Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Pokaż wątki - Sitheral

Strony: [1]
1
Kultura / Programy graficzne i wszystko co z nimi związane
« dnia: Lipiec 21, 2011, 08:38:29 pm  »
Można powiedzieć, że filmik jest trochę z dupy, hehe.
Ogarniam właśnie Corela i normalnie photoshop jest przereklamowany, tylko martwi mnie, że jak trzaskam szybsze krechy, to rysują się z opóźnieniem jak stąd do ja pierdzielę...
A w ogóle to zobaczyłem Cintiq w akcji i nic już nie będzie takie samo. Dlaczego to jest qrna takie drogie :F

2
FanFik / Spalili mi wioskę!
« dnia: Czerwiec 18, 2009, 01:14:36 am  »
Taki krótki, jajcarski tekst który sobie trzasnąłem już jakiś czas temu :P
Pomyślałem że wrzucę, może się komu spodoba ;]





Yssup był młodym chłopcem mieszkającym w wiosce Zamałasikawa. Nigdy nie zastanawiał się, czemu rodzice nadali mu dziwaczne imię, którego nikt nie nosi, wkurzało go tylko, gdy koledzy wymawiali je wspak. Niedawno ukończył 17 lat i czuł, że wkrótce w jego życiu wydarzy się coś ważnego. Wszak to był najlepszy moment by stać się bohaterem jrpg - później, gdy już przestanie się wszystkim ekscytować jak idiota, skończy nosić pedalskie ciuszki a i zarost przyozdobi jego twarz, większość graczy nie będzie mogła się z nim identyfikować. Starał się więc jak najczęściej wychodzić z wioski wraz z jego najlepszym kumplem Kcidem (Kcid z niewiadomych przyczyn był jedynym, który nie naśmiewał się z Yssupa, być może było to spowodowane faktem, że jego imię wymawiane od tyłu również brzmiało niekorzystnie). I wreszcie stało się - wracając do wioski, ujrzeli wielkie płomienie i sypiące się domy. Ich wioska została spalona. Yssup właściwie nikogo stamtąd nie lubił, a jego rodzice nie byli tak naprawdę jego prawdziwą rodziną, wiedział jednak, że swoją przygodę musi rozpocząć z klasą. Opadł więc na kolana i ryknął.
- Nieeee!!!
- Spokojnie, spokojnie - rzekł Kcid - dorwiemy tych drani!
- Teraz pora poszukać, czy ktoś przeżył - Stwierdził rzeczowo Yssup. Zapewne ktoś jeszcze się trzyma, tylko po to, by przekazać mu coś bardzo ważnego. I tak też było. Najstarszy mędrzec w wiosce, Piłajaja

Mucharata dychał ostatkiem sił. Zdążył poinformować naszych bohaterów o tym, że sprawcą tej zbrodni jest Podjaramto, okrutny i potężny człowiek, który szukał czegoś bardzo ważnego. Tym czymś okazuje się oczywiście błyszcząca popierdółka, która od teraz stała się własnością Yssupa.Yssup wiedział co ma robić. Nie namyślając się długo, wyszedł z kumplem na mapę świata. Łaał, wszystko co mówili o wielkim świecie, okazało się prawdą - miasta są takie małe, jak my! Ciekawe jak do nich wejść... Nie było czasu na przemyślenie tej kwestii, gdyż rozpoczęła się losowa walka. Yssup wyciągnął miecz. Czas skorzystać z jakiegoś super ataku, załatwię to w jednej turze - Pomyślał. Nudne tylko było czekanie na tą turę... Po wygranej walce, otrzymali pieniądze i parę Potionów.
- Kcid, jak myślisz, na cholerę tym potworom pięniądze? Zastanawiałeś się kiedyś nad tym?
- Bo ja wiem... A za co one, myślisz, kupują tę Potiony?
- Wiesz, w tym szaleństwie jest metoda... Dobra, ruszamy!
Prawdą okazały się też inne plotki usłyszane od byłych bohaterów - miasto, do którego zmierzasz, jest najbliżej ciebie, ale wszystkie wielkie imperia czy najbardziej tajemnicze miejsca znajdują się na drugim końcu świata. Nawet mając przy sobie fortunę, nie można od razu mieć dobrego ekwipunku, dopiero w każdym kolejnym mieście jest lepszy...Podróżując Yssup co jakiś czas upadał niespodziewanie na ziemię i widział zdarzenia, które miały już miejsce... Deja vu? Błąd w Matrixie?

