Autor Wątek: Niekończąca się historia...  (Przeczytany 20314 razy)

Offline Ard

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 1152
  • Vi Veri Veniversum Vivus Vici
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #20 dnia: Luty 04, 2004, 10:46:36 pm »
- Witaj \"bracie\" - odrzekł chłodno Nicolas.
Bacia popatrzyli sobie w oczy.
- A ty mistrzu Grieve nie przywitasz sie ze mna? - drwiaca zapytal Sajrus.
- Witaj zdrajco - odrzekl jeszcze chlodniej Grieve - Czeko tu szukasz slugusie Argona.
- Pytasz jakbys nie wiedzial - odrzekl Sajrus - Przybylem po ostatnia czesc drugiego  kamienia dla mego mistrza. Gdy tylko zdobedzie on wszystkie czesci  kamienia bedzie nie najpotezniejsza istota i nikt nie bedzie w stanie go pokonac!
Dopiero po chwili dotarly do nich slowa Sajrusa.
- Jak to po ostatni kawalek - krzyknela Arien.
- Dobrze uslyszeliscie - zasmial sie Sajrus - Mamy juz cztery kawalki, brakuje nam ostatniego, najwiekszego. jestem przekonany ze wiecie gdzie go znajde - gdy popatrzyl na twarz Grievea jego wyraz twarzy ulegl zmianie.
- Ja juz wiem kto ma ostatni kawalek  braciszku - rzekl Sajrus i wuciagnal dlugi miecz - i mam zamiar go zdobyc.
- To dlatego Grieve byl tu przed nami - pomyslal Nico.
- Nie masz szans na nas dwoch Sajrus - rzkl Nico wyciagajac swoje ostrza i stajac obok mistrza, ktory w swych dloniach trzymal pieknej roboty elficki miecz dwureczny.
- Zobaczymy - rzekl Sajrus i ruszyl w strone wrogow - Zobaczymy!
                           

Offline Siergiej

  • Last Hero
  • **********
  • Wiadomości: 2544
  • Idol Tanta
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #21 dnia: Luty 05, 2004, 06:20:55 pm »
Taka walka nie zdarza sie często. Walczący poruszali się niezmiernie prędko i widać było tylko latające iskry (postacie też ale nie dało się ich rozpoznać). W pewnym momencie dało się rozpoznać lecący w powietrze krótki zakrwawiony miecz, był to jeden z dwóch mieczy Nicolasa, więc Ariena z Alojzym domyślili się że Sajrus jest ranny, ale w pewnym momencie oślepiło ich słońce, które odbiło się od jednego z mieczy, gdy znów popatrzyli na pole walki Grieve leżał martwy. Zobaczyli również uciętą ręke Sajrusa, który trzymał swój miecz w jednej ręce (na jego szczęście był to miecz półtoraręczny). Na przeciw sługi Argona stał Nicolas z jednym mieczem. Ariena uzyła w tym momencie zaklęcia, które przywołało błyskawicę, ale Sajrus był na tyle szybki, że zrobił unik, a Nicolas nie zorientował się nawet kiedy został zraniony przez brata w brzuch i padł na ziemię ciężko ranny, aczkolwiek żywy.
- Jaką śmierć wybierasz braciszku : mieczem czy sztyletem-zapytał pogardliwie Sajrus.
- Ty umrzesz pierwszy Sajrusie-odparł słabym głosem Nicolas.
-WHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHAHA!!!!-wybuchnął szyderczym śmiechem Sajrus-ale to ty leżysz  na ziemio a ja......
-Teraz Alojzy!!!-wykrzyknął ostatkiem sił Nicolas wchodząc bratu w słowo.

W tym momencie Alojzy stał już przy ciele Grieva z piątą częścią kamienia Twilight Moon i wypowiadał zaklęcia. Tym razem elf Sajrus nie był juz tak szybki jak poprzednio i zaklęcia maga go zabiły.

                           

Offline Yuzuriha

  • Dead Shadow
  • SemiRedaktor
  • *********
  • Wiadomości: 1742
  • Let's go together ... in to the darkness
    • Zobacz profil
    • http://www.deadshadow666.deviantart.com/
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #22 dnia: Luty 05, 2004, 08:27:42 pm »
No dobra sami mnie sprowokowaliście :wink:
Jednak po chwili Alojzy poczuł czyjś dotyk na swojej ręce.Rany Nicolasa znikneły.
- Jednak przeszliście próbe...-uśmiechnoł sie Grevie.
- Co?Ale...jak?-dopytywała się Arien.
- To była iluzja prawda Grevie?-powiedział Nicolas podnosząc się z ziemi.
- Tak na wypadek gdyby mogło się tak kiedyś zdażyć na prawdę...-wyjaśnił Grevie przeczesując jasne,kródko opstrzyżone włosy.
- Sajrus tak łatwo nie dał by się pokonać...-zamyślił się mag.
- A tak przy okazji... - brązowe oczy Grevie rozjaśniły się.- Czy mugł byś powiedzieć mi Nicolasie kim są twoi toważysze,przypuszczam że to jest słynny mag Alojzy.-spojrzał w jego stronę.
- A kim jest ta młoda dama?-spojrzał badawczo na Arien.
Jednak nagle podskoczył.
- Tafiony!!!Prosto w pośladek.Ty zdrajco jak tylko mnie nie ma to oglądasz się za innymi!-głos dobiegał zza drzewa.
Jakaś postać zeskoczyła z niego z gracją i podeszła do nich.Obeszła Arien do okoła przyglądają się jej uważnie.
- Jak ona wygląda i to ma być dama?! -oburzyła się nieznajoma.
Ubrana była w czarną zamszową bluzkę z dość dużym dekoldem i prześfitującymi,dzwoniastymi rękawami koloru fioletowego,czerwoną skórzaną mini i pewnie gdyby nie buty na koturnach (wysokich podeszwach) była by niższa od Arien.Włosy miała spięte w wysokie kitki pofarbowane na niebiesko z których wystawały pojedyncze warkoczyki,a z przodu okalały jej szczupłą tważ dwa czarne pasma puszczone po obu stronach tważy.Zielone kocie oczy potkreślał ciemny makijaż,usta wymalowane ciemną czerwoną szminką na rekach miała założone rękawiczki bez palców i na czarno pomalowane paznokcie.Długie uszy obwieszone miała całe w różnych kolczykach.Gdyby Arien nie znała rasy z jakiej mogła pochodzic powiedziała by że to wampiżyca.
- Jesteś jedną z trój okich prawda?-powiedziała chłodno Arien.
Podeszła do niej i pokazała sztylet.
- Nigdy nie wyrażaj się tak o szlachetnym rodzie Yowai* mogła bym cię zmieść z powieszchni ziemi jednym ruchem.-zastraszyła ją.
- Jeny jak ona mnie denerwuje.-pomyślała Arien ale w tym momęcie Nicolas złapał ją za ramie.
- Ona prubuje cię tylko sprowokować.-szepmoł.
- Wiem.-odrzekła.
- Riki przestań się wygłupiać.-błagał Grevie.
- A kim ty tak wogule jesteś?-spytał mag Alojzy.
- Przepraszam to niegrzecznie tak się nie przedstawić.-ukłoniła się.- Na imie mi Riki jestem osobistym ochroniażem pana Grevie.Miło mi was poznać.-uśmiechneła się słodko.



* Yowai -rud ich jest starszy od elfów,żyją od nich dłużej,różnią ich kocie oczy(dokładniej to skośne źrenice takie jak u kotów) i dłuższe uszy.Gdy używają magii to na ich czole ukazuje się trzecie(odwrucone bokiem do dołu) oko dzięki temu są silniejsze niż elfy.


