Autor Wątek: Piwo  (Przeczytany 920 razy)

Offline Ignatius Fireblade

  • Berserker
  • ***
  • Wiadomości: 214
  • Ten, który bywa
    • Zobacz profil
Piwo
« dnia: Czerwiec 04, 2006, 08:22:00 pm »
Zapraszam do lektury shorta napisanego wczoraj :] Mam nadzieję, że wam sie spodoba :) Przyznam, że długie formy są dla mnie kapkę trudne... Daletgo trzeba czasem odpuścić :)

------------------------------------------------------------------------------------------------

Piwo
Autor: Piotr Szczeponik

   Lucyfer przeciągnął się, jęcząc z cicha. Chyba zasnął, podglądając własnych wyznawców. Powoli wstał z fotela. Drewniana podłoga zaskrzypiała rozdzierająco. Odgiął się do tyłu, wsłuchując się w chrupanie kręgosłupa.
   - Życzysz sobie czegoś, panie? – Jakub, jego jedyny sługa, zawsze wyczuwający potrzeby Lucyfera.
   - Piwa – jedno, pięknie brzmiące słowo, które niosło ze sobą ukojenie i szczęście. Lokaj stopił się z cieniem.
Diabeł potarł okrągłą twarz, starając się odgonić resztki snu. Która godzina? Pamiętał, że dziwna msza satanistów zakończyła się około czwartej nad ranem... W mordę, tak krótko spał... Nagle z głośników popłynęła kojąca muzyka... Beethoven. Taaak... tego mu było trzeba. Jakub zasłużył na kolejne tysiąclecie życia.
- Proszę, pańskie piwo.
Lucyfer wziął cudnie zmrożonego doga i przyłożył sobie do skroni.
– Kolejna ciężka noc? – Jakub spojrzał na diabła z politowaniem. – Nie dają panu spokoju.
- Obowiązki – Upadły Anioł przeczesał włosy palcami, upijając spory łyk z butelki. – Nie dam się więcej w to wrobić –mruknął. – Niech Abaddon się tym zajmie. I tak się tylko opieprza.
- Czego się pan dopatrzył? – Służący odebrał osuszoną butelkę.
- Niczego nowego – Lucyfer wzruszył ramionami. – Ci idioci robią dokładnie to, co zawsze. Krzyki, palenie jakichś książek, grupowy seks na cmentarzach i zabijanie siebie nawzajem... Za kogo oni mnie mają? Nekrofila?
- Nie wiem, proszę pana.
- Nie wiesz? – Diabeł łypnął złowrogo na Jakuba. – To ci pokażę. Może zrozumiesz więcej ode mnie – Gestem uciszył lokaja i ruszył w stronę portalu. – Przechodziłeś kiedyś przez to?
- Nie...
Lucyfer uśmiechnął się pod nosem, wwiercając się wzrokiem w chudego mężczyznę.
- Akurat... Człowieku... KŁAMSTWO TO JA!
- Tak...
- Od razu lepiej – Diabeł mrugnął do Jakuba, przepuszczając go przed sobą. – Zabiorę cię w dwa miejsca. Do różnych środowisk moich „czcicieli”. Zobaczysz, przez co muszę przechodzić.
Poczuli szarpnięcia w okolicach pępków i wszystko się rozmyło. Sekundy później uderzyli stopami o kamienną posadzkę jakiegoś budynku.
- To jeden z francuskich kultów – wyszeptał Lucyfer, pochylając się w stronę sługi. –Załóżmy to i możemy się wtopić w tłum – Upadły podał mężczyźnie tandetną, czarna szatę. Lśniła nawet w ciemności.
Niby jak mieli zlać się z otoczeniem w czymś tak obrzydliwym? Diabeł musiał wyczuć tok myśli sługi, bo jego twarz wykrzywił szeroki uśmiech.
 – To jeszcze nie koniec – Z kieszeni wydobył dwa wisiorki. Srebrne, czy może raczej sreberkowe, pentagramy...
- To konieczne?
- Przecież chcemy obejrzeć pokaz, prawda? Dziś mają mnie przywołać – Lucyfer parsknął śmiechem. Jakub zaczynał przeczuwać gdzie są...
Długi korytarz, oświetlany pochodniami, prowadził do ogromnej sali. Wypełniały ją złoto, klejnoty, drogocenne obrazy i rzeźby. Szczyt złego gustu zmieszanego                                  z kompleksami. Na samym środku stała grupka dwudziestu osób, ukrytych pod takimi samymi tandeciarskimi płaszczykami. Niczym sardynki, byli wtłoczeni w malutką przestrzeń. Jedyną, jaka pozostawała wolna od wystroju. Trochę wyżej, na specjalnym podeście, stał brodaty mężczyzna.
