inny, jak słynny polityk, Andrzej "Andrew" L. Wacek oniemiał Milczenie przerwała Hybrenegilda:
- Wodzu, czy to ty?- zapytała zauroczona- Skąd się Wódz tutaj wziął? I dlaczego jeździ takim śmiesznym samochodzikiem?
-Eee... Miałem wypadek przy wysypywaniu zboża na tory. Znaczy się źle kierunek wyliczyłem... I na mię sypło... A sprzątanie tego imperialistycznego przybytku ma być dla mię karą. Dla mię!!! Ale ja się nie dam!!! Pokażę im wszyskim!!! Mam plan, jak się stąd wydostać. Pomożecie mi???
-Za Wodzem pójdziem w bój i trud!!!-zakrzyknął nieco skołowany wciąż Wacek
-Dobrze więc. Mój plan zakłada wykorzystanie brutalnej siły w konfrontacji z siłami ochrony
-Eeee???
-Znaczy się- rozpędzamy to to i łubudu przez drzwi!!!
-Aaaaa...
      Pięć minut później, wejście do supermarketu. Rozpędzony wózek z Wackiem, Hybrenegildą i Andrzejem rozbił bramki i wydostał się na parking.
-Niech żyje wolność, wolność i swoboda...!!!-podśpiewywał Andrzej. Lecz jego radość była przedwczesna, albowiem drogę zastąpił im człowiek w białym, skórzanym płaszczu sięgającym do ziemi. Człowiek miał długie, jasne włosy, skrzydła i aureolkę. Z plakietki przypiętej do jego piersi odczytać można było: Archanioł Gabriel, Niebiańskie Służby Bezpieczeństwa.
-Stać-zakrzyknął
     Wózek do mycia podłóg zatrzymał się, znacząc na asfalcie parkingu długie ślady.
Andrzej zeskoczył z niego i zbliżył się do anioła.
-To znowu ty. Czy nie dacie mi spokoju?
-Naszym obowiązkiem jest chronić was od grzechów!!!
-Mię to wisi!
-A więc walcz!!!-rzekł długowłosy, po czym wyciągnął  swój miecz świetlny o dwóch ostrzach. Andrzej także dobył oręża i machnął na odlew. Anioł zablokował ten cios bez trudu. Wywiązała się walka.
-Dołącz do mnie- kusił Andrzeja Gabriel- Razem dokonamy wielkich rzeczy. Przejdź na Jasną Stronę!
-Nigdy -krzyknął Andrzej
-Andrew! Jestem twoim ojcem!!!
-Co???
-Żartowałem- anioł machnął mieczem wytrącając Andrzejowi jego broń.
-Łap!!! -Wacek, niewiele myśląc rzucił Andrzejowi leżącą nieopodal turbohydroszpachlosprężarkę wysięgnikową (też nie wiem, co to jest- autor)
     Andrew wymierzył ostateczny cios. Gabriel zdążył tylko powiedzieć:
-Razem zawojowalibyśmy świat- po czym rozpłynął się w różowawą mgiełkę.
-No, już po wszystkim...-rzekł Andrzej, lecz okazało się, że znów się pomylił. Rozległ się grzmiący głos:
-To już przesada
-A tyś kto??? -zapytał L.
-Idź do diabła- wyrzekł głos. Pod Andrzejem otworzył się otwór, przez który spadł w dół. Hybrenegilda zajrzała do dziury. Na dnie znajdował się sklep "Biedronka". Hybrenegildę przeszedł zimny dreszcz, po czym cofnęła się znad otchłani.
-A wy co??? Chcecie do niego dołączyć- zwrócił się głos do Wacka i jego żony
-Eeee... Tak szczerze mówiąc, to wolelibyśmy nie.
-A więc wybór należy do was- rzekł głos. Przed zdziwionymi bohaterami pojawiły się trzy bramki- Wybierajcie. W jednej z bramek czeeka waaass wspaniaała nagroda, jedna zaś prowadzi wprost do Piekła. Wybierajcie.
-Hmmm. Wybierzemy ... bramkę ... numer ... DWA
-AA więc zobaczmy, co znaaajduuje się w bramce numer dwaa!!!Wygrali państwo trzydziestoletni pobyt na ziemi. Rozkoszujcie się wakacjami w padole łez!!! Wakacje ufundowało Boskie Biuro Podróży. Życzymy miłego wypoczynku!!! Spadówa!!!
   Niebiosa pod wygranymi rozwarły się, i obydwoje spadli w dół...