Ależ skąd, zwykłe flashbacki ukazujące sceny z jego dzieciństwa. Były bardzo ważne, choć jeszcze nie wiedział dlaczego. Szkoda tylko, że nachodziły go w najmniej odpowiednich sytuacjach. Po wizytach w paru miastach poznał awanturnika zwanego Kosimazaki, dziwnego stwora Uciekajsi oraz śliczne dziewczę Nacomi Tachata. Rzecz jasna, wszyscy dołączyli do jego drużyny, niby przypadkiem, mając w tym swój interes. Ale coś mówiło Yssupowi, że zaangażują się w ratowanie świata. Można to nazwać przeczuciem. Spory problem miał z kluczem, który był mu potrzebny do dalszej wędrówki. Miał go pewien dziadyga, który za nic w świecie nie chciał go oddać. W końcu zgodził się, jednak pod warunkiem wykonania przez Yssupa długiego, żmudnego questa. Kcid szepnął na ucho Yssupowi
- Słuchaj, ten dziadyga ledwo widzi na oczy, gonić nas raczej też nie będzie. Za***my mu ten klucz.
- Nie możemy! To znaczy, to było by najsensowniejsze wyjście, ale nie w jrpg!
- My tu ratujemy świat, a ty masz dylematy moralne względem staruszka?
Przecież on i tak tego klucza nie używa!
- Nie możemy tego zrobić. A zresztą nigdy nie wiadomo, czy nie zamieniłby się w jakiegoś demona. Zabierzmy się za ten quest...

Gdy zatrzymali się w kolejnej mieścinie, Yssup postanowił porozmawiać z mieszkańcami. Każdy z nich wiedział zaskakującą dużo o jego queście, nawet od dzieci otrzymywał wskazówki, gdzie ma teraz iść. Ale nie mógł wyjść z miasta, bo blokowała go niewidzialna ściana. Najwyraźniej miał tu coś do zrobienia. Znudzony rozmową z pewnym facetem, który za każdym razem odpowiadał to samo, zagadał do Nacomi.
- Mam nadzieję że szybko nam to zejdzie. No wiesz, ratowanie świata.
- Och, Yssup! Wiem jak ci ciężko. Mówisz przez sen. Nie martw się, ja uważam, że jesteś bardzo wartościowym chłopakiem i dasz radę. Wierzę w ciebie, Yssup. Zanim zdążył przemyśleć głupoty, które usłyszał, pocałowała go w policzek.

Tak naprawdę Nacomi wolała dziewczyny, Yssupowi zaś podobały się bardziej kobiety, które spotykał na drodze, zresztą był bigamistą, nie miał ochoty na jedną kobietę, harem zaś byłby w sam raz. Ale musiał związać się z główną bohaterką, bo taki był jego los. Cholerne przeznaczenie! Zrozumiał, że to właśnie musiał zrobić. Teraz mógł już wyjść z tej wiochy. Ale wypadałoby się wyspać. Na szczęście wszystkie domy były otwarte a każdy chętnie pozwalał im się przespać u siebie. Yssup podziwiał ich naiwność, sam w życiu nie dałby spać u siebie takiej hołocie. Mogli też nocować w zajeździe, ale w każdym kolejnym mieście nocleg był droższy, choć warunki podobne, a skoro nie widać różnicy, to po co przepłacać? Kupił jeszcze masę przedmiotów do leczenia (nie miał pojęcia, jak to wszystko mieści się w jego sakiewce, nawet plecaka nie miał, ale to akurat mu nie przeszkadzało) i mogli wyruszać na spotkanie z Podjaramto.