(Tak od razu wybijać głuwne postacie na samym początku to troche nie ciekawe.Przecież to nie horror .....mam taką nadzieję.... :D )


(Ej czy jush wszyscy o tym temacie zapomnieli czekam na dalszy wątek a tu nic...niech ktoś coś dopisze...please :wink: )                            

Offline Siergiej

  • Last Hero
  • **********
  • Wiadomości: 2544
  • Idol Tanta
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #23 dnia: Luty 28, 2004, 11:02:21 am »
Mimo iż Arien wiedziała że nie powinna zadzierać z Riki oczy płonęły jej chęcią walki, ale Yowai zauważyła to i już szykowała się do użycia jakiegoś silnego zaklęcia (co spowodowało pojawienie się trzeciego oka na jej twarzy), gdy nagle przerwał im Alojzy:
-PRZESTAŃCIE!!!-ryknął-mamy sbie pomagać a nie przeszkadzać.
-A więc to ty jesteś Alojzy, słyszałam że ostatnio piłeś nałogowo te popdrzędne trunki ludzi,jak to się nazywało.....smirnoff....bols-Zadrwiła z maga Riki.
W tym momencie z rąk Arieny i Alojzego wystrzeliły stumienie swiatła które powaliły panią ochroniarz na ziemię:
-dość!-warknął Grieve-jak tak dalej pójdzie to Argon wcale nie będzie musiał się starać o naszą śmierć.
-Fakt....wybacz trzyoka-chłodno i pogardliwie rzuciła Arien w stronę wstającej Riki.
-Zaplacicie mi za to, ale teraz ruszajmy po te kamienie-odrzekla BARDZO zła Yowai.
-Najlepiej będzie jak się rozdielimy-rzekł Alojzy-Ja Nico i Ariena spróbujemy odzyskać NS, a Ty Grieve i twoja ochroniarka (no co nie wiedziałem jak jest r.ż od ochroniarza) poszukacie pozostałych części TM (wkońcu skoro walka była iluzją to 4 cżęści u Argona też).
-zgoda-odparli chórem pozostali.

wiem że nie najlepsze ale nie miałem weny                            

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #24 dnia: Luty 28, 2004, 02:41:26 pm »
To teraz moja kolej..............................  
      Nasi bohaterowie mieli właśnie obyślać plan działania, kiedy nie wiadomo skąd zaczęła pojawiać się armia nieumarłych
 - O kuna - powiedział przerażony Alojzy - nie wiedziałem, że sługusy Argona mają tak zawansowaną teleportację.
 - co masz na myśli - zapytała Ariena
 - Niewykrywalną umiejętność przenoszenia się w inne miejsce.
Nasi herosi wyjęli swój oręż i szykowali się do walki.............kiedy nagle ziemia pod nimi się zatrzęsła. Nieumarli zaczęli się szamotać i uciekać z pola walki.
 -co jest grane - zapytał Nico
 - Jezuuuu........nie .....to niemożliwe - jąkał się  Grive - to Tristorm, trójgłowy smok, który jest postrachem krainy
Przed nimi ziemia zaczęła się otwierać i  wyłonił się z niej smok. Miał on 3 głowy, wielkie skrzydła, i łuski kolory czarnego. Z oczu bił czerwony blask
 - A najgorsze jest to, że nie działa na niego magia.......-rzekł Grieve
Smok już maił się na nich rzucić, kiedy  nagle usłyszeli donoś ny krzyk
-MORTAL BLAST
Spojrzeli na niebo i zobaczyli strumień niebieskiej energii kierujący się w stronę Tristorma. Smok zawył z bulu, ale nie wygłądał na zbyt poranionege. Spojrzeli w niebo i zobaczyli zarysy postaći otoczonej niebieską aurą. Z niewiarygodną szybkością zmierzała w stronę potwora. Gdy postać wylądowała na ziemi z zaskoczeniem spostrzegli, że smok jest przebity na wylot, a jego zabójca trzyma w ręce jego serce. Był to wysoki chłopak wbrany w błękitną koszułę bez rękawów z podobizną głowy smoka z tyłu. Miał długie spodnie i adidasy( z logiem NIKE). Dolną część jego twarzy zakrywał biały szal, obadający do pośladków. Wyglądałby prawie normalnie, gdyby nie fakt, że z jego pleców wystawały złożone smocze skrzydła, a głowę porastały sterczące trochę do tyłu błękitne włosy. przybliżył się do naszych bochaterów..
- Kim jesteś- zapytał Nico, wyciągając swoje ostrza
- Jestem Leviathan, władca lodu i pogromca smokó. Jeśli chcesz walczyć - w tym momencie z jego rąk wysunęły się metrowe pazury-to wiedz że moge cię zabić jednym ruchem ręki
- Myślę, że on ma rację - odezwał się Alojzy-widziałeś co zrobił z Tristormem.....
-Jestem po waszej stronie. Wędruje pomiędzy wymiarami i pomagam niszczyć zło.
- Co robisz??- zapytał zdumiony Alojzy
- umiem władać czarnymi dziórami i dzięki nim przenosze się między światami.... myślę, że przyda się wam moja pomoc.....


żeby rozwiać wszystkie wątpliwości należałoby powiedzieć coś o pochodzeniu Leviathana. A więc już wyjaśniam.
Leviathan wbrew pozorom jest po części człowiekiem, a po części elementalistą (potrafi kontrolować jeden z żywiołów-lód). Pokonał legendarnego niebieskiego smoka, przez co zyskał jago moc i zamknął w sobie jego duszę(przez to smocze skrzydła na plecach). Jego bronią są pazury (jak u Wolverina :D ). Jak przyczyni się do wyprawy? O tym dowiemy się w następnym odcinku......

upomnial cie Serge & Squall the best, upomne cie i ja...EDYTUJ SWOJE POSTY!!!serio mowie  :D
made by ARD
[/size]                            
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline Ard

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 1152
  • Vi Veri Veniversum Vivus Vici
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #25 dnia: Luty 28, 2004, 09:16:22 pm »
...nagle poteznie zadrzala ziemia...
- O nie - rzekl Leviatan - umarli musieli doniesc o miom pojawieniu sie.
- O co chodzi? - zapytal Alojzy.
- Nie ma czasu na wyjasnienia - rzekl Leviatan - sluchajcie mnie uwaznie bo nie mamy czasu. Udajcie sie z wschod w strone Mrocznych Gor. Tam odnajdcie mroczna jaskine w ktorej....
Przerazliwy ryk przerwal cisze. Z wnetrza ziemi wyrwaly sie 4 poterzne odlamki skalne, a z otowrot powstalych zaczely sie wylaniac 4 postacie, otoczone swietlista poswiata.
- Co sie dzieje? - zapytal Nico.
- To sa Draco-gini - odrzekl Grieve - poterzne demony ognia...
- O nie - rzekl Nico.
- Uciekajcie! Biegiem! ja ich zatrzymam - krzyknal Leviatan - Ruszajcie sie...
- Uwazaj! - krzyknal Grieve
Demony otorzyly Leviatana. Karzdy z nich dierzyl w dloni ognista bron: miecz, topor, mlot i wlocznie.
- Szybko, tedy - krzyknal Alojzy uciekajac od miejsca przyszlej walki.
Towarzysze obiegli za nim.
- Nich sie teleportuje - pomyslal Alojzy - taki sprzymierzenic...
Leviatan spojrzal za siebie. Uciekinierzy byli juz daleko. - Uda im sie - pomyslal...
Pierwszy zaatakowal demon z lewej, atakujac miczem. Lodowy miecz zmaterializowal sie w dloni Leviatana. Lecz z tylu zaatakowal nastepny demon i Leviatan cudem uniknal ciecia topora. Lodowy cien cudem unikal atakow, zam kasajc straszliwie swych wrogow. Demon z mlotem padl przeszyty lodowym mieczem. W tedy to zaatakowal  demon w toporem, lecz lodowy miecz zablokowal ten straszliwy cios. Natychniast z drugiej strony spadl ognisty miecz, obie klingi zwarly sie wsrod strasznych zgrzytow. Wtedy to po raz pierwszy zaatakowal demon z wlocznia. Zaatakowal od tylu przebijajac na wylot Lewiatana. Straszliwy krzyk wyrwal sie z piersi lodowego stwora. Wtedy oba pozostale demony zaatakowaly rannego: ognisty topor wbil sie w lodowe ramie a miecz przebil glowe, ktora powoli zaczela sie topic. Skowyt bolu i cierpienia rozlegl sie wsrod ciszy.

Uciekajacemu Grievowi lza pociekla po policzku. Potezny sprzymiezeniec oddal za nich zycie. Ich misia musialabyc bardzo wazna.
- Dziekujemy - rzekl po cichu Grieve.
                           

Offline Siergiej

  • Last Hero
  • **********
  • Wiadomości: 2544
  • Idol Tanta
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #26 dnia: Luty 28, 2004, 10:05:18 pm »
Bohaterowie biegli ile sił w nogach by nie podzielić losu Leviatana. Bardzo zmęczeni zatrzymali się przy rzeczce u podnóży Mrocznych gór będąc pewni że ogniste stwory już ich nie gonią:
-czemu te bestie nas zaatakowały?-zapytała zaniepokojona Ariena.
-Muszą być pod wodzą Argona-odrzekł spokojnie Alojzy.
-My lepiej idźmy teraz spać bo robi się ciemno a nocą nie warto iść na wycieczkę w  TE góry-wtrącił Grieve.
-Taaaaaa racja jutro z samego rana powinniśmy wyruszyć poszukać tej jaskini, o której mowił Leviatan-odparła Ariena.
-tylko po co?-zapytał niepewnie Nicolas.
Niewiem, ale Leviatan oddal życie żeby się nam udało-łamiącym się głosem odpowiedział jej Grieve.
-jednego nie rozumiem-zaczęła mówić Riki, która do tej pory siedziała cicho.......
-Doprawdy tylko jednego, zadziwiasz mnie-zadrwiła z Yowai Ariena.
I po chwili czarodziejka leżała nieruchomo na ziemi z otwartymi oczami,ponieważ Riki ją sparaliżowała,ale nie na długo bo Alojzy szybko rzucił na Arienę przeciwzaklęcie:
-uspokójcie się wreszcie OBIE!!!-krzyknął Alojzy w stronę uśmiechniętej Riki i płonącej ze złości Arienie.
-Niech Yowai dokończy-powiedział Nicolas.
-a więc nie rozumiem tego, po co Leviatan mogąc otwierać czarne dziury oddał życie-mówiła Riki-przecierz mógł odesłać Argona tam gdzie jego miejsce.
-tak to żeczywiści dziwne-powiedzial Grieve.
-Ale zastanowimy się nad tym jutro bo jest już późno-zakończył rozmowę Alojzy i wszyscy poszli spać.