- Szef tego interesu – wyszeptał Upadły. – Widzisz tę szarfę z jedwabiu wyszywanego złotem? Oznaka ichniego biskupa
 Brodacz wygłaszał jakaś mowę, ale słowa nie docierały do dwójki gości.
- Gówniane nagłośnienie – rzucił Lucyfer, popychając sługę bliżej „wiernych”. Przynajmniej teraz mogli usłyszeć, co facet ma do powiedzenia.
- Módlmy się do pana naszego jedynego, Szatana! – ryknął brodacz, a dwudziestka gardeł mu zawtórowała.
- Brrr... – Lucyferem aż zatrzęsło. – Nienawidzę tego imienia.
Dalej potoczyły się słowa w dziwnym języku... Ni to łacina, ni greka. Lucyfer uśmiechnął się, a jego usta ułożyły się w słowa – to pewnie szatański.
Grupa otoczyła biskupa zwartym kręgiem. Ten przez chwilę stał, niewzruszony, po czym wyrzucił ręce w górę. Krzycząc zdania w „szatańskim”. Z narożników sali buchnął pomarańczowy ogień, osmalając sufit. Z góry spłynęło na maga światło, oświetlając jego sylwetkę. Chwila i było po wszystkim.
- Przypatrzyłeś się, Jakubie? Co o tym myślisz?
- Magia Chaosu, jedne z prostszych zaklęć – lokaj przeczesywał pamięć. – Właściwie, nazwa tego, to Sigil Popularności.
- Brawo. Widzisz, całe to bydło wierzy, że biskup zapewnił im dostatek, powodzenie            w interesach i moją przychylność.
- Cóż, widocznie przywódca ich nabiera.
-Mamy pierwsze dwie cechy. Ignorancja i głupota.
Nie trzeba było długo czekać na zakończenie mszy. Zdawała się tylko pełnić rolę formalnego wstępu do ostrej popijawy, połączonej z załatwianiem interesów. Jakub zrozumiał, dlaczego jego pan jest taki zniesmaczony. Nikt nie lubi być jedynie pretekstem.
- Wiesz – Upadły odezwał się po chwili gapienia się na podstarzałych biznesmenów              i więdnące kobiety. – Zaraz pokażemy im inną formę zabawy... Wzywali mnie, nieprawdaż? Zatem im się objawię.
Lucyfer przemienił się w opar mgły i w tej postaci wniknął w ciało biskupa, ale nie podjął działania. Czekał, aż wszyscy nie zbiorą się w sali jadalnej. Bogactwo potraw                     i napitków przelewało się przez stoły i kontuary. Tłuste świnie rzuciły się w stronę żarcia. Gdy brodacz chciał dołączyć do reszty, Upadły przejął inicjatywę. Używając ciała oszołomionego mężczyzny, zaczął kreślić w powietrzu okrąg, wpisując w niego odwrócona pięcioramienną gwiazdę.
- Przyzywam cię, diable! – biskup toczył pianę z ust, wywracając oczami. W końcu mocnym szarpnięciem skręcił sobie kark.
- Kto mnie wzywał?! – Lucyfer zmaterializował się na stole i  huknął zniekształconym głosem. – Kto ośmielił się wyrwać mnie ze słodkich objęć najgłębszych piekieł?!! – zeskoczył na podłogę, wbijając prowizoryczny trójząb w marmurową podłogę. – POŻEGNAJCIE SIĘ Z ZYCIEM, ŻAŁOŚNI ŚMIERTELNICY!!! – jego wyznawcy drgnęli        i zaczęli się obficie pocić. – Bu... – Lucyfer zamachał rękami, szeleszcząc peleryną. Dopiero wtedy stadko śmierdzących potem wieprzy runęło w kierunku wyjścia.
- To było konieczne? Mam na myśli zabicie dziadka - Jakub podszedł w kierunku Upadłego. Przypomniał sobie o płaszczu i zaczął się z nim mocować... Dwie minuty później usiadł na pobliskim krześle, zdyszany ciężką walką.
- Tak – Diabeł uciął dyskusję. - Aż się nie chce wierzyć. Taki bogaty bar,  a nie maja zwykłego piwa – Upadły pokręcił głową z dezaprobatą. Zdążył już wrócić do normalnej postaci. – Widzisz, z czym mam do czynienia? Banda snobów, którzy myślą, ze w ten sposób będą mieli większe powodzenie w interesach – Upadły ziewnął przeciągle. – ale nie czas na podsumowanie. Musimy odwiedzić jeszcze jedno miejsce – Znajome szarpnięcie                     i wylądowali na cmentarzu.