Kiedy już się z nim spotkali, był zaskakująco chętny do rozmowy. No tak, przecież w jrpg zawsze trzeba pogadac przed walką, atak z zaskoczenia byłby godny pożałowania. W trakcie walki zginęła jedna z osób porwanych z wioski. Yssupowi cisnęło się na usta by krzyknąć parę
bluzgów, ale przecież jrpgi są skarbnicą dobrych wartości. Krzyknął więc "Łotrze!", po czym rzucił się na Podjaramto, wiedząc że pewnie i tak uda mu się uciec. I faktycznie, zwiał. Zaszył się w jakiejś pradawnej świątyni gdzieś na końcu świata. Na szczęście z pod ziemi wyrósł kapitan statku powietrznego Latamito, który dołączył do drużyny. Lecz przed walką Yssup musiał dowiedzieć się paru rzeczy o sobie.

Wreszcie poznał prawdę, tak naprawdę jest synem cioci brata sąsiadki stryjka z domu naprzeciwko Podjaramto. Jak się okazuje, inni bohaterowie również mają swoje problemy. Kosimazaki na przykład udaje tylko twardziela i awanturnika, jest to jego sposób na radzenie sobie z tym, że w szkole zawsze kradli mu śniadania, a mama przebierała go w sukienki. Nobody's perfect.

Znudzony ratowaniem świata, lecąc do Podjaramto, Yssup zastanawiał się, jakby to było zniszczyć świat, zamiast go ratować. Na pewno było by zabawniej! No i stałby po silniejszej i bardziej charyzmatycznej stronie. Sęk w tym, że za każdym razem by przegrywał. Doszedł więc do wniosku, że ratowanie świata jest bardziej opłacalne. Spojrzał na swoją drużynę.

Jakiś głupi potworek, awanturnik z problemami z dzieciństwa, jego nierozgarnięty kumpel, na wpół szalony kapitan i dwie głupawe dziewczyny (jedna przypałętała się po drodze, to ją zabrał) - to ma być drużyna do ratowania świata? Mogli jakiegoś starszego mentora dołożyć. Albo choć powiększyć biusty dziewczynom...

Wstąpili jeszcze do najbardziej niedostępnego miejsca na świecie, by zastać tam... sklepikarza. Wizyta się opłacała, miał on w ofercie najlepsze bronie.
- Świetne te bronie, co nie Yssup? Teraz załatwimy Podjaramto bez problemów!
- Taak. Ale nie wróżę kariery temu sprzedawcy, to nie jest zbyt strategiczny punkt do sprzedawania broni.
- No, ja raczej też nie. Ale może on chce obsługiwać tylko bohaterów, nie?
- Nie wiem, czy to by mu się w ogóle opłacało. Nieważne, lecimy do tej świątyni.

Na miejscu zastali Podjaramto, ale nie był specjalnie wystraszony.
- Ha ha ha! Idioci, nie wiecie z kim macie do czynienia!
- Niech zgadnę, za chwilę dokonasz jakiejś mutacji i będziesz dwa razy większy?
Podjaramto zmieszał się, ale tylko na chwilę.
Walka była długa i ciężka, jednakże wszyscy wyszli z niej zwycięsko. No, poza tą nową, ale ktoś tam się musiał poświęcić, o wiele ładniej takie zakończenie wygląda. Czekało na nich jeszcze pradawne bóstwo, ale wszyscy byli na to gotowi. Padło.
Zadowolony Yssup po odebraniu swojej gaży zaszył się w małej wiosce tworząc swój upragniony harem i zastanawiając się, kto teraz będzie ratował świat...

Strony: [1]