Następnego ranka nie rozmawiali jednak o Leviatanie i w ciszy wyruszyli razem w Mroczne góry. Szybko znaleźli jaskinię której szukali i równie szybko do niej weszli, jednak na jej końcu nic nie znaleźli:
-Nic tu nie ma!-Krzyknęła Riki.
-może to nie ta!-równiez krzyknęła Ariena.
-innej nie by....
-Głupcy-klotnie dwóch kobiet przerwał zxnajomy głos.
-LEVIATAN!!!-krzyknęli wszyscy chórem.
Żeczywiści to był Leviatan tyle że za nim stało czterech ognistych wojowników:
-po co ich tu przywlokłeś i...jak....ty-jąkała sie Ariena.
-jescze nie rozumiesz?-zadrwił leviatan z czrodziejki.
-TY ZDRAJCO!!!-ryknął najgłośniej jak mógl Grieve.
-Nareszcie ktos z was wykazal się spostrzegawczością-odparł Leviatan-ale teraz czas udać się na spoczynek......wieczny spoczynek...
                           

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #27 dnia: Luty 29, 2004, 02:02:43 am »
- Dlaczego....dlaczego nam to zrobiłeś? - zapytała Ariena zalana łzami
- moge wam powiedzieć, bo i tak zabierzecie tą tajemnicę do grobu- powiedział drwiącym głosem zdrajca-mam dosyć biegania od świata do świata z pomocą każdemu. Teraz chce władzy.......- w jego ręku pojawił się lodowy miecz- DO ATAKU POTWORY-krzyknął i razem z czterema demonami rzucił się na nich.
Alojzy,Riko i Ariena rzucali w demony najsilniejsze zaklęcia jakie znali. Nicolas i Grieve siekali wrogów wściekle swym orężem. Nasi bohaterowie zdawali się być w fatalnej sytuacji, gdy nagle rozległ się krzyk Leviatana. Spojrzeli w jego stronę....i ujrzeli energię wydobywającą się z jego ciała. Bezkształtne kłęby energii uformowały się w w smoka o błękitnych łuskach i białym spodzie brzucha. Oczy bestii zaświeciły, a Leviatan padł na ziemię
- Zdradziłeś mnie- powiedział ku zdumieniu innych smok-zdradziłeś swoje ideały, swoje cele........zdradziłeś dobro.....Nie jesteś godzien posiadania mojej siły.
Smok otworzył paszczę i jedną silną salwą energii zniszczył demony.
- hehehe- zaśmiał się ironicznie zdrajca, podnosząc sięz ziemi- myślisz, że wciąż jestem od ciebie zależny? Znajdę sobie silniejszego sojusznika i pokonam cię- wystawił rękę przed siebie i zdematerjalizował się w portalu.
- Kim jesteś? - zapytał zdziwiony Alojzy
- Jestem lodowym smokiem, którego niegdyś pokonał ten zdrajca i który zaoferował mu swoje wsparcie- odpowiedziała bestia-ale widzę, że popełniłem błąd. Tak........ale patrze w wasze serca i widzę, że jesteście dobrzy.........Wiem, że ten świat stoi na krawędzi zagłady i dlatego chcę ofiarować wam swoją pomoc
- co masz na myśli? - zapytał zniecierpliwiony Nicolas
- Ty młody wojowniku...........tak......... chcę, żebyś stoczył ze mną walkę.
- CO?? Przecież nie mam szans
-pokaż co umiesz- zagrewała go do walki reszta drużyny
-dobra...walczmy
Nicolas poryszał się ze zdumiewającą szybkością i unikał ataków smoka. W końcu potwór rzekł:
- wystarczy......teraz widzę, że jesteś gotowy......jesteś silny, więc ofiaruję ci swą moc. Oczyść umysł i przygotój się.....
Smok zamienił się w wielką smugę energii i \"wszedł\" do ciała Nicolasa. Przez chwilę ostre światło oślepiało wszystkich, ale po chwili ujrzeli swojego towarzysza całego i zdrowego (nie miał skrzydeł :D ) Na tyle jego bluzy widniała podobizna głowy smoka.
- jak się czujesz? - zapytali chórem
- czuję się naładowany........tak jakbym mógł zabić Argona jednym strzałem.
- no dobrze, ale gdzie mamy teraz iść? - Zapytała Riki
-czekajcie..........ten smok.....czuję jakby siedział w mojej głowie.....mówi, że mamy iść do miasta Kuzur-Atar........zobaczyć się z wyrocznią



P.S. Skoro ma to być niekończąca się historia, to weźcie się szybko do roboty i napiszcie ciąg dalszy                            
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline Yuzuriha

  • Dead Shadow
  • SemiRedaktor
  • *********
  • Wiadomości: 1742
  • Let's go together ... in to the darkness
    • Zobacz profil
    • http://www.deadshadow666.deviantart.com/
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #28 dnia: Marzec 05, 2004, 09:56:42 pm »
No dobra sprubuje dalej..................

- Do wyroczni?-zapytali wszyscy jednocześnie.
- Wszystkego dowiemy się na miejscu......-powiedział tajemniczo Nicolas.
Nastepnego dnia stali już u dołu schodów wyroczni,która znajdowała się na szczycie góry.
- Czy pozwolą nam wejść?-spytała niespokojnie Riki.
Nicolas ruszył pierwszy.
- Chodzcie za mną ......wyrocznia wszystko nam wyjaśni.-rzekł elf.
Ruszyli więc za nim.
- To będzie długa przechadzka...-pomyślał Alojzy.
Szli już dość długo każdy pogrążony we własnych myślach ale nagle zrobiło się bardzo ciemno.Arien która stała najbliżej Nicolasa zdążyła tylko złapać go za rękę i wszyscy rozpłyneli się w ciemnej otchłani.Obudziła się leżąc na ziemi w bardzo dziwnej komnacie.Nie było w niej drzwi ani okien,za to stało wielkie rzeźbione lustro oświetlone smugą światła z góry.Podeszła do niego powoli,a gdy dotkneła tafli nie odbiła jej ręki,za to zaczeła narszczyć się jak tafla jeziora do którego wrzucono kamień.Arien cofneła się.Po chwili jednak usłyszała czyjś głos.
\"- Tak będzie wyglądać twoja przyszłość jeżeli misja się nie powiedzie...\"-mówił głos.
Nagle lustro zaczeło ukazywać jakieś niewyraźne obrazy.Arien siedziała na środku pustkowia przytulając się do martwego ciała Nicolasa.
\"- Zostaniesz sama.....\"-rzekł nieznajomy głos.
- Nie to niemożliwe...-szepneła Arien ,a po jej policzkach spłyneły łzy.
Każdy widział inną przyszłość.
Nikolas widział że przegrywa z Argonem.Grevie został by zabity.Riki wzięto by jako więźnia,a Alojzy popełnił by samobujstwo, by uciec od Argona.Taka miała być ich przyszłość ,gdyby misja zakończyła się niepowodzeniem.
Po chwili jednak okazało się ,że znajdują się u bram wyroczni.
- No to mamy już z głowy przechadzkę.-powiedział troche żartobliwie mister Alojzy.
- Wyrocznia już na wasz czeka...-powiedział już troche bardziej znajomy głos.
Zza kolumny wyszedł zakaptużony człowiek.
- Chodzcie za mną.-powiedział
Arien otarła szybkim ruchem łzy których nikt nie zdążył jeszcze zauważyć.Weszli do środka.Sala w której się znaleźli była ogromna.Na suficie były przedziwne malowidła,kształt miał łuku podtrzymywany kolumnami.Witraże na ścianach były ogrome i przedstawiały jakeś wydażenia.
W połowie drogi Arien się zatrzymała.
- Przepraszam was ale........czy pozwolicie mi na chwile porozmawiać sam na sam z Nicolasem?-spytała niepewnie czarodziejka.
Wszyscy popatrzeli na nią pytająco.
- Idzcie my tu na was poczekamy.-rzekł Alojzy.
Arien wzieła Nico za ręke i poprowadziła w strone tarasu.
-Za chwilę wrucimy.-zdążył jeszcze powiedzieć Nico.
Arien oparła się o poręcz balustrady z tąd był piękny widok na wszystko do okoła.(niepamiętam jak to coś od balkonu się nazywało).
- Czy coś się stało Arien?
Milczała przez chwilę.
- Jesteś moim przyjacielem..-zaczeła.- niechciała bym aby ci się coś stało....-spojrzała na niego.-.......wyrocznia pokazała mi twoją śmierć,przyrzeknij mi że tak się nie stanie,że nie dasz się zabić Nicolasie nie chciała bym znowu zostać sama ... ty jeden mi pomogłeś gdy moji rodzice zgineli.......
Nicolas położył ręke na jej ramieniu.
- Przyżekam ci że nie dam się pokonać Argonowi bo to ja go pokonam.-powiedział bardzo poważny Nicolas.
Arien delikatnie się uśmiechneła odgarniając włosy z twarzy.
- Chciała bym ci coś dać.-powiedziała ściągając wisiorek i założyła go Nicolasowi na szyję.
- Dostałam go od mojej matki gdy byłam jeszcze mała.....chronił mnie przed złem....teraz ja daje go tobie niech on chroni cię gdy mnie nie będzie w pobliżu.-powiedziała Arien.
- Dziękuje ci Arien.-uśmiechnoł się do niej.- wróćmy teraz do reszty grupy bo czekają na nas.-dokończył.