Noc w pełni, mgła spowijająca ziemię i, burzące ten cudny spokój, death metal. Kilka osób siedziało w kole, rysując coś na ziemi kredą. Gdy dwójka podróżnych podeszła bliżej, okazało się, że to pentagram.
- Myślisz, że to podziała, Rzeźnik? – jeden z grupy szturchnął sąsiada, podając mu butelkę piwa.  
- A czemu, k***a, miałoby nie?
- Bo wiesz, to tylko bujdy, nie?
- Jesteś z nami, Azathoth, czy nie, k***a?
- Przecież tu siedzę, ciulu... yyy... to jest Belialu.
- To git, jedziemy.
- Jakub, przypatrz się teraz tym – Lucyfer odezwał się w momencie, w którym tamci zaczęli mówić takim samym językiem, co snoby. – Idioci. Synowie bogatych rodzinek. Bez wykształcenia, bez ambicji, bez przyszłości. Chcą wyrwać dziewczyny na „szatana”, po czym je przelecieć i rzucić w cholerę. Oni nawet nie wiedzą co rysują – wskazał na pentagram. – Ich wersja chroni przed złem, a nie je przywołuje. Jeszcze te imiona... Rzeźnik, Azathoth, Belial, pozostała dwójka to Amon i Ra... Dlaczego? – Upadły podrapał się po głowie. – Bo nie mają pojęcia, że to jedno imię...
- Chwała Tobie, któryś jest Tum o zachodzie,
I Tobie, któryś jest Tum pełen zachwytu,
Podróżujący po niebiosach w łodzi
O zachodzącym Słońcu.
Tahuti stoi pełen chwały na dziobie
A Ra-Hoor czuwa u steru.
Przywołuję cię z Siedziby Dnia!"
- O! – Upadły pokiwał głową z uznaniem zaprawionym cynizmem. – Słowa z Liber Resh vel Helios, Crowleya. Szkoda tylko, że używają fragmentu ze zmierzchu, zwróceni na wschód, a o znaku zapomnieli zupełnie.
- Te, dziadygi, spierdalajwa stąd! – Cała piątka podniosła się z miejsc. – To zamknięte przyjęcie – Najprawdopodobniej gadał Rzeźnik.  
- Wzywaliście mnie, nie? – To zbiło ich nieco z tropu. Jednak po chwili jeden neuron odszukał drugi i ruszyli w kierunku Upadłego i Jakuba.
- Nie podskakuj, facet.
- Bo co? Zabijecie mnie? Głupie ciule.
- Brać go! – pięciu chłopaków rzuciło się na diabła, chcąc przydusić go do ziemi. Jednak on rozpłynął się w powietrzu, materializując metr dalej. Niebieskie oczy zabłysnęły ogniem a z rąk wystrzeliły czarne macki.
- Zabiorę was ze sobą! Wasze dusze są teraz moje!
- NIEE!!! – byczki pozbierali się z ziemi, uciekając przed siebie. Ze smrodu wynikało, że jeden zdążył narobić w portki.
- Jakub... Ta wycieczka była cholernym błędem. Czuję, jak mnie bierze migrena – Lucyfer zachwiał się, łapiąc za głowę. – Wracajmy do domu – szarpnięcie, chwila lotu                     i wrócili do punktu wyjścia.
- Co ty na to? – zagadnął Upadły.
- Cóż, wychodzi na to, że czczą pana snoby, partacze, nieudacznicy i pazerni kapitaliści.
- Nie zapominaj o faszystach, mordercach, okultystach, magach... Ale nawet wśród tego gnoju znajdzie się parę perełek – Diabeł mrugnął do lokaja. – Dla tej garstki, która potrafi pojąc reguły, warto jest patrzeć na śmiertelnych – rzucił, rozpierając się wygodnie              w fotelu.
- Ma pan racje.
- Wiem – Lucyfer roześmiał się. – Byłbyś taki miły i sprawdził co porabia konkurencja?
- Znaczy się góra?
- Dokładnie i, możesz...
- Przynieść panu coś? – Służący od razu powrócił do neutralnego, służbowego tonu.
- Piwo... Każdy ma jakiś nałóg – Lucyfer mrugnął do Jakuba. – Zastanawiałeś się skąd takie pojęcia o mnie? Wszyscy sobie wycierają mną gęby, interesy, bezcelowe życia. Czego mogą chcieć?
- Ośmielam się myśleć, że to wszystko jest spowodowane kryzysem wiary – Lokaj wynurzył się z cienia. Na tacy miał kolejna butelkę doga.
-Pewnie masz rację – Upadły odkręcił kapsel i wlał w siebie połowę butelki. – Ale jedno trzeba im przyznać... Robią niezłe piwo – Lucyfer uśmiechnął się do etykietki z psem. Popatrzył jak Jakub wychodzi i pogrążył się w rozmyślaniach. Czy to zbieg okoliczności, że dog, czytany od tyłu daje słowo...

