Forum ogólne > FanFik

Zeschizowana podróż do wnętrza ziemi

<< < (12/12)

Gabriel_Celeste:
Ej, Czokobo, ale czemu Ty jesteś taki gruby? - rzekł zaskoczony Miecio.

Nie tym tonem do króla - rzekł Lateksowy Czokobos. -Padnij na kolana ziemski pomiocie. Kweh!
Spokojnie, spokojnie, najpierw go wypytamy - zakwiczał król.

Skąd znałeś hasło dostępowe?Gadaj!

Ej, kurczę, nie bijcie mnie, mama mnie nauczyła, wciskając mi w tyłek liliową kuleczkę.

- Czy Ty wiesz, co ta "kuleczka" robi? Przez nią, wiele razy nasze czokosy były gwałcone, pieczone i jedzone! Wyciągniesz ją z dupy dobrowolnie, albo sami Ci ją wyjmiemy. Decyzja należy do Ciebie.

Jak tak, to ja spierd... - Mały Miecio wcisnął szifty, lecz o dziwo -nie pomogło mu to.

Dokąd to kolego? Uciec chciałeś? - W tym momencie wszystkie kury, wraz z Mieciem zostały przetransportowane do mitycznego miejsca, zwanego...Czokobo Heaven.

Korowód Marchewek:
Gdzie Miecio został skutecznie unieruchomiony metodami które znają tylko żółte kaczki z lateksową maską na głowie.

Podszedł do niego, od tyłu, żółty chocob z mdłym spojrzeniem

- Jestem Dr. Chocho. I będzie boleć kweh kweh kweh

kwehnął ze śmiechu dr. Chocho

- Co mi chcesz zrobić? Panikował Miecio.

- Kweh, kweh, kweh. Zaśmiał się Doktor i włożył zapiórkowane skrzydło do spodni Miecia.

Chwilę potem odskoczył z przerażaniem. Do jego ręki dorwał się mechaniczny, nieco klejący przez nieznaną substancję bobr. Dr Choco miotał się w cierpieniach dopóki nie zrzucił się z kurczakowego raju w przepaść. Wprost w miłosny zaułek Charego Portjera grzejącego swoją dupę z dupą Leczącej Dupy, gdzieś, gdzie da się taką czynność fizycznie wykonać.

Gabriel_Celeste:
Ej, co jest do kury nędzy! - wrzasnął Chary.
To ja tutaj sobie leveluję postać w FFXIV, bo mi nie idzie, a tu nagle kura? Zresztą i tak wolę stejki. I majonez. Kuro, widze azaliż, żeś jest ze złota. Spełnisz może moje 3 życzenia?
Z ust mi to wyjąłeś tajemniczy nieznajomy - tubalnie odrzekł dr. Choco.

Więc po pierwsze: chcę mieć jak największą pałę. Znaczy się różdżkę i być najpotężniejszym czarodziejem na świecie!
-Ok, to akurat łatwe jest. SZUBUDUBUUU,ŁUBUDUBU NIECH NAM ŻYJE PREZES... (reszty Miecio nie dosłyszał, bo Czoko zaczął niezrozumiale szeptać).

Nagle...Dirty Charry, zamienił się...w Charrego the White!

Łaaaaaaał, niezły jesteś! To teraz drugie - niech Zajebca Żab na stałe się złączy z Leczoncą Dupą. Tak, żeby nie mogli się oderwać.

Jesteś pewien, że tego właśnie chcesz? - rzekł niepewnie Dr. Choco. Później nie będzie reklamacji...
Tak!Zrób to! Ale już! - choco wypełnił polecenie, a nasza miziająca się właśnie para, nieczego się nie spodziewająca, zaczęła mieć poważne kłopoty.

Dobra młody, dawaj trzecie życzenie, bo musze wracać do nieba, mam tam niedokończoną sprawę z jednym gnojkiem.

Charry, już teraz "the White" z powagą w głosie i spokojem odrzekł:
- Pomóż mi zrozumieć kobiety...
Cooo?!? Nieeee...po czym choco rozpłynął się w powietrzu, pozostawiając po sobie tylko zapach aromatycznego rosołu, który wszyscy pamiętamy z niedzielnych obiadków u babuni.

Korowód Marchewek:
- Ej ty Dupo , jak tam? - mówił Chary - widzę, że się wraz z Rozjebcą Żab zamieniliście w Rozjebcę Dupy? Ciekawe w sumie...

Chary podszedł do dupy Leczącej Dupy, zerwał jej stringi i wykrzyczał jej chymn rosyjski w odbyt.

Dźwięk chymnu odbił się przez jej jelita, gardło. Przerezenansowało przez ciało jej i Rozjebcy Żab w ten sposób, że jego anus eksplodował zmieniając się w feteryczny megafon. Chymn rosyjski było więc słychać na całym świecie. Wraz z drobnym organicznym plumkaniem kupowych rodzynków naszej pary. Odglos ten okazał się być dla niektórych istot kojący.

Jak dla wielkiej, pięciomilardotonowej, latającej ryby, przypadkiem przelatującej nad chocoparadise.

- O kur... Napomknął tylko Mieciu widząc zbliżające się cielsko ryby. Ryba zmiotła z przestrzeni Czokobowy Raj, Zmiotła Miecia, i leciała na plener gdzie Chary radośnie śpiewał analną wersję Chymnu rusyjskiego. 

Gabriel_Celeste:
Nie wiadomo skąd, nie wiadomo jak - pojawiła się nagle nowa postać w naszej historii. - jestem Lejdi i gdy do mnie będziecie się zwracać, macie patrzeć mi w oczy! Na kolana padać nie musicie, to nie średniowiecze - tubalnym głosem rzekła Lejdi Junak.
Ki grzyb? - Chary spojrzał spode łba na nową pannę.
Junak natomiast, szybko coś wymamrotała, dziwnie przy tym machając rękoma, jakby odganiała od siebie muchy, zlatujące się na sygnał nieświeżego oddechu z buzi.

Charry zaśmiał się pod nosem, z myślą "taka lejdi, a zębów nie myje". Nagle jednak zesrał się z wrażenia, gdy zobaczył co pojawiło się nag głową Junak.

A pojawiło się nie lada stworzenie. Skrzyżowanie stutonowej świni z japońskim Shinkansenem.

o_O - rzekła Leczonca Dupa. Ta Dupa jest chiba lepsza ode mnie. Ciekawe czy jest skora do wejścia w trójkąt...dodała w myślach.

Świniociąg w mgnieniu oka z Ryby zrobił setki tysięcy porcji sushi (skąd wziął ryż? pomyślała Dupa) oraz wyporcjował mięso na zupę rybną.

Dobra, czas na mnie - wstała Leczonca Dupa. -Niech no sobie przypomnę, jak się robi zupę miso...

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[*] Poprzednia strona

Idź do wersji pełnej