(Tak na marginesie........ może czepiam się szczegułów ale te szczeguły mnie irytują i mam nadzieje że nikt się za to nie obrazi...............A więc co do imienia Arien.......ono się nie odmienia.Więc proszę nie pisać więcej Arieny czy Ariena...........po drugie i ostatnie pisze się Grevie......więcej nic nie mam do zażucenia ..................nie piszę tego po to abyście wszystko poprawiali tylko po to aby nie robić błędów na przyszłość......)                            

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #29 dnia: Marzec 08, 2004, 04:53:39 pm »
skoro czepiamy się odmiany imion, to może zaczniemy czepiać się błędów ortograficznych i gramatycznych   :-?   ?? Wkażdym razie trzeba coś dodać:

Arien i Nicolas wrócili do swych przyjaciół a zakapturzony człowiek doprowadził i do wielkich dzwi znajdujących się na końcu sali. Drzwi otworzyły się. Nasi bohaterowie przeszli przez nie i znaleźli się w pokoju, który wydawał się nie mieć ani początku, ani końca......wydawało im się, że są w jakiejś niezmierzonej przestrzeni. Nagle przed nimi wyłoniła się zakapturzona postać. Mimo, że kaptur nie był tak długi, żeby zakryć twarz, to twarz tajemniczej postaci zdawała się być ukryta w nieprzebranej ciemności.
- chcecie poznać przyszłość, prawda? - odezwał się dziwnie odległy głos
- smok kazał nam się tu pojawić - pwiedział Nico stanowczym tonem
- tak.......wiem......chcecie pokonać Argona.......sprzymierzeniec was opuścił...myślicie, że zdradził.....ale dalekie zdradzie były jego zamiary....przekazał swą moc jednemu z was....ale wróci i zabierze co do niego należy.....wy....musicie się spieszyć...sojusznika wkrótce znajdziecie.....ale musicie znależć legendarne broni.......każda kraina jednej broni strzeże....tylko z nimi Argona pokonacie.........-zakończył swą przepowiednie dziwny głos
Drzwi otworzyły się a nasi bohaterowie zbierali si do wyjścia gdy głos przemówił jeszcze raz
-.....ty młody wojowniku...musisz ujarzmić siłę smoka.......a wy dzielni bohaterowie podążajcie razem z nim w góry przeznaczenia.....tam artefakt znajdziecie......ale strażnika pokonać traeba....ktoś z was zginąć może......ale jeśli tak....to pamiętajcie.....sojusznik pomoże wam........lekarstwo zna on na śmierć......idżcie już .......czasu mało macie..........
pożegnani tym śmiertelnym akcentem bohaterowie opuścili mury świątyni i zaczęli swą wędrówkę ku przeznaczeniu.....
                           
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline Siergiej

  • Last Hero
  • **********
  • Wiadomości: 2544
  • Idol Tanta
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #30 dnia: Marzec 08, 2004, 08:21:07 pm »
tero jo
szli i szli aż w koncu bohaterowie znaleźli się u stóp gór przeznaczenia, ich zaśnieżone szczyty siegały ponad chmury. Gdy mieli zacząć się Nicolas powiedział:
-Nie możemy iść wszyscy razem.
-Czemu?-odrzekli churem pozostali.
-Smok tak mi mówi-padła odpowiedź Nica.
-Ale przecierz wyrocznia mówiła że masz go...
W tym momencie piątkę naszych bohaterów otoczyła zgraja żywiołaków wody z dowódcą w postaci lizard-mana (chyba wszyscy wiedzą co to a jak nie to jest jaszczurka-humanoid) :
-Oddajcie kawałek TM albo zossssstaniecie zabici w imię wielkiego Argona-sssssyknął Lizardman :D
-NIGDY :!:  :!:  :!: -ryknęli jednocześnie herosi.
-ja biore TM a wy resztę-krzyknął jaszczur do swoich żywiołaków.
Żywiołaki otoczyły 4 herosów, a na boku zacięcie walczyli na miecze Grevie i Lizardman. W pewnym momencie z ramion Nicolasa wyrosły skrzydła takie jakie miał Leviathan i zaczęły go unosić, widać było że nie ma nad niemi władzy, a w dole coraz gorzej radzili sobie jego przyjaciele. W pewnym momencie Nico przypomniał sobie słowa wyroczni, która mówiła że musi ujarzmić smoka.
W tym momencie zamknął oczy i po około 2 sekundach znów je otworzył, zleciał nad walczących przyjaciół i powiedział \"Cold cloud\". Natychmiast pojawiła się dziwna mgiełka, która zamroziła żywiołaki. Następnie Nicolasa podleciał do Lizardmana i Grevie\'a i uciął głowę temu pierwszemu. Gdy wylądował bezproblemow reszta drużyny podbiegła mu podziękować.                            

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #31 dnia: Marzec 09, 2004, 09:10:39 am »
Po skończonej walce skrzyła u Nicolasa zdawały się zanikać. Bohaterowie wędrowali dalejpodążając prosto przed siebie
 - wiecie co - zaczął Alojzy - zastanawia mnie ta przepowiednia....
 - co masz na myśli - spytała Arien
 - głos powiedział nam, że sprzymierzeniec nas opuścił, ale nie zdradził.....ciekawe co to znaczy...
 - może chodziło o Leviatana? - zapytała Arien
 - dla mnie zdrajca zawsze będzie zdrajcą - wtrącił chłodno Grievie - przecież widzieliście, jak nas atakowwał. Poza tym nawet smok uznał go za zdrajcę.....
 - możliwe - odpoweidział Alojzy - ale kiedy z nim walczyliśmy to wydawało mi się, że on nie chce nas zabić.....może to była tylko gra.....może chciał przeniknąć w szeregi Argona i zdobyć jakieś informacje.....sam nie wiem co o tym myśleć....
 - a ty co o tym myślisz Nicolasie ? - spytała Arien
Nico nic nie odpowiedział. Przyśpieszył kroku i wydawało się, że nie chce poruszać tego tematu. Nasi bohaterowie zbliżali się do wielkiej groty
 - to chyba tutaj - pomyślał Nico - ciekawe co tam znajdziemy?
Bohaterowie weszli do groty. Szli dość długo, aż w końcu doszli do wielkich marmurowych dzwi.
 - marmurowe dzwi? TUTAJ??? - powiedział pytającym głosem Grievie
 - nie czepiaj się drobiazgów, tylko wchodź do środka
 - ładny mi drobiazg - pomyślał Grievie
Cała dróżyna weszła do środka. Byli w obszernym pomieszczeniu, którego ściany zdawały się nosić ślady wielu bitew. Przed nimi stał pidestał z jakimś dziwnym przedmiotem. Podeszli bliżej...i nagle drzwi zatrzasnęły się, a zamiast piedestału pojawił się wielki i ochydny potwór. Miał ghłowę psa i  4 ręce i w każdej trzymał jedną z 4 broni: miesz, topór, młot i maczugę.
 - nie jesteście pierwszymi, którzy chcą zabrać mój artefakt. Musicie mnie zapić aby go wziąć - powiedział krótko, aczkolwiek rzeczowo potwór
Nicolas, używając swych nowo zdobytych skrzydeł niszczył górną część potwora, unikając przy tym zwinnie jego uderzeń. Grievie siekał monstrum od dołu, a trójka czarodziejów wspomagała wojowników. W poewnym momencie Nico został trafiony potężnym udeżeniem wielkiego młota. odrzuciło go tak, że zatrzymał się dopiero na ścianie. Grievie widząc trafienie Nicolasa zawachał się na chwilę, a po twór natychmiast wykorzystał to i zatopił w nim swoje ostrze. Grievie krzyknął z bulu i opadł bezwładnie na ziemię. Nicolas, który pozbierał się z ziemi poczuł, że przebiega po nim fala gniewu. Krzyknął w wściekłości, a resszta przyjaciół, która zdążyła już odciągnąć ciało nieżywego Grievie\'a ujrzeli, że wokół Nicolasa zaczęła pulsować aura. Jego oczy zaczęły emanować dziwny błysk, a na włosach pojawiły się błękitne pasma.
 - ZAPŁACISZ ZA TO CO ZROBIŁEŚ - ryknął Nicolas.
Jego ostrza zamieniły się w słupy energii, a on sam biegł w stronę potwora...w pewnym momencie wyskoczył w powietrze i przecięł potwora swoimi mieczami. Pocięte monstrum upadeło bezwładnie na ziemię, a zamiast jego ciała znowu pojawił się piedestał. Nico zdawał się wracać o normalnej postaci. podbiegł do opłakujących śmierć Grievie przyjaciół
 - czy on... ?
 - tak - odpowiedziała zrozpaczona Arien - Już nic nie możemy zrobić
Nicolas nie czuł się jakby go stracił. przypomniał sobie co mówiła wyrocznia.
 - sojusznik zna lekarstwo na śmieć... - pomyślał Nico - więc trzeba go szybko znaleźć. Nagle uświadomił sobie, że na piedestale, który się pojawił może być coś co im pomoże. Podbiegł do piedestału i zobaczył.......



