Forum ogólne > FanFik
Zeschizowana podróż do wnętrza ziemi
Gabriel_Celeste:
Ej, Czokobo, ale czemu Ty jesteś taki gruby? - rzekł zaskoczony Miecio.
Nie tym tonem do króla - rzekł Lateksowy Czokobos. -Padnij na kolana ziemski pomiocie. Kweh!
Spokojnie, spokojnie, najpierw go wypytamy - zakwiczał król.
Skąd znałeś hasło dostępowe?Gadaj!
Ej, kurczę, nie bijcie mnie, mama mnie nauczyła, wciskając mi w tyłek liliową kuleczkę.
- Czy Ty wiesz, co ta "kuleczka" robi? Przez nią, wiele razy nasze czokosy były gwałcone, pieczone i jedzone! Wyciągniesz ją z dupy dobrowolnie, albo sami Ci ją wyjmiemy. Decyzja należy do Ciebie.
Jak tak, to ja spierd... - Mały Miecio wcisnął szifty, lecz o dziwo -nie pomogło mu to.
Dokąd to kolego? Uciec chciałeś? - W tym momencie wszystkie kury, wraz z Mieciem zostały przetransportowane do mitycznego miejsca, zwanego...Czokobo Heaven.
Korowód Marchewek:
Gdzie Miecio został skutecznie unieruchomiony metodami które znają tylko żółte kaczki z lateksową maską na głowie.
Podszedł do niego, od tyłu, żółty chocob z mdłym spojrzeniem
- Jestem Dr. Chocho. I będzie boleć kweh kweh kweh
kwehnął ze śmiechu dr. Chocho
- Co mi chcesz zrobić? Panikował Miecio.
- Kweh, kweh, kweh. Zaśmiał się Doktor i włożył zapiórkowane skrzydło do spodni Miecia.
Chwilę potem odskoczył z przerażaniem. Do jego ręki dorwał się mechaniczny, nieco klejący przez nieznaną substancję bobr. Dr Choco miotał się w cierpieniach dopóki nie zrzucił się z kurczakowego raju w przepaść. Wprost w miłosny zaułek Charego Portjera grzejącego swoją dupę z dupą Leczącej Dupy, gdzieś, gdzie da się taką czynność fizycznie wykonać.
Gabriel_Celeste:
Ej, co jest do kury nędzy! - wrzasnął Chary.
To ja tutaj sobie leveluję postać w FFXIV, bo mi nie idzie, a tu nagle kura? Zresztą i tak wolę stejki. I majonez. Kuro, widze azaliż, żeś jest ze złota. Spełnisz może moje 3 życzenia?
Z ust mi to wyjąłeś tajemniczy nieznajomy - tubalnie odrzekł dr. Choco.
Więc po pierwsze: chcę mieć jak największą pałę. Znaczy się różdżkę i być najpotężniejszym czarodziejem na świecie!
-Ok, to akurat łatwe jest. SZUBUDUBUUU,ŁUBUDUBU NIECH NAM ŻYJE PREZES... (reszty Miecio nie dosłyszał, bo Czoko zaczął niezrozumiale szeptać).
Nagle...Dirty Charry, zamienił się...w Charrego the White!
Łaaaaaaał, niezły jesteś! To teraz drugie - niech Zajebca Żab na stałe się złączy z Leczoncą Dupą. Tak, żeby nie mogli się oderwać.
Jesteś pewien, że tego właśnie chcesz? - rzekł niepewnie Dr. Choco. Później nie będzie reklamacji...
Tak!Zrób to! Ale już! - choco wypełnił polecenie, a nasza miziająca się właśnie para, nieczego się nie spodziewająca, zaczęła mieć poważne kłopoty.
Dobra młody, dawaj trzecie życzenie, bo musze wracać do nieba, mam tam niedokończoną sprawę z jednym gnojkiem.
Charry, już teraz "the White" z powagą w głosie i spokojem odrzekł:
- Pomóż mi zrozumieć kobiety...
Cooo?!? Nieeee...po czym choco rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając po sobie tylko zapach aromatycznego rosołu, który wszyscy pamiętamy z niedzielnych obiadków u babuni.
Korowód Marchewek:
- Ej ty Dupo , jak tam? - mówił Chary - widzę, że się wraz z Rozjebcą Żab zamieniliście w Rozjebcę Dupy? Ciekawe w sumie...
Chary podszedł do dupy Leczącej Dupy, zerwał jej stringi i wykrzyczał jej chymn rosyjski w odbyt.
Dźwięk chymnu odbił się przez jej jelita, gardło. Przerezenansowało przez ciało jej i Rozjebcy Żab w ten sposób, że jego anus eksplodował zmieniając się w feteryczny megafon. Chymn rosyjski było więc słychać na całym świecie. Wraz z drobnym organicznym plumkaniem kupowych rodzynków naszej pary. Odglos ten okazał się być dla niektórych istot kojący.
Jak dla wielkiej, pięciomilardotonowej, latającej ryby, przypadkiem przelatującej nad chocoparadise.
- O kur... Napomknął tylko Mieciu widząc zbliżające się cielsko ryby. Ryba zmiotła z przestrzeni Czokobowy Raj, Zmiotła Miecia, i leciała na plener gdzie Chary radośnie śpiewał analną wersję Chymnu rusyjskiego.
Gabriel_Celeste:
Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak - pojawiła się nagle nowa postać w naszej historii. - jestem Lejdi i gdy do mnie będziecie się zwracać, macie patrzeć mi w oczy! Na kolana padać nie musicie, to nie średniowiecze - tubalnym głosem rzekła Lejdi Junak.
Ki grzyb? - Chary spojrzał spode łba na nową pannę.
Junak natomiast, szybko coś wymamrotała, dziwnie przy tym machając rękoma, jakby odganiała od siebie muchy, zlatujące się na sygnał nieświeżego oddechu z buzi.
Charry zaśmiał się pod nosem, z myślą "taka lejdi, a zębów nie myje". Nagle jednak zesrał się z wrażenia, gdy zobaczył co pojawiło się nag głową Junak.
A pojawiło się nie lada stworzenie. Skrzyżowanie stutonowej świni z japońskim Shinkansenem.
o_O - rzekła Leczonca Dupa. Ta Dupa jest chiba lepsza ode mnie. Ciekawe czy jest skora do wejścia w trójkąt...dodała w myślach.
Świniociąg w mgnieniu oka z Ryby zrobił setki tysięcy porcji sushi (skąd wziął ryż? pomyślała Dupa) oraz wyporcjował mięso na zupę rybną.
Dobra, czas na mnie - wstała Leczonca Dupa. -Niech no sobie przypomnę, jak się robi zupę miso...
Nawigacja
Idź do wersji pełnej