Epizołd IV- rzecz o polskiej służbie zdrowia


  Wacek i Hybrenegildą zbudzili się w szpitalu. Mimo licznych ran kłutych, chlastanych, dźganych, dziobanych, pchanych i siekanych, a także mimo opieki polskiego pogotowia wciąż żyli. Wacek siadł na łóżku. Spowity był w śnieżnobiałą piżamkę, gdzieniegdzie tylko powalaną krwią poprzednich pacjentów, a także żółtawymi plamami o nieodgadnionej genezie, zabandażowany niczym mumia. Rozejrzał się wokoło. Znajdował się w sali szpitalnej. Na łóżkach leżeli pacjenci podłączeni do kroplówek i innych dziwacznych urządzeń. Zewsząd dochodziły go dziwne dźwięki: piszczenie, jakieś syki, pojedyncze piknięcia. Wacek poczuł się z lekka nieswojo. W sali panowała sterylna czystość, do której nie przyzwyczajała go jego swojska melina. Gdy tak zaznajamiał się z otoczeniem, z sąsiedniego łóżka doszedł go głos:
-Wacek, a co to??- była to Hybrenegilda. Wskazywała na karteczkę leżącą na jej brzuchu. Wacek z trudem odcyfrował napis:
-ZA-RE-ZER-WO-WA-NO DLA ZAKŁ. POG-RZE-BO-WE-GO HA-ARON. Ty, patrz. Chyba zajęłaś miejsce jakiemuś Zakłowi Haaronowi. Co za dziwaczne imię...- rzekł Wacek, wyrzucając tabliczkę za siebie.    
    Wtem drzwi otworzyły się i wszedł lekarz z dwoma ludźmi w czerni. Jeden z „czarnych” spytał:
-Dobra, gdzie te trupy??
- Zaraz będą – powiedział lekarz wyciągając strzykawkę z podejrzanym, zielonym płynem i zbliżając się do Hybrenegildy.
- Czas na zastrzyk- powiedział, uśmiechając się przymilnie.
   Tego już za wiele... AŻ TAK głupia nie była. Rypnęła lekarza w zęby, aż zadzwoniło, porwała ze sobą swego małżonka i czmychnęła przez otwarte drzwi, z okrzykiem zasłyszanym w amerykańskim filmie strzelanym: „Ju łil newier giet mi alajw!!”
     Wacek i Hybrenegilda wypadli na korytarz. Znajdowała się tam poczekalnia, więc gdzieniegdzie poniewierały się ciała dawno zapomnianych przez lekarzy pacjentów. Za sobą słyszeli ciężkie kroki butów grabarzy, a także równie ciężki terkot ciężkiego karabinu maszynowego „Para”.
      Bohaterowie wpadli do sali operacyjnej. Nie było tam nikogo.
- To trwa już zbyt długo. Hybrenegildo, uciekaj ze szpitala. I’ll bi bek.- powiedział, po czym chwycił narzędzia chirurgiczne, tudzież maszynę do EKG i, wymachując nią, ruszył na wroga z okrzykiem „Hasta la vista, bejbi”. Dało się słyszeć trzask rozbijanego elektrokardiogramu i krzyki.
     Hybrenegilda wybiegła przed szpital. Wacek dołączył do niej po paru minutach.
-   Ruszaj się, szybko
    Wtem szpital eksplodował. W powietrzu świszczały fragmenty szkła, maszyn, murów. Wacek i Hybrenegilda zaiwanili jeden ze stojących na parkingu pojazdów, po czym odjechali do swej meliny. Panującą ciszę zagłuszał już tylko trzask ognia wesoło buzującego w ruinach szpitalu...


 DO MODERATORÓW: PROSZĘ O USUNIĘCIE WYŁĄCZNIE INNYCH WERSJII TEGO OPOWIADANIA. Z GÓRY DZIĘKUJĘ
« Ostatnia zmiana: Listopada 25, 2004, 07:48:32 pm wysłana przez Mr.X »
It's so good to be back!

Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
MrX's corner
« Odpowiedź #1 dnia: Listopada 26, 2004, 12:04:31 pm »
Stylistyka wydaje mi się dobra, ale temat niezbyt specjalny. Za mało twórcze, chociaż chwilami śmieszy. Sugerowałabym popracować nad fabułą.
« Ostatnia zmiana: Listopada 26, 2004, 12:05:47 pm wysłana przez Tamaya »

Offline Mr.X

  • Soldier
  • Wiadomości: 23
    • Zobacz profil
    • http://
MrX's corner
« Odpowiedź #2 dnia: Listopada 27, 2004, 04:30:08 pm »
Cytuj
Sugerowałabym popracować nad fabułą.

Hmmm... Hyba niezbyt uważnie przeczytałaś wstęp do tego opowiadania. Napisałem je na podstawie "trzech słów", więc fabuła niejako stworzyła się sama  :D
  Ponadto to moje pierwsze w życiu opowiadanie, więc chyba nie jest tak trgicznie
« Ostatnia zmiana: Listopada 27, 2004, 04:31:57 pm wysłana przez Mr.X »
It's so good to be back!

Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
MrX's corner
« Odpowiedź #3 dnia: Listopada 28, 2004, 11:32:31 am »
Cytuj
Hmmm... Hyba niezbyt uważnie przeczytałaś wstęp do tego opowiadania. Napisałem je na podstawie "trzech słów", więc fabuła niejako stworzyła się sama  :D
Wybacz wstęp czytałam, ale mało znałam tematykę "Trzech Słów", więc przyjęłam to za wyłacznie twoją inwencję twórczą.  

Offline Mr.X

  • Soldier
  • Wiadomości: 23
    • Zobacz profil
    • http://
MrX's corner
« Odpowiedź #4 dnia: Grudnia 02, 2004, 06:49:33 pm »
Cytuj
przyjęłam to za wyłacznie twoją inwencję twórczą.

hmmm. Aż tak dziwnych pomysłów nie mam, chociaż trochę od siebie dałem...
It's so good to be back!