No to panowie i panie....resztę pozostawiam waszej inwencji twórczej. Liczę na was                            
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline Yuzuriha

  • Dead Shadow
  • SemiRedaktor
  • *********
  • Wiadomości: 1742
  • Let's go together ... in to the darkness
    • Zobacz profil
    • http://www.deadshadow666.deviantart.com/
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #32 dnia: Marzec 10, 2004, 07:20:50 am »
......bardzo dziwnie wyglądający przedmiot.Mianowicie była to bransoleta w której znajdowało się miejsce na brakujący kamień.Nico wyciągnoł po nią ręke ale barjera ,która ją osłaniała odrzyciła go.
- Ty nie możesz jej wziąść...-powiedział znajomy głos.
I nagle z półcienia wyłoniła się postać.
- LEVIATHAN!!!! -krzykneli pozostali.
Nico wyciągnoł w jego stonę swoje ostrza.
- Co ty tu robisz zdrajco!!!Przyszedłeś nas śledzić???!!! -wykrzyczał Nico,który jeszcze nie ochłonoł z emocji jakie przed chwilą przeżył.
Leviathan spojrzał w stronę nieżywego Grevie\'a.
- Nie...przyszedłem wam pomuc. -odpowiedział.
- Jak to? -niedowierzał Nico.
- Już nie pamiętasz słów wyroczni...tylko ja znam lekarstwo które może zwrucić mu życie....-powiedział lodowy demon.- tylko ja...bo w moich żyłach płynie krew smoków.-dokończył.
Nicolas schował swoje miecze i spuścił wzrok.
- Pamiętam.-odrzekł kródko.
Lodowy demon podszedł do nieżywego Grevie i Riki która go trzymała.Spojrzała na niego zalana łzami,jej makijaż nie był już taki ładny jak na początku cały się rozmazał.Leviathan przyklękł przy nich.Wyciągnoł sztylet i przecioł nim skurę koło nadgarstka.Krew zaczeła się sączyć z nowo powstałej rany wprost na śmiertelnie zadaną ranę Grevie\'a.Nagle zaczeła syczeć i zaskepiać się,aż powstała blizna.Grevie powoli otworzył oczy.Riki która nie mogła dłużej się powstrzymać uścisneła Grevie.
- Dziękuję.-szepneła.
- Leviathan!!!Co on tu robi? -wyksztusił przerażony Grevie.
- To nie tak.Leviathan jest po naszej stronie ...on cię uratował.-wyjaśniała Riki ocierając łzy.
- Udało mi się dowiedzieć paru informacji o Argonie -powiedział w końcu Leviathan.- Ale musiałem uciekać przypłacając to utratą jednego skrzydła...ale tym się tak bardzo nie przejmuję za jakiś czas odrośnie(pamiętacie kwestię z Komurczakiem :wink: )
Dopiero teraz wszyscy to zauwarzyli.
- Umieścił on \"Night Suna\" w pierścieniu ,który ciągle nosi przy sobie...trudno będzie go odzyskać.Wie że szukacie artefaktów ...wymusił od wyroczni prawdę i nakazał Sajrusowi aby znalazł czterech wojowników,którzy mają was zniszczyć.Sajrus ma zostać ich dowudcą.Dlatego jak najszybciej musiny znależć pozostałe części kamienia i artefakty.-dokończył Leviathan.
- Ale przecież prubowałem wziąść artefakt i wtedy...-tłumaczył Nico ale Leviathan wtrącił mu się w słowo.
- Nie mogłeś go dotknąć gdyż nie był on przeznaczony dla ciebie...tylko Grevie może go wziąść bo on posiada pierwszą pasującą część.Tak jak pięć części kamienia tak stworzono pięć artefaktów dla pięciu bohaterów...Każdy posiada inny........ty Grevie miecz i tarczę, które ukryte są w tej bransolecie.Łuk przeznaczony jest dla Arien...różdżka dla pana Alojzego...para kastet dla ciebie Riki.Natomiast dla ciebie Nicloasie dwa sejmitary......każdy z was posiada jedną przeznaczoną mu broń która może zniszczyć Argona.-zakończył Leviathan.
- Więc co mam zrobić?? -spytał Grevie.
- Smok mówi,że musisz włożyć kamień do bransolety...-powiedział Nicolas.
Grevie podszedł do piedestału na ,którym leżał artefakt i wsadził kamień do bransolety, jego ochronna barjera nie odrzuciła go jak Nicolasa,za to rozjaśniła sie bardzo jasnym blaskiem.Przez chwilę oślepił naszych bohaterów ale po chwili ujrzeli Grevie\'a w złotej poświacie,trzymającego w dłoniach złoty miecz i tarczę,a na prawej ręce widniała juz pełna bransoleta.Miecz wraz z tarczą zniknoł tak jak się pojawił, za to bransoleta jaśniała wciąż takim samym blaskiem.Grevie zszedł z piedestału do swoich przyjaciuł.
- Teraz na pewno zniszczymy Argona.Musimy jeszcze tylko znależć resztę kamieni. -uśmiechnoł się do nich.


(sorki za poprzedni tekst z imionami niechcałam wyjść na mądrale ...ale powiedzcie sami czy było by wam przyjemnie gdyby ktoś zmieniał lub przekręcał wasze imiona???)                            

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #33 dnia: Marzec 10, 2004, 04:16:51 pm »
Nasi bohaterowie opuścili grote i poszli przed siebie. W pewnym momencie Nicolas zaczepił Levathana:
 - Hej, mogę cię o coś spytać?
 - nie ma sprawy. O co chodzi?
 - Skoro ta cała zdrada bła na pokaz, to dlaczego oddałeś mi swojego smoka?
 - ujme to tak...każdy może ujarzmić i zamknąć w sobie jakiś rodzaj bestii.....ja mogę władać mocą smoków i zauważyłem, że ty też masz taką umiejętność..... musiałem sprawdzić, czy poradzisz sobie z tym smokiem
 - no dobrze, ale dlaczego mi go oddałeś i pozbawiłeś siebie tej mocy ? Poza tym skoro artefakty przeznaczone są dla bohaterów, którzy mają uratować świat, to dlaczego powiedziałeś, żę jest ich pięć........przecież nas jest sześciu.......
 - po pierwsze to ja nie jestem z tego świata.....tak na prawdę to nie mam miejsca, w którym mógłbym zamieszkać...wole podróżować.......a poza tym ja już mam swój artefakt. - mówiąc to pokazał mu sznurek, na którego końcu znajdował się duży kamień wyglądem przypominający szmaragd, ozdobiony złotym obramowaniem. - nazywa się Oko Smoka . Nie tylko daje mi siłę, ale także możliwość zamykania w nim mocy różnych smoków, które pokonam. Dlatego w moim ciele nadal jest ten smok co zawsze w nim był......a ty masz duszę jednego z tych które ujarzmiłem.....
Nagle do rozmowy wtrąciła się Riki:
 - no dobra to teraz możecie mi powiedzieć dokąd idziemy?
 - nie ma obaw - powiedział Leviathan - idziemy tam gdzie diabeł mówi dobranoc....czyli do miasta cienia
 - chyba ci na mózg padło - oburzył się Grievie - przecież tam aż  roi się od zombie i od innych szumowin
 - no to pomyśl może troche to co masz na ręce - Leviathan wskazał na branzoletę to artefakt światła. Ułatwi nam przejście przez miasto umarłych.......teraz trzeba zdobyć artefakt mroku......
Nasi bohaterowie poszli dalej, a nicolas zagadnął Leviathana jeszcze raz:
 - mam jeszcze jedno pytanie. Tam w jaskini, jak ten potwór zabił Grivie\'a...coś się ze mną dziwnego stało....
 - właśnie wtedy osiągnąłeś drógi poziom mocy. To wielkie zdenerwowanie wyzwoliło w tobie odpowiednią siłę . Teraz musisz nauczyć się kontrolować przemianę
 - A ile jest poziomów mocy ? - zapytał Nico
 - są cztery....może już niedługo będziesz miał okazję się o tym przekonać.....
Nasi bohaterowie skończyli rozmowę i rozpoczęli wędrówkę do miasta cieni.....