qniec


 
Gdy rozum śpi, budzą się upiory.
Goya

Offline White_wizard

  • Keyblade Master
  • Weapon Master
  • *********
  • Wiadomości: 2242
  • A way to the Dawn
    • Zobacz profil
Piwo
« Odpowiedź #1 dnia: Czerwiec 05, 2006, 07:46:33 pm »
no, no. Trzeba przyznać że opowiadanko raczej zajebiste. Fajny koncept miałeś i ogólnie przedstawienie lucyfera w taki trochę "inny" sposób też jest raczej niesamowite.
W sumie mógłbym tu teraz napisać recenzję, albo wypowiedź na 10k znaków o tym jakie to opowiadanko jest fajne, ale nie chce mi się za bardzo, więc poprzestanę na tym co już napisałem. Great work, m'lord :F
You were born from nothing, you will turn into nothing. What have you lost? Nothing!

Offline Tantalus

  • Master Engineer
  • Redaktor+
  • ************
  • Wiadomości: 4470
  • Idol nastolatek
    • Skype
    • Zobacz profil
Piwo
« Odpowiedź #2 dnia: Czerwiec 05, 2006, 11:44:50 pm »
Niezłe, chociaż są pewne niedociągnięcia... za mało opisów i za krótkie to mimo wszystko.... można by było to jeszcze dopracować, ale źle nie jest. Powiem nawet, że jest bardzo dobrze.

Offline Tamaya

  • Wanderer
  • *******
  • Wiadomości: 931
    • Zobacz profil
    • http://www.tamaya.escarp.net
Piwo
« Odpowiedź #3 dnia: Czerwiec 07, 2006, 01:31:00 pm »
Zgadzam się z W_W ciekawie ci wyszło to przedstawienie Lucyfera.