no to teraz jak zawsze reszta należy do was                            
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline Yuzuriha

  • Dead Shadow
  • SemiRedaktor
  • *********
  • Wiadomości: 1742
  • Let's go together ... in to the darkness
    • Zobacz profil
    • http://www.deadshadow666.deviantart.com/
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #34 dnia: Marzec 11, 2004, 03:58:40 pm »
Nasi bohaterowie mieli już za sobą kawałek drogi,gdy nagle zerwał się bardzo silny wiatr.Ujrzeli przed sobą kobietę przynajmniej tak sie im wydawało,która unosiła sie w powietrzu.
- Miło mi poznać moich przeciwników.Jessssstem Karmen.Jednyą z wojowników Argona...-na te słowa drużyna wyciągneła swuj oręż.- Widze że jednak będe mogła ssssię troche zabawić...przbyłam tu po artefakt i nie odejde besss niego-powiedziała swoim wężowym głosem.
Kobieta była ubrana w czarną obcisłą skurę i wysokie buty.Czarno-krucze włosy upięte były w wysoki koński ogon,oczy natomiast nie były ludzkie a raczej wężowe.Prucz tego styłu ukrywał się wijący długi wężowy ogon.
- Jednak nie myśśślcie że będzie tak łatwo.-uśmiechneła sie pokazując kły.
Strzeliła z bata który miała przypięty do pasa,a z niego ukazała sie chmura czarnego dymu ,która zaczoła przybierać jakieś dziwne kształty aż naszym bohaterom ukazała się wielka czarna pantera.
- Poznajcie Shadown...-powiedziała.
- Riki -szepnoł do niej Leviathan.-czy wiesz gdzie znajdują się pozostałe części kamienia??
- Tak .....ale co ty kombinujesz.-spytała.
- Grevie to może być niebezpieczne ale spruję...wy zajmijcie sie nią,a ja z Riki odnajde resztę kamieni...-rzekł lodowy demon.
- Co masz na myśli?! -zdziwił się Grevie.
- Przeniose sie dzięki mojej teleportacji tam gdzie znajdują się kamienie i przyniose je.-odpowiedział.
- Polecę z wami.-odrzekł Grevie.
- Nie! lepiej zostań.Tu będziesz bardziej potrzebny...zresztą nie dał bym rady wziąść was oboje.Gdy sam się przenosze to nie jest to dla mnie problem ale jeżeli chcę kogoś zabrać to trace przez to dużo energii.-sprzeciwił się Leviathan.
-Dobra ale bądzcie ostrożni.-powiedział Grevie.
- Jestes gotowa?-zwrucił się do Riki.
Odpowiedziała mu skiwnieniem głowy i po chwili już ich nie było.
- Widze że została was juz tylko czwórka...będzie to łatwa wygrana.-znów uśmiechneła sie szyderczo.
- Nie bądź tego taka pewna.-zagroził jej Grevie wyciągając z bransolety swój nowy oręż.
Zaczeła sie walka.Grevie zręcznie unikał ciosów Karmen ,która prubowała trafić go batem.Nicolas używając swojej mocy walczył zaciekle z panterą ,a Arien i Alojzy pomagali mu rzucając w nią zaklęciami.Pantera okazała się jednak trudnym przeciwnikiem gdyż zwinnie omijała strzały czardziejów jak i ciosy Nicolasa.
Za nasępnym ciosem Nicolas zbytnio się otsłonił ,pantera to wykożystała i udeżyła go ciężką łapą tak że kawałek odleciał.Następnie udeżyła Alojzego,który stał zbyt blisko niej.Odrzuciła go tak mocno że wylądował nieprzytomny na drzewie.Pantera zbliżała się w jego stronę.Arien nie wiedząc co robić rzuciła w nia dużym kamieniem i trafiła w jej wielki łep.Pantera się otrząsneła i teraz kierowała się w jej stronę.Arien z paniki nie mogła przypomnieć sobie żadnego sęsownego zaklęcia.Pantera skoczyła w jej stronę ,ale na całe szczęście czarodziejka omineła ją zręcznie i zaczeła biec w stronę lasu.Pantera pobiegła za nią.
Arien starała się biec jak najszybciej mogła,ale wciąż ścigała ją czarna pantera.Nagle dziewczyna potkneła się o wystający pień drzewa i przetoczyła na bok.Teraz nie miała żadnych szans ucieczki pantera stała na przeciwko niej.Czarny cień zbliżał sie do niej coraz bardziej i kiedy miał na nią skoczyć ktoś wyleciał zza drzew i przebił ja na wylot mieczem.Pantera zawyła z bulu i rozpłyneła się jak czarna mgła.
- Nic ci się nie stało Arien?-zapytał znajomy głos.
Arien podniosła wzrok.
- To ty Nicolasie.......nie tylko najadłam sie strachu.....-odpowiedzała drrzącym głosem.
Nico przykucnoł koło niej.
- Już dobrze pantera znikneła.-pocieszał ją.
- A co z miser Alojzym..?-spytała ocierając napływające łzy.
- Jest cały....-odpowiedział.
- Ach Grevie przecież  wiąż walczy z tą dziwną kobietą...powinieneś mu pomuc...
- Napewno.Mam cię tu samą zostawić.-wachał sie Nico.
- Tak ...zaraz się pozbieram i do ciebie dołącze.-odpowiedziała mu.
Grevie wciaż zaciekle walczył z demonicą,ale ona nadal nie dawała za wygraną.
- Widze że już sssłabniessssz złociutki...no nic sama sobie z wami poradzę ssskoro moja Shadown zawiodła.-powiedziała znowu na swój sposób demonica.
- Gdzie oni są powinni już wrucić z kamieniami.-pomyślał Grevie.
- Hahahahahaaaa juz niedługo artefakt będzie muj....-niezdążyła dokończyć i ledwo uszła z życiem unikając dłudich pazurów Leviathana.
- Widze że jednak zdradziłeś nas Leviathanie sługo Argona.-powiedziała zaskoczona Karmen.
- Nigdy nim nie byłem moja droga.-odpowiedział jej chłodno lodowy demon.
- Hmmm.....z tobą sobie ssssama nie poradzę,ale obiecuje rewanżżżżżżż.....wkródce znów się zobaczymy i tym razem nie będzie tak łatwo...-powiedziała demonica i znikneła w czarnej mgle.
- Uf...przybyliście w samą porę.Macie wszystkie części "Twilight Moon"?-spytał już trochę zmęczony Grevie.
- Tak -odpowiedziała Riki.-przynajmniej o jedno możemy być spokojni,że Argon ich nie zdobędzie...
- Masz racje.-powiedział Nicolas wychodząc z zarośli, za nim szła Arien ze spuszczoną głową.
- Zostały jeszcze tylko cztery artefakty:naszyjnik ciemności,pierścień wiatru,diadem ognia i klamra wody(taka do paska jakby się kto pytał)-rzekł Leviathan.
- Naszyjnik należy do ciebie Riki,następny jest pierścien Alojzego,diadem Arien i klamra dla Nicolasa.-dokończył.
- Teraz gdy mamy już kamienie musimy uważać na sługusów Argona..-powiedział mister Alojzy poprawiając pękniete okulary.
- Nawet bardzo ,nigdy nie wiadono..-Nicolas jednak nie dokończył zaczętego zdania i padł na ziemie nieprzytomny.


Reszta należy do was.....
« Ostatnia zmiana: Marzec 11, 2004, 07:02:00 pm wysłana przez YUzuriha »

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #35 dnia: Marzec 12, 2004, 01:25:08 am »
- Nicolas, co ci się stało? - zapytała drżącym głosem Arien
 - myślę, żę nic mu nie jest...walczył tak zaciekle, że padł ze zmęczenia.
Po pewnym czasie Nicolas się obudził
 - co się stało? - zapytał na wpółprzytomny
 - straciłeś przytomność, ale nareszcie dochodzisz do siebie - odpowiedział mu Alojzy
 - a czy mógłbyś oświecić nas i powiedzieć kim była ta Karmen, Leviathanie? - zapytała Riki
 - bo widzisz, Argon ma oddział swoich wyborowych wojowników.  Szóstka najlepszych z nich, to jego generałowie. Ta cała Karmen, to właśnie jego generał.
 - już sięcieszę...nawet nie wiecie jak bardzo - powiedział dość cynicznie Grievie
 - nie ma się czym martwić, przecież na każdego z nas przypada tylko jeden super wyszkolony, super silny, obdarzony silną mocą, wyborowy wojownik - odpowiedział Leviathan
 - aleś mnie pocieszył....nie ma co - odpowiedział jeszcze bardziej pesymistycznym głosem Grievie
 - nie chcę się wtrącać, ale przecież mieliśmy iść do miasta cieni. Czy ktośwogule wie gdzie to jest ? - przerwała kłutnię Riki
 - jakby nie było to jest to tylko dzień drogi z tąd......a może aż dzień drogi - odpowiedział pesymistycznym głosem, który już zaczął mu wchodzić w nawyk Grievie.
Nasi bohaterowie wędrowali dalej, aż nagle na ich drodze stanęła wysoka dziewczyna. Miała jasne, długie blond włosy, krótką spudniczkę i dość dziwnie wyglądającą bluzę, na której tyle widniała podobizna głowy tygrysa. W ręku trzymała włócznię zakończoną ostrzami po obu stronach.
 - Witaj bracie- powiedziała dziewczyna
 - a więc znowu się spotykamy - odpowiedział chłodno Leviathan
 - czemu nazwała cię bratem - zapytała zbita z tropu Riki
 - no pomyśl...skoro tak mnie nazwała, to znaczy, że jest moją siostrą.......aprzynajmniej była. Już dawno przeszla na ścieżkę zła, ale nie myślałem, że przyłączy się do Argona....
 - mnie się tak łatwo nie pozbędziesz - odpowiedziała dziewczyna- ale ja łatwo pozbędę się ciebie
 - czy ty się Natalia nigdy nie nauczysz, że ze mną nie wygrasz
 - zaraz się przekonamy
 - a wy się nie wtrącajcie. To sprawa "rodzinna" - powiedział Leviathan i ruszył do boju
Włócznia wroga zdawała się być naładowana prądem, gdyż podczas walki sypały się z niej błyskawice. "Rodzeństwo" walczyło zaciekl, a ich oręż krzyżował się ze sobą. Waka nabierała szybkości. W pewnym momencie dziewczyna odskoczyła, a w stronę Leviathana pomknął grom z nieba. Lodowy demon cofnął rękę do tyłu, a kiedy ją wyprostował wszyscy ku swojemu ździwieniu zobaczyli, żę piorun zamarzł
 - widzę, że nadal jesteś mocny
 - a ty nadal jesteś słaba - mówiąc to Leviathan, najwyraźniej znudzony walką , rzucił się na swoją siostrę i zanim ta zdążyła się zablokować zadał jej cięcie w brzuch. Dziewczyna zawyła z bylu i wiedząc, żę już nie wygra zdematerializowała się i wróciła do pałacu Argona
 - dlaczego nie powiedziałeś nam, że masz siostrę?
 - bo nie pytaliście, poza tym poco wam to wiedzieć.
 - ale ma w sobie duszę tygrysa... - powiedział kuździwieniu wszystkich Nicolas
 - a skąd ty to wiesz?
 - Leviathan i ja nosimy na plecach podobizny głów smoka i mieszkają w nas dusze smoków....ona ma na bluzce podobiznę głowy tygrysa, więc pewnie ma jego duszę...poza tym odkąd mam w sobie smoka jakoś widzę rożne rzeczy, których wcześniej nie dostrzegałem.....
 - widzę, zę bystry z ciebie obserwator - zażartował Alojzy
Po tych wydarzeniach nasi bohaterowie kontynuowali podróż do miasta cieni....
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline elfik_mog

  • Daredevil
  • **
  • Wiadomości: 188
  • ばか ばか ばか !!!
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #36 dnia: Kwiecień 28, 2004, 06:27:37 pm »
Fajnie wam idzie. Miło i szybko się czyta.
Piszcie dalej (może też coś kiedyś wam skrobne jak będe miała chętke :D )

.:EDIT:.
Dobra nabrałam ochoty (długo czekaliście?) ;)



Nasi bohaterowie wędrowali kolejny dzień. Trwał skwar, spiekota. W sumie nic dziwnego, bo to lato. Byli oni już zmęczeni swą wędrówką.Cieszyli sie z jednego: że od prawie jednego dnia nie napadły na nich żadne siły zła, oraz tym podobne. Pomyśleli więc, iż po tak długiej podróży, przyda się im choc odrobina odpoczynku Postanowili więc zrobć sobie postój w przydrożnej, przypadkowo napotkanej knajpie.
Była to typowa, przydrożna knajpa, w której można było nie tylko zdrowo pojeść, ale też zamówić nocleg, w pokojach będących na piętrze tegoż budynku.
Dzisiejszego dnia knajpa była pełna. W środku niej trwał gwar. Wielu wojaków, kupców oraz wędrowców było tu teraz. Siedząc najczęściej nad kuflem piwa dyskutowali o czymś żywo.
Alojzy z kompannią z wielka trudnością znależli wolny stolik przy którym usiedli.
Z miejsca zamówili pożądne jedzenie, oraz piwo dla wszystkich, oprócz Nikolasa, który gustował raczej w miodach pitnych. I tak siedząc i jedzac, dyskutowali o tym co dotyczczas osiągneli, os wojej misji.



Może być (tzn czy się podoba?) :unsure:


Uwaga na przyszłość edytuj ssswoje posssty i wpisssuj tak jak ja to zrobiłem ;)
« Ostatnia zmiana: Kwiecień 28, 2004, 08:00:36 pm wysłana przez Marvell »

MATURA TO BEZEDURA^^'

Offline Siergiej

  • Last Hero
  • **********
  • Wiadomości: 2544
  • Idol Tanta
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #37 dnia: Kwiecień 30, 2004, 03:30:25 pm »
dyskutowali tak pzez jakieś pół godziny, gdy w pewnym momencie do tawerny wpadli żołnieże zombie i kazali wydać mister Alojzego pod groźbą spalenia tawerny i zabicia wszystkich obecnych. Nie trzeba było nikogo wzskazywać Alojzy wstal sam i podszedł do kapitana żolnierzy-zombie. Mag powiedział do swojej ekipy by zostali na miejscach bo on się wszystkim zajmie. Podeszedł do kapitana nieumarłych i przemówił:
-czego chcesz?
-ciebie Alojzy, ciebie
-he...he....no cóż od chcieć do móc jest daleka droga
-przekonamy się!!!-ryknął rycerz-undead i wyciągnął swój miecz
W tym momencie pojawił się oślepiający blysk i wszyscy usłyszeli straszny huk. Gdy wszystko się uspokoiło zombiech już nie było. Zabrzmiały brawa wszystkich gości tawerny, którzy do tego czasu szidzieli ze wsztrzymanymi oddechami. alojzy ukłonił się, przywołal swoją kompanię i wyszedł razem z nią.

                                ***

W tym momencie wkraczali do strasznego miasta cieni. Było opustoszałe i zniszczone. Przed wielką bramą staneli i było widać że są zdenerwowani. Chcieli to ukryć, ale sie nie dalo, oni się bali. w koncu weszli z Leviathnem na czele. Szli w ciszy aż w końcu wyskoczyły na nich ze wszystkich stron hordy nieumarłych. przez chwilę odpieraloi ich ataki, ale było ich zbyt dużo. Byli pewni że przegrają gdy usłyszeli zimny, pewny glos:
-Dośc!-powiedzial z góry głos-My się nimi zajmiemy...ODEJŚĆ- w tym momencie bohaterowie domyślili się że był to głos lewitującego Sayrusa, a wszystkie potwory zniknęły. Sayrus wylądował
-Czego tu szukasz?!-Ryknął Nico.
-Was-odparł Sayrus, do którego właśnie podeszla 5 pozostałych generałów.
-Po moim trupie-powiedzial Grievie
-Liczyłem że to usłysze-odpowiedział ironicznie Sayrus.
Obok Sayrusa (po prawej i lewej) stanęły Natalia i Karmen. Przy każdej stanąli faceci. Przy Karmen umięśniony, wyskoi, łysy facet z młotem i rudą długą brodą (przedstawiony przez sayrusa jako Ragham) , a przy Natalii blady ubrany w czarną szatę, chudy mag, z wielką laską (BEZZZZ SKOJARZEŃ PROSZĘ!!!!!!!!!) (przedstawiony jako Harin)

                 
reszta jest wasza              


 

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #38 dnia: Maj 04, 2004, 10:06:24 pm »
- To pięknie..... już po nas - rzekł na swój sarkastyczny sposób Grievie
- Ale przynajmniej nas nie zabiją - powiedział Alojzy
- jak to????? -  ździwiła się Riki
- Jeśli nas pokonają to zamienią nas w nieumarłych i dołączą do swoich legionów.... - odpowiedział Alojzy
- i to miało nas pocieszyć?
- nie. To miało was zmobilizować
Bitwa zdawała się nieunikniona. Zarówno źli jaki i dobrzy bohaterowie szykowali się do walki. W pewnym momencie Leviathan powiedział sam do siebie:
- pora wyciągnmąć ciężką artylerię......
- co masz na myśli - zapytał Nico
Właśnie w tej chwili na na rękach Leviathana pojawiły się dwa naramienniki (użyłem słowa "naramienniki" bo nie wiem jaki jest dokładny odpowiednik słowa "armlets". A co to Armlets, to chyba każdy wie) ciągnące się prawie od łokcia do dłoni. Wystawały z nich jakby potężniejsze, zdobione trzy pazury o długości 60 cm.
- co to jest - zapytał Nico
- tak jak ty zdobędziesz broń po zdobyciu swego amuletu, tak to co teraz widzisz to broń z mojego amuletu. Daje to dużo, ale nie wiem czy sobie poradzimy z w rogami....
- jakoś to będzie - dodała Arien.
Walka rozpoczęła się. Na początku Harin rzucił wielką kulą z czterech żywiołów. Alojzy chciał ją zatrzymać swymi czarami, ale był on bezsilny. W ostatniej chwili odbił ją potężnym uderzeniem Leviathan. Nikolas jak rozszalały walczył z sajrusem, Leviathan ze swoją znienawidzoną siostrą, Grievie próbował mierzyć się z Raghamem. Reszta miotała zaklęcia po polu bitwy. Pierwsza przytomność straciła Riki, trafiona potężnym zaklęciem Harina. Natychmiast spętały ją mroczne liny wystrzelone także przez niego. Następnie znokałtowany został Alojzy, trafiony gromem z nieba. Grievie padł nieprzytomny po trafieniu wielkiego młota. Syutuacja stawała się krytyczna. Zaklęcia Arien zdawały się być nieskuteczne, a Leviathan i Nicolas ledwo mogli unikać licznych ciosów przeciwników.
- wydaje mi się, że przegramy tę walkę - powiedział dziwnym tonem Nico
- nie możemy przegrać.
W pewnym momencie usłyszeli krzyk Arien, która spętana potężnym czarem osunęła się na ziemie
- NIEEEEEEEE!!!!!! - wrzasnął Nicolas, który zaczął czuć wzbierający w nim gniew. Ku zdumieniu wszystkich Cała ciemność miasta zaczęła nagle zbierać się wokół Nicolasa. Jego oczy stały się czarne, a jego włosy przybrały srebrno - czarny odcień. Potężny, nienaturalny ryk wydobył się z piersi Nicolasa, a ciemność zebrana wokuł niego zaczęła formować się i atakować przeciwników
- niemożliwe.... chyba że...... a więc to jest twoja prawdziwa moc... jestem pod wrażeniem - powiedział ,Leviathan, po czym uśmiechnął się i kożystająć z chwili gdy cienie atakowały wrogów rzucił w nich strumień  energi, nazwany przez niego Mortal Blast. Kończąc dzieło zniszczenia Nicolas wrócił do naturalnego stanu i osunął się na ziemię. Leviathan wyczerpany swoim atakiem patrzył jak piątka potężnych generałów ucieka ledwo żywa z pola walki. Jakiś czas później gdy bohaterowie ockneli się Leviathan wytłumaczył im, że zwyciężtwo było dziełem Nicolasa.
- Ale co ja takiego zrobiłem? - zapytał Nico niepewnie
- twój gniew wyzwolił twoją prawdziwą moc. Lód to była część mocy, którą ja ci dałem, ale nie myślałem, że twoim prawdziwym żywiołem jest ciemność. Jest to potężny żywioł. Rozwijaj go mądrze...... i muszę cię ostrzec: Uważaj, żeby nie pochłonęła cię ciemność. I jeszcze jedno. Musisz nadać kształt swojej mocy....
- co masz na myśli?
- cień, który przywołałeś był silny, ale nie miał formy. Musisz wubrać jedno stworzenie, które mogłoby nadać kształt twojej mocy i pokonać jednego przedstawiciela, najlepiej legendarnego tego gatunku. Ale na razie znajdźmy artefakt ciemności, który jak sądze mależeć będzie do ciebie.......

no to na razie tyle ..... tylko dopiszcie coś szybko dobrze ?
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline The_Reaver

  • Heartless Engineer
  • Redaktor
  • *********
  • Wiadomości: 2086
  • Dark Keyblade Master
    • Zobacz profil
Niekończąca się historia...
« Odpowiedź #39 dnia: Maj 05, 2004, 03:48:34 pm »
Toi ja coś wymyśliłem:

-Chwilę co jest z Arien - spytał Nico. Arien leżała nieprzytomna. Koło niej przykucał Alojzy sprawdzający tętno
-Żyje. Dostała mocno od Harina, ale nie wystarczająco by ją zabić - odpowiedział Alojzy
-to cud - odetchnoł Nico
Jednak niedługo po tym usłyszeli klaskanie. W kierunku grupy szedł mężczyzna w czarnym płaszczu z kapturem. Nieznajomy klaskał śmiejąc się przy tym.
-Hehehehehehe. HAhahahahahaha. Gratuluję wam pokonanie moich strażników. Zaimponowałeś mi Nicolasie tym Mortal Blow, ale ze mną nie wygracie.
Zatrzymał się. W końcu okrył kaptur, co wielce zdziwiło wszystkich szczególnie Alojzego. Mężczyzna miał twarz 40 latka i stalowo szare długie włosy. Dodatkowo odkrył lewy rękaw. Na ramieniu miał złotą branloletę z ciemno czerwonym kamieniem. To jeszcze bardziej zaszokowało Alojzego.
-Zaskoczeni, że mnie tu spotkaliście? O wybaczcie brak moich manier, pozwulcie, że się przedstawię. Jestem ciemny władca Argon.
-Sam Argon w końcu nas odwiedził - powiedziała Riki
-Hehehehehe. W końcu musiałem to zrobić. Wasze akcje dawały mi spore straty. Pora dać wam niezłą nauczkę. - rzekł Argon, po czym przyjał postawę do walki - daję wam pierwszy ruch.
Po tych słowach reszta drużyny (prucz wciąż nieprzytomnej Arien) wydobyła swoje bronie i ruszyła na Argona, ale nieważne jak się starali wszystkie ataki blokował mieczem, który miał ukryty pod płaszczem, zaś rzucane w niego czary udbijał niewidzialną tarczą.
-Czas już kończyć - odparł po kilku minutach Argon
Wtedy rzucił w Leviathan, Riki i Grieva czarami ogłuszającymi, które zrzuciły wszystkich z nóg.
Nico las widząc to poczuł ponowny przypływ gniewu, jak przed walką z Argonem, ale ledwie zaczął koncentrować energię Argon rzucił w niego podobne zaklęcie, ktore odrzuciło go trochę dalej niż innych. Alojzy na widok tego całokowicie osłupial.
-Jak nędznie słabi. I wy chcecie mnie pokonać? Nie ważne jak bardzo się będziecie starać nic mnie nie pokonana dopóki mam Night Sun.
-Tak szybko go opanował - powiedział zdrętwiały Alojzy
-Nie martw się twoi przyjaciele będą żyć. Zaklęcie tylko ich "lekko" ogłuszyło, ale to co dla ciebie mam raczej nie będzie miłe- po tych słowach Argon zaczął gromadzić energię w jego dłoniach, po czym zucił w Alojzego 2 pociski. Jeden zdołał odbić, ale drugi był zbyt silny. Odrzut zabrał go na kilka metrów. Przez chwilę Alojzy utrzymał przytomność. Wtedy Argon przemówił do niego
-hmmm jesteś silniejszy niż myślałem skoro przeżyłeś muj atak. Jak będziecie iść po ciemny artefakt powinniście znaleźć przy nim pewien preszent. Nie wziołem artefaktu, ale będzie coś jeszcze. Do następnego razu.
Potym Argon stworzył za sobą portal w który wszedł. Po jego zniknięciu Alojzy stracił przytomność.


Mam nadzieję, że to bedzie się wam podobać. Piszcie dalszą część, bo mi się to nawet podoba.
« Ostatnia zmiana: Maj 05, 2004, 04:21:49 pm wysłana przez The_Reaver »
I'